To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
czwartek, 06 stycznia 2011
Święta, święta i po świętach

Znów trzeba rano wstawać i przygotowywać dzieciaki do szkół. Póki co tylko jedno wróciło do szkoły, reszta rusza od poniedziałku, dzięki czemu po zamknięciu drzwi za synkiem mam z samego rana dwie godzinki tylko dla siebie. Słońce wstaje, dzieciaki smacznie chrapią, cisza, spokój, poranna kawa, komputer i ja. Fajnie, choć do czasu.

Święta się skończyły, karnawał zaczął, pomyślałam więc, że warto by uwolnić się od kilku zbędnych fałdek. I tu niespodzianka – okazuje się, że aby stracić na wadze wcale nie trzeba się katować dietami - wystarczy kupić odpowiednią wagę! Ja swoją kupiłam w Lidlu i mówię wam, pokazuje cuda. W jednej chwili ważę 79 kg, w następnej 2 kg mniej! A był czas, że odczytałam na wyświetlaczu 74kg! Ważę się więc z zapałem, interpretując wynik na swoją korzyść („znowu schudłam!”) lub zrzucając winę na niedoskonałość wagi („to na pewno pomyłka!”) Jest więc jak w starym dowcipie: „nazywam się …ska, mam lat …ści, ważę …dziesiąt kilogramów”. I można być zadowolonym z życia. Muszę tylko jeszcze zrobić coś z nadmiarem brzuszka - może przejrzę ofertę Lidla w kierunku zakupu nowego lustra?

Nie chciałabym zapeszyć sprawy, ale widać jutrzenkę swobody od pieluszkowych oków.  Po dwóch dniach permanentnego moczenia moja córeczka zaczęła wreszcie wołać siusiu, a wpadki zdarzają się jej naprawdę sporadycznie. Teraz z kolei ja ćwiczę - szybkość w dostarczeniu nocnika pod szanowną pupencję, ale ileż niekłamanej radości z efektu posiedzenia! A później uroczyste wylanie do sedesu i spuszczenie wody. I brawa, oczywiście.

Dzieci są nieocenione w kwestii komentowania rzeczywistości, wystarczy uważnie słuchać i skrzętnie notować. Staram się więc strzyc uszami i zapisywać ich błyskotliwe wypowiedzi, coby uchronić je od mroków zapomnienia. Ostatnio przejrzałam zapiski z rodzinnej strony internetowej, jaką prowadziłam kilka lat temu i uśmiałam się do łez.
Szczególnie moja 6-cioletnia Oliwka celuje w doskonałych wypowiedziach, typu „Zostanę jeszcze chwilę w wannie, żeby mieć odrobinę prywatności…” albo (do sióstr) „Hej, posuńcie się, ja tu żyję!” Dzisiaj rano miałyśmy natomiast ciekawą wymianę zdań, zresztą polsko-angielska. Całe szczęście, że człowiek kuma conieco w obcych  językach, więc może swobodnie komunikować się z dziećmi :)
Otóż wyjmując pojemnik z płatkami na śniadanie dla Oli, niechcący wysypałam nieco na podłogę.
- Oj, mamo, trzeba było MNIE poprosić, na pewno lepiej bym sobie poradziła. Mamy są takie not so clever!- skwitowała mija słodka latorośl.
- Ejże – oburzyłam się – wypraszam sobie!
- No dobra, są clever, ale sometimes make mistakes.
Taaak, ma małolata trochę racji.

17:51, oszin13
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 stycznia 2011
Nowy Rok...

Nowy Rok zwykle przynosi postanowienia i zmiany, a najczęściej postanowienia zmian. Moje dziewczynki na przykład postanowily, że wydorośleją. Z małych 6 i 8-letnich dziewczątek, jakimi były jeszcze przed północą 31-go grudnia, zmieniły się w "prawie dorosłe" prawie 7 i 9-latki, gardzące napojami gazowanymi, popijające samodzielnie zaparzoną herbatkę z mlekiem i przygotowujące śniadanie, dla siebie i mamy. Raj? - nie do końca, bo woda w czajniku jest gorąca (oh! oh! oh!), kontener z mlekiem ciężki, cukier bardzo sypki, więc nadzór mamy jest nieodzowny. Poza tym - co tu dużo mówić - chleb z dżemem codziennie rano nie jest szczytem marzeń (chyba że jest się Misiem Paddingtonem). Pół kuchni zapaćkane jest masłem w cukrowej posypce, wszędzie walają się okruszki, okrutnie widoczne na ciemnym kuchenny linoleum, ale zamykam oczy i zaciskam zęby. Okresy przejściowe w drodze do samodzielności wymagają poświęceń i cierpliwości - matczynej!


Korzystając z dziecięcej chęci do zmian postanowiłam po raz kolejny zainteresować moją najmłodszą pociechę korzystaniem z nocniczka. Dzieweczka prawie 2,5-letnia naprawdę MOGŁABY zrobić mamie frajdę i przestać używać pieluszek. Walczymy więc. Mimo jednak uruchomienia całego zapasu dziecięcej bielizny, stos mokrych desusów piętrzy sie w zlewie w oczekiwaniu na wieczorne pranie. Widzę jednak pewien postęp - otóż moja Juleczka, czując zapewne zbliżający się kataklizm, wykonuje słynny ruch Michaela Jacksona (i nie myślę tu o moonwalku!) i ja już wiem, że... kataklizm nadszedł. Łudzę się, ze wystarczy nieco wyregulować mechanizm działania i będzie dobrze.

18:44, oszin13
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 stycznia 2011
Miłe złego początki...

...a jaki koniec - jeszcze się zobaczy. Oto podejmuję próbę kontynuacji historii mojej nietuzinkowej rodziny, której fundamentem są nieco szaleni, ale wciąż raczej odpowiedzialni rodzice, natomiast jądro stanowi szarańcza, czyli czworo nieletnich płci obojga, występujących w stosunku 1:3 na korzyść dziewczyn. Dwa plus cztery czyli sześć, choć czasem mamy wrażenie, że dużo więcej...

22:31, oszin13
Link Dodaj komentarz »
1 ... 71