To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
sobota, 24 października 2015
Multitasking

Bez bicia przyznaję, że od czasu do czasu BYWAM leniwa. Sprzątam po łebkach, prasuję hurtem (oszczędność czasu), nie chce mi się gotować wymyślnych obiadków dla rodzinki, więc serwuję pizzę. Typowa pracująca matka czwórki dzieci.

Zdarza mi się jednakże przeginać i w drugą stronę. W napadzie szału i multitaskingu zaczynam jedno, w międzyczasie rozgrzebuję następne, przy okazji zahaczam o inne, by po jakimś czasie doprowadzić wszystko do szczęśliwego końca. Sos, gołąbki i szarlotka w dwie godziny, a w międzyczasie pranie! Czuję się wtedy taka SUPER, OCH i ACH, świetnie zorganizowana. I zalewa mnie takie morze endorfin, że Chodakowska niech się schowa!

Zadowolona z siebie opadam na fotel, zjadam rzeczoną szarlotkę – bo przecież zasłużyłam – ‘całkiem spokojnie wypijam trzecią kawę’, i jestem szczęśliwa... :)


*  *  *

- Muszę na jutro zilustrować swoje życie rok po roku! – oświadczyła Oliwka pewnego spokonego popołudnia – Na historię! Potrzebuję swoich starych fotografii i światowych faktów.
- I zadali wam to tak z dnia na dzień?! – zatrwożyłam się.
- Oczywiście, że NIE! – rzuciła beztrosko Ola. – Ale nie będzie chyba aż tak źle! Zuzka powiedziała, że ona zrobiła swój album dwa lata temu BARDZO szybko!

„I niechlujnie!” – pomyślałam, bo pamiętałam ten album doskonale.

- Dlatego zastanawiam się – kontynuowała Ola, nieświadoma ogromu czekającej ją pracy - co mi zajmie mniej czasu: zrobienie wersji papierowej czy elektronicznej?
- Na początek zdecyduj czy chcesz wklejać zdjęcia na papier czy je skanować do prezentacji! – rzuciłam zjadliwie, bo już wiedziała, że nie ominie mnie udział w tym karkołomnym przedsięwzięciu.

Ostatecznie stanęło na albumie. Do późnych godzin wieczornych cierpliwie przeszukiwałyśmy internet i wklejałyśmy zdjęcia z archiwum domowego oraz fototeki Wujka Googla. Oliwkę powoli ogarniała czarna rozpacz z powodu ogromu roboty, a ja po raz kolejny błogosławiłam zasobność moich szuflad z artykułami papierniczymi. Nie do przecenienia w projektach ‘last minut’ – czyli ulubionych moich dzieci.

W połowie klejenia Oliwa nagle uprzytomniła sobie, że ma jeszcze do odrobienia pracę z geografii! Rzuciła się więc w desperacji do książek, zostawiając mnie ze ścinkami materiałów do scrapbooka.
- Spokojnie! – podpowiadała Zuzka-Dobra Rada – jutro pani od geografii ma jakiś kurs, więc jej nie będzie! Ale z drugiej strony, sama wiesz jak jest z nauczycielami – z nimi nigdy nic nie wiadomo!

Summa summarum, Oliwka zakończyla (późny) wieczór chowając do plecaka pięknie wyklejony album na historię oraz... połowę pracy domowej z geografii.

Pełna obaw czekałam na jej powrót ze szkoły. Już od progu Ola oznajmiła:
- Mamo! Mamo! Wyobraź sobie, że pani od geografii nie przyszła!
- O to ci się upiekło, szujeczko! – podzieliłam jej radość, dość niepedagogicznie.
- To ta dobra wiadomość – powiedziała Ola. – Ale jest i zła.
- Jaka? – przygotowałam sie na najgorsze.
- Pani od historii też nie było, więc album jest na następną lekcję dopiero!

Nauczyciele to mają czasem jakiś szósty zmysł chyba... ;)

*  *  *

- Potrzebuję kostiumu na piątek do szkoły! – oznajmiła Oliwka, oczywiście w czwartkowy wieczór, żeby nie było że jest niekonsekwentna. – Klasy ósme mają się przebrać na Halloween!
- Nie mieszaj mnie do tego! – poradziłam, mając na świeżo w pamięci zaangażowanie w produkcję albumu na historię. – Przegrzeb szafy i znajdź sobie coś!
- OK! – zgodziła się Ola i pokopytkowała do sypialni.
Jakoż niedługo potem zjawiła się ponownie z zaskakującym żądaniem.
- Mamy w domu pudełko po płatkach śniadaniowych?
- Coś się znajdzie. – mruknęłam i ruszyłam do kuchennych szafek.
Jedyne płatki, dla których zabrakło pojemnika, straciły opakowanie wierzchnie. Sama byłam ciekawa co też Oliwka z nim zrobi, bo żeby tak płatkami straszyć?...

Oliwka zaś zrobiła... dziurę i oblała płatkowe pudełko fałszywą krwią.

Rano Ola zjawiła się w kuchni ubrana na czarno, trzymając w dłoniach drewniany miecz oraz zakrwawiony karton po płatkach.
- Co to jest? – zażądałam didaskaliów.
- JAK – TO – CO?! – oburzyła się Oliwka. – Jestem CEREAL KILLER!

No tak! Tylko Oliwka mogła wpaść na tak zakręcony pomysł, znajdując analogię w brzmieniu słów ‘serial’ i ‘cereal’!
Za swoje nietuzinkowe poczucie humoru nasz Płatkowy/Seryjny Morderca zgarnął pierwszą nagrodę w konkursie na najlepszy kostium! I dziesięć funcików w kopercie do skarbonki!

 

Brawo dla tej pani!

*  *  *

Skończyłyśmy ostatnio czytać, jako się rzeklo, ‘Szóstą Klepkę’, a tam pod sam koniec Celestyna spotyka się z Jerzym Hajdukiem. Siedzą na parapecie, są onieśmieleni, ich dłonie przypadkiem się spotykają...

- Oooo, Matko! – zajęczała nieoczekiwanie Zuzanna, która jak zwykle NIE SŁUCHAŁA – No, niech się wreszcie pocałują!

Ale że życie - nawet fikcyjne - pełne jest niespodzianek, do zamówionego przez Zuzannaę pocałunku wcale nie doszło! W zamian za to bohaterowie zafundowali czytelnikom soczystą kłótnię. I nasza nie-czytelniczka była zawiedziona...

*  *  *

 - Mamo, czy mogę spać u Matheusa? - spytała pewnego dnia Julka.
Dodać należy, że Matheus jest ulubionym kolegą Julki, która darzy go płomiennym uczuciem od pierwszej klasy. Jako że ‘Romeo’ i ‘Julia’ spotykają się tylko w szkole, tym większe było moje zdziwienie pomysłem wspólnie spędzonej nocy!
Trzeba było jakoś dyplomatycznie wybrnąć...
- No, nie jestem przekonana czy to wypada, żeby siedmioletnia dziewczynka nocowała u chłopaka... – próbowałam zasiać w Julce ziarno watpliwości.
- Mamo! Nie przejmuj się! – uspokoiła mnie Julka. - Założę swoje onesie!

Zdaje się, że nie tyle o miłość tu chodziło, a raczej o chęć pokazania sie Matheusowi w najnowszych jednoczęściowych śpiochach! Bo nie jest łatwo zrobić wrażenie na facecie marzeń!

*  *  *

- Mamo, narysuję kartkę dla mojej pani! – oznajmiła któregoś dnia Julka.
- Z jakiej okazji? – spytałam.
- Bo ona jest jak ty!
- ?!
- Uczy nas ciekawych rzeczy!

No miód na matczyne serce, po prostu...

*  *  *

- Mamo, czy w styczniu ja ciagle będę w szkole podstawowej? – zadumała się Julka.
- Tak, rok szkolny trwa do czerwca!
- Czyli zmieniam klasę w każdy wrzesień?! – olśniło nagle Julkę. – A-haaaaaa!!!

Pierwsza Zasada Szkolna została sformułowana i przyswojona!


11:52, oszin13
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 października 2015
Oooops, I did it again!

I znowu wydałam pieniądze na książki! Już to buszując na Amazonie, już to odwiedzając szkolny Book Fair, już to uszczuplając zasoby internetowej księgarni. ‘I dobrze mnie z tem, bez dwóch zdań’! W końcu każdy powód jest dobry, by powiększyć domową bibliotekę – zwłaszcza że przybyło nam na ścianie półek na nową literaturę i trzeba by je zapełnić... Żeby nie zostać posądzonym o egoizm dodam, że książkowymi zakupami obdzieliłam niemal całą rodzinę, wywołując banany na twarzach. Cóż, książkolubne familie tak mają...

Najgorszy jednak koszmar bibliofila (zaraz po braku funduszy na książki) wciąż trwa – CIĄGLE WYCHODZĄ NOWE INTERESUJĄCE TYTUŁY i aż proszą by je kupić! I jak tu żyć, się pytam?!

*  *  *

A w ramach akcji ‘Cała Polska czyta dzieciom’, sprzedaję ostatnio dziewczynkom przed snem niezapomnianą Jeżycjadę. Rozpracowujemy „Szóstą klepkę”, co znaczy że jesteśmy dopiero na początku tej pasjonującej przygody. Julka i Oliwka łyknęły nową lekturę gładko i słuchają z zainteresowaniem, domagając się ciągu dalszego. Zuzka, zwykle wieczorem zagłębiona w lekturze ebooków na ukochanym smartfoniku, ostentacyjnie NIE SŁUCHA Musierowiczowej. Zdarza jej się jednak od czasu do czasu nieoczekiwanie zadać mi celne pytanie dotyczącej NIESŁYSZANEJ treści. Na przykład o przypadek zdechłej myszy wkręconej w maszynkę do maku przed Bożym Narodzeniem :)

*  *  *

Październik dopiero co nam się zaczął i trwa w najlepsze, ale cała rodzinka – a Zuzka w szczególności – wręcz  nie może się doczekać jego końca. Mamy bowiem zaplanowanych kilka wydarzeń kulturalno-towarzyskich na ostatni tydzień tego miesiąca. Na początek nocny pokaz magiczny w naszym świeżo odrestaurowanym miejskim parku, później wyjazd na show słynnych Zuzkowych youtuberów (zabukowany PÓŁ ROKU temu), Halloween, a zaraz następnego dnia Comic Con w Belfaście z udziałem gwiazd z Doktora Who. Nasza Zuzanna wprost nie może się tych wspaniałości doczekać - szczególnie spotkania z Colinem Bakerem, czyli Doktorem numer 6. Albowiem Doktor Who to jej ostatni (po Harrym Potterze, Władcy Pierścieni, Hobbicie i Sherlocku) bzik. Obejrzała hurtowo wszystkie odcinki dostępne na Netflixie, a teraz konsumuje nowe każdej soboty na BBC. Jak miłość to miłość!
Czasem jednak, aby sprzedać Zuzce trochę inny (żeby nie powiedzieć AMBITNIEJSZY) repertuar filmowy, urządzamy sobie rodzinne seansiki z bardziej niszowymi tytułami na afiszach. Dzięki temu nieobce jej są ‘Stowarzyszenie Umarłych Poetów’, ‘West Side Story’, ‘Rosencrantz i Guilderstern nie żyją’, ‘Wywiad z wampirem’ czy ‘Ptaki’ Hitchcocka.
Ostatnio, po wspólnym skonsumowaniu ‘Psychozy’, spytałam Zuzannę o wrażenia.
- I co myślisz?
- Hmmm, niezłe, niezłe – wystawiła recenję Szanowna Pani Krytyk – Ale jak dla mnie, ZA MAŁO TRUPÓW!

Pewnie, pewnie – szczególnie jak porównać z ‘Walking Dead’...

*  *  *

Po powrocie z jednego ze swoich wakacyjnych wyjazdów, Zuzka oznajmiła:
- Mamo! Mam nowego kolegę!
- Aha! – przyjęłam do wiadomości, mając na świeżo w pamięci Zuzkowych ‘przyjaciół’ – I co to jest tym razem? Kamień? Gałąź?
- Nie! – odparła Zuzka – To Jevgenij!

Bożesz ty moj! Nareszcie Istota Ludzka, a do tego CHŁOPAK!

*  *  *

Tutek, przebywający w wakacje czasowo w Londynie na własnym ‘wikcie i opierunku’, musiał liczyć każdy grosz w chudym portfelu i planować wydatki.
- Eeee, jakoś to będzie z tym jedzeniem – pocieszał mnie (a może bardziej siebie) Mati telefonicznie – Najwyżej kupię sobie jakiś tani zestaw w McDonalds. Ile kosztuje Happy Meal?
- Ja wiem... – zastanowiłam się – Chyba jakieś £3,50.
- Co?! – oburzył się Tutek – Tak drogo?!

Jak widać ocena ceny zależy od oceny – płacącego!

*  *  *

Kiedy nasz Ojciec Rodziny wyjechał był w pilnej sprawie do Polski, Julka postanowiła wykorzystać sytuację i zagnieździć się w naszym małżeńskim łożu.
- Mamo... – zaczęła i spojrzała na mnie wzrokiem kota ze Shreka – Mogę z tobą spać kiedy taty nie ma?
- No nie wiem... – nieśmiało broniłam alkowy, teraz całej tylko dla mnie!
- Obiecuję, że będę cię przytulać jak tata! – obiecała natychmiast Julka, która znana jest z tego że miast przytulać, w łóżku rozkopuje się jak dzika.

I stopniało moje matczyne serce – ale tylko na jedną noc! ;)

*  *  *

Wraz z początkiem września nasza siedmioletnia Julka rozpoczęła naukę w trzeciej klasie. Poważny wiek, poważna szkoła, poważniejsze prace domowe, teraz już do odrobienia codziennie.
Kiedy, przeglądając Julkowy zeszyt ze słówkami ,zauważyłam dopisek Pani ‘8/9’, pomyślałam: ‘Hoho, zupełnie nieźle! Osiem słówek na dziewięć poprawnie! Super!’
Zachęcona wybitnymi osiągnięciami lingwistycznymi córki, tym chętnej zajrzałam do zeszytu nastęnego dnia. A tam – dopisek Pani ‘9/9’! Bingo! Serce me matczyne zadrżało z radości! Byłam w siódmym niebie!
Kiedy jednak trzeciego dnia notatka Pani pod Julkową pracą domową brzmiała ‘10/9’, zaczęłam mieć nie-ja-kie wątpliwości. Matko kochana! Albo mam w domu geniusza, albo coś jest nie tak!

Pomyślałam – i znalazłam odpowiedź: mimo, że prace mojej córki były bezsprzecznie poprawne, Pani wcale ich nie oceniała! Po prostu pisała datę sprawdzenia – 9 września, 10 września, 11 września...

‘Gabrycha! Kuwa, bo to DATA była! Ale ja gupia jestem!’ :)

22:19, oszin13
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 października 2015
Nadrabiając braki

Od dobrego miesiąca łazi za mną przekonanie, że zaniedbałam kronikarskie obowiązki. Karygodnie i bezprzykładnie. Porzuciwszy domowego bloga w połowie sierpnia, ba, NA POCZĄTKU sierpnia, oddałam się byłam błogiemu lenistwu, robiąc sobie wakacje także od pisania. A przecież tyle się dzieje! Czas by więc wziąć się w garść, pozbierać spisane na strzępkach papieru notatki i uruchomić szare komórki w zakresie literatury ‘non-fiction’.

Na dobry początek – opis wakacyjnych irlandzkich wojaży, póki wspomnienia o nich wciąż świeże. A że leń ze mnie wciąż wyziera, zrobię to w formie fotorelacji.

Zatem - czy wiecie, że...

... najdłuższa ulica w Irlandii to Blarney Road, ciągnąca się od centrum Cork ku zamkowi Blarney przez 2,5 km i zakończona swojsko dla Polaków wyglądają kapliczką, czy raczej Golgotą!



...wspomniany Blarney Castle znany jest w świecie głównie z wmurowanego w ścianę Kamienia Blarneya. Pocałowanie rzeczonego minerału gwarantuje ponoć dar elokwencji. Bohatersko wdrapalismy się na wysokie zamkowe mury, zwiesiliśmy dwie starsze córki nad przepaścią z nakazem obcałowywania kamienia, a i tak największą gadułą w rodzinie pozostaje... Julka!


...oprócz ‘magicznego’ kamienia, zamek Blarney posiada jeszcze Trujący Ogród, gdzie mogliśmy podziwiać – z bezpiecznej odległości – przedziwne rośliny, od mandragory po... marihuanę (uwięzioną w klatce)!


...w uroczej atlantyckiej zatoce, bliżej Glengariff niż Bantry, leży Garinish Island – wyspa z założonymi ponad 100 lat temu egzotycznymi ogrodami. Płynie się na nią specjalnym promem, podziwiając po drodze wylegujące się na słońcu foki,

a jak ma się szczęście (jak my!) można spotkać też stado delfinów!


...jedną z atrakcji turystycznych miasta Cork jest... Muzeum Masła! Byliśmy, wynudziliśmy się, dodaliśmy je do listy odwiedzonych przez nas Światowych Osobliwości!


...Cobh, znane w historii też jako Queenstown, to miasteczko portowe na południu Irlandii, skąd wypływały ku Ameryce statki pełne irlandzkich imigrantów i gdzie po raz ostatni zawinął Titanic. Gorąco polecamy odwiedzenie miniaturowego, ale bardzo intrygującego i ujmującego w swej prostocie Muzeum Titanica, gdzie naprawdę można poczuć się jak pasażer tonącego olbrzyma.


...jako najdalej na południe wysunięty port Irlandii, Cobh jest często odwiedzany przez luksusowe wycieczkowce. Nam udało się spotkać Aidę Carę!


...mimo, że jest ich niezbyt wiele, Irlandia naprawdę posiada piaszczyste plaże! Odwiedziliśmy jedną w nadatlantyckim Youghal, gdzie zażylismy kąpieli słonecznych i nie tylko :)


...na czas pobytu w Cork zakotwiczylismy się w uroczym hostelu blisko centrum. Warunki bytowe mieliśmy wprawdzie skromne, ale za to w (niewysokiej) cenie było darmowe wifi oraz pożywne śniadanie w  międzynarodowym towarzystwie.

 

Natomiast dzięki sprytowi i wytrwałości w poszukiwaniu miejsc do spania, udało nam się wydłubać z odmętów internetu niedrogą ofertę noclegu pod Dublinem w prawdziwym czterogwiazdkowym hotelu. Ta ‘odrobina luksusu’ była jak wisienka na torcie naszej wyprawy.


...możemy śmiało powiedzieć, że w tym roku przejechaliśmy się połową linii tramwajowych działających w całej Irlandii! Gwoli wyjaśnienia – w całej Irlandii istnieją tylko DWIE linie tramwajowe, obie w Dublinie. I właśnie z jednej z nich – czerwonej – mieliśmy okazję skorzystać! Została nam do zaliczenia jeszcze linia zielona - li i jedynie!

...wędrując dublińskim nabrzeżem odwiedziliśmy Pomnik Ofiar Zarazy Ziemniaczanej, znanej w historii jako Great Famine. Druzgocący...


...nie da się zwiedzić Dublina w ciągu jednego dnia! Może i dobrze, bo zawsze można wrócić. Podczas naszej krótkiej wizyty udao nam się zaliczyć Muzem Historii Naturalnej oraz Figur Woskowych. Odwiedzilismy też obowiązkowo Molly Mallone! Book of Kells i Trinty College Library poświęcimy oddzielną wyprawę, kiedyś...


...a tak wogóle – umówmy się – Apache Pizza rules!



23:04, oszin13
Link Dodaj komentarz »