To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
czwartek, 31 października 2013
Miasteczko Halloween

Again and again, co roku to samo. Zmasowany atak tłumu zombie, czarownic i innych paskudnych stworów krzyczących z daleka „Trick or treat!!!” Trzeba było przygotować dyniowe lampiony, świecące czaszki, mieć parę kilo cukierków w zanadrzu. I w kółko - otwierać drzwi, dzielić słodkościami, uspokajać psa… Trochę to wszystko było męczące, ale co tam, raz do roku można się było pomęczyć! Zwłaszcza, że niezawodna trzyosobowa brygada domowych straszydeł też się obowiązkowo przebrała i przyniosła z halloweenowych łowów całkiem zacne łupy do późniejszego podziału.
Dziecięca radość, wiadomo, bezcenna (że o dentystycznej nie wspomnę!)

 

20:56, oszin13
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 października 2013
Who run the world?!

GIRLS!!!!
Odkąd nasi mężczyźni wyjechali w siną dal - śladem kochasia - w domu rządzą kobiety! Mamy czas dla siebie i nie marnujemy go!
Mama bierze przykład z wczesnego Toma Cruisa:

Dziewczynki raczej z Beyonce:

I świetnie się bawimy! :)

11:22, oszin13
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 października 2013
Czas plonów

Czy już kiedyś pisałam, że uwielbiam chodzić na wywiadówki? Pewnie niejednokrotnie, ale cóż zrobić kiedy taka jest prawda! Moje dzieci mnie nigdy nie zawiodły, co najwyżej zaskoczyły – jak na przykład wtedy kiedy okazało się, że jedno z nich (nie powiem które, ale był to uczeń klasy drugiej, płci męskiej) zna się już na anatomii człowieka i wysłało do koleżanki liścik miłosny, opatrzony jej mocno „szczegółowym” portretem ;)

Mając w domu cztery dziecięce egzemplarze przychylne szkole, na wywiadówki chadzam pasjami przynajmniej dwa razy do roku. I spijam rodzicielską śmietankę, gawędząc miło z nauczycielami. Wracam potem do domu, dzielę się dobrymi wieściami ze współautorem dzieła, czyli Pierwszy Mężem i chwalę utalentowane gamonie ;)

Właśnie nadszedł TEN czas w roku – już się cieszę :))!

*  *  *

MUSIAŁAM zacząć korzystać z Twittera – żegnaj, hipsterskie podejście do niebieskiego ptaszka! I to szkoła mnie do tego zmusiła - konkretnie szkoła Mattiego! Ojciec-dyrektor był uprzejmy przesłać nam, rodzicom, okólnik z informacją, że szkoła ma konto na Twitterze i zamierza wykorzystywać je jako kanał informacyjny. Cóż było robić – przeżyliśmy Facebooka, przeżyjemy i Twittera! Ruszyliśmy mózgami, zaćwierkaliśmy i zaczęliśmy szukać znajomych.

Natomiast nasz syneczek - 16-letnie zwierzę twitterowe - nagabnięty o ewentualne wpuszczenie rodziców do grona znajomych, odburknął:
- Coś ty, mamo! W życiu! W końcu muszę mieć choć odrobinę prywatności!

I nici z podążania za Tutkiem! Przynajmniej oficjalnego, bo mam swoje sposoby… :) Matki potrafią!

*  *  *

- Mamo! Zobacz! Dostałam czwórkę z geografii! – pochwaliła się Zuzka.
- Super! – pochwaliłam i ja.
- A z Home Economics nawet piątkę! I dodatkowo merit! – Zuzka zamachała mi przed nosem zeszytem z wklejonym kolorowym kółeczkiem.
- A co to takiego ten „merit”? – żywo się zainteresowałam.
- Taka pochwała! I jak się ich kilka zbierze, to dostaje się „VIP Fast Pass”!
- O Matko! I do czego upoważnia ten… cośtam?
- Z takim Fast Passem kupuje się obiad w stołówce bez czekania w kolejce! – odparła podekscytowana wizją czekających ją vipowskich atrakcji Zuzka.

Przez żołądek do uczniowskiego serca – można i tak!

*  *  *

Dziewczynki grały w słówka - po polsku, dla podniesienia stopnia trudności :-) Wymyślanie polskich słówek szło jednak Zuzce tego dnia jak po grudzie, ku niezmiernej uciesze Oliwki.
- Oaza! – wykrzyknęła Ola.
- Matko, znowu wyraz na „a”! – jęknęła Zuzka.
- Dobra – zgodziła się Ola. – Zmieniam na… Oko!
- Czekaj, czekaj… - Zuzka wysiliła umysł i po chwili wydumała - ONOMATOPEICZNIE!

Poszła po bandzie!


*  *  *

W kuchni rozgorzała dysputa.
- Mateusz! Pożycz mi PROTRACTOR, bo mój się gdzieś zawieruszył! – żądała Zuzka.
- Poszukaj dobrze tego protractora, nie chce mi się iść na górę! – odburknął nieużyty starszy brat.
- Mateusz! Nie bądź taki! – piekliła się Zuza.
Uznałam za stosowne włączyć się do tej kurtuazyjnej wymiany zdań – zwłaszcza że nie do końca wiedziałam o co kaman.
- Zuzka, a cóż to jest ten… traktor?!
- To takie coś do mierzenia kątów! Potrzebuję na matematykę!
- Aaaa, KĄTOMIERZ! Spokojnie, mam zapasowy! – odparłam i sięgnęłam do ukrytych zasobów papierniczych.

Bo matka nie tylko musi być przygotowana na wszelkie żądania – ale najlepiej jeszcze w kilku wersjach językowych!

*  *  *

Julka radośnie pluskała się w wannie. Kiedy pojawiłam się w łazience z zamiarem umycia nieletniej syrence włosów, krzyknęła:
- Mamo! Uważaj! Teraz będę SZNURKOWAĆ!

 I rzeczywiście prawie za(sz)nurkowała pod wodę! ;)

23:27, oszin13
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 października 2013
Tydzień kultury i sztuki

Mieliśmy na ten tydzień wybitnie kulturalne plany - w środę wernisaż w lokalnej galerii, w piątek koncert Amelii Lily na rynku naszego miasteczka. Ale bezlitosna BBC Weather nieco te plany zweryfikowała, zadając brutalne pytanie – czy jesteście twardzielami? Nie byliśmy. Ugięliśmy się pod naporem deszczu i wiatru, i piątkowy wieczór spędziliśmy w suchym domowym zaciszu – w przeciwieństwie do twardzieli obleczonych w płaszcze przeciwdeszczowe, oblepiających scenę na rynku. Może i szkoda…

Za to w środowy wieczór, wykorzystując kilkugodzinną lukę w deszczu (:)), pomknęliśmy do galerii Millenium Court Arts. Głównym naszym celem było uroczyste odsłonięcie mozaiki, dzieła tworzonego mozolnie od kilku tygodni przez młodych ludzi z połączonych protestancko-katolicko-imigracyjnych klubów, pod okiem lokalnej artystki Hazel Boland. Jednym z ”ojców” projektu był nasz Mati, więc tym bardziej wypadało nam pójść na wernisaż. A jeśli jeszcze weźmiemy pod uwagę fakt, że mozaika powstawała w salce naszego klubu i w każdy czwartkowy poranek musieliśmy sprzątać pozostałe po środowym wyklejaniu wszędobylskie kolorowe kosteczki, wszyscy byliśmy artystami (choć raczej artystami drugiego planu :)! Mozaika wyszła nam (!) naprawdę pięknie! I już niedługo zawiśnie na zewnętrznej ścianie klubu OASIS, co by stanowić dowód na to, że DA SIĘ wspólnie coś zbudować, nie bacząc na różnice w pochodzeniu i wychowaniu.

Wędrując na mozaikowe uroczystości, zatrzymaliśmy się w głównej Sali Wystawowej galerii, by obejrzeć niecodzienne animacje Brigitte Zieger, niemieckiej artystki tworzącej w Paryżu. Dziewczynki z miejsca oszalały na ich punkcie i rzuciły w odmęty „tapetowej” rzeczywistości. Statyczne na pierwszy rzut oka obrazki wyświetlane na ekranach, kryły w sobie niespodziankę - damy wychodzące z zza drzew, zwierzęta przemykające się między liśćmi czy… czołg, wyjeżdżający nagle z dżungli! Bardzo to było interesujące!
I niech mi ktoś powie, że w małych miasteczkach nie ma co robić w jesienne wieczory!


*  *  *

- Mamo, posłuchaj! – krzyknęła Julka. – Znam kolory po angielsku! Green, red, blue, yellow…
- To fajnie!
- A teraz po polsku: zielony, czerwony, niebieski, żółty…
- Super!
- A teraz po hiszpańsku!
- Umiesz też po hiszpańsku?! – zdziwiłam się.
- Oczywiście! REDOS, GREENOS…

Zmyśla, szujeczka, na poczekaniu – to na pewno po dziadku! :)

*  *  *

-Skończyłam już czytać „Romea i Julię” Szekspira! – pochwaliła się Zuzka.
- Gratuluję! Skończyłaś książkę więc wiesz już kto zabił! A właściwie – kogo zabili!
- Oczywiście! – przytaknęła ochoczo Zuzka. – Zabili Romea, Julię, Mekcutia i Paryża!
- Jakiego Paryża?!
- No Paris miał na imię!

A podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu…

*  *  *

Julka przybiegła na skargę.
- Mamo!!! – krzyczała – Oliwka zabrała cały popcorn! I nie chce mnie wpuścić na swoje łóżko!!!
- Dobra. – odparłam i niechętnie zwlekłam się z kanapy, nie zważając na fakt, że właśnie omija mnie ulubiony program – Chodźmy z nią porozmawiać.
- Dobra.  – zgodziła się Julka i zaraz zastrzegła - Ale idź pierwsza! W końcu to był twój pomysł!

Mam niemrawe wrażenie, że zostałam wrobiona…

13:51, oszin13
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 października 2013
Rodzicielski samozachwyt

- Wiesz, mamo, pani od angielskiego zaproponowała mi udział w Klubie Kreatywnego Pisania. – pochwaliła się ostatnio Zuzanna. – Powiedziała, że dobrze piszę i mam bujną wyobraźnię. A to wszystko dzięki tobie!
- Tak? – poczułam się zaintrygowana.
- Tak! Bo jesteś bibliotekarką i dlatego lubię czytać!
- Bo bibliotekarze żądzą światem! – gorąco poparłam moją utalentowaną córkę -  Jeśli czegoś nie wiedzą, to wiedzą gdzie znaleźć odpowiedź!
- Nooo. – odparła Zuzka z przekonaniem. - I dlatego faaaajnie jest być dzieckiem bibliotekarza!

Jakoś nie przypominam sobie, żeby wspominali nam o tym na studiach – a powinni byli!

*  *  *

- Mamo, czy mówiłam ci już, że cię UWIELBIAM? – wyznała nie tak dawno Zuzanna, kiedy wędrując sobie tylko znanymi ścieżkami internetowych wyszukiwań, namierzyłam jej niezwykle cenną informację do pracy domowej.
- Niejednokrotnie, ale pochwał nigdy dość! – odparłam skromnie (sic!), a moją duszę zalała fala radości.

Bo ja taka fajna jestem po prostu! I dzieci mnie uwielbiają – nie tylko własne zresztą, o czym świadczą liściki „miłosne” podrzucane przez skrzynkę pocztową czy wiersze pisane na urodziny. Bo w moim domu można malować, zamieniać kuchnię w brokatowe pobojowisko, urządzać zabawy w przebieranki i robić eksperymenty w łazience. Bo moja lodówka oblepiona jest dziecięcymi rysunkami, a na jej szczycie pyszni się ogromny model Titanica z masy papierowej. Bo mam w wielkim pudle połowę sklepu papierniczego, jeśli nie cały. Bo ja nie posiadam wypielęgnowanego podwórka z doskonale przystrzyżonym trawnikiem i dlatego trawę można deptać do woli. Bo staram się słuchać dzieci, i tylko z rzadka wychodzi ze mnie ryczący potwór.
A do tego jestem TAKA skromna… :)))

*  *  *

- Mamo, umyj mi jabłko! – prosi Julka.
- Nie mogę teraz, mam zajęte ręce. Poproś tatę! – odpowiadam, a Julka biegnie z jabłkiem do taty, oglądającego w salonie telewizję.
- Tato, umyj mi jabłko!
- Dobrze – mówi tata i zamiast ruszyć w kierunku kuchni, energicznie wyciera jabłko na błysk o… własną garderobę. – Proszę!
- I już jest umyte?! – dopytuje się z powątpiewaniem Julka.
- Pewnie! – odpowiada tata, a Julka otwiera buzię w zachwycie.
- Tato! Ty to jesteś MAGICZNY!

I właśnie tym różni się tatowe mycie od maminego – moje nie jest magiczne! :)

*  *  *

- Czy odrobiłaś już pracę domową? – spytałam podstępnie Oliwkę, zasiadającą spokojnie przed telewizorem.
- Tak! – odparła zdecydowanie.
- A „spellings and tabels” też zrobiłaś? – drążyłam nieubłaganie, przypuszczając że roztargniona Ola zapomniała o swojej codziennej powinności. Jakoż i nie myliłam się (nie pierwszy raz zresztą).
- Oj, zapomniałam! – zatrwożyła się Oliwka, natychmiast przypominając sobie poranek, kiedy została nakryta przez ojca-rodziciela na pokątnym odrabianiu „słówek” tuż przed wyjściem do szkoły. „Nagrodą” za gapiostwo był wtedy jednodniowy szlaban na elektronikę (oj, ciężka kara)!
- To szoruj na górę i odrabiaj, zanim tata cię nie nakryje! – poradziłam.
- A gdzie jest tata?
- Za chwilę powinien wrócić ze spaceru z psem.
- AAAAAA-PO-KA-LIP-SA!!!! – wrzasnęła Oliwka i pogalopowała do swojego pokoju.

Każdy ma taką apokalipsę, na jaką sobie zasłużył…

*  *  *

- One, two, three, four, five. – powtarzała na głos Julka wędrując ze szkoły. - One, two, three, four, five. Już umiem liczyć. A teraz, mamo, chcesz poznać BAD WORDS?
- Nie! Wcale nie chcę poznać twoich brzydkich słów! – zaprotestowałam żywo.
- I tak ci powiem. – kontynuowała niezrażona moimi protestami Julka. – Five, four, three,two, one. BAD WORDS.
- Chyba BACKWARDS!
- No przecież mówię!

*  *  *

- Fajny piesek, podobny do naszego Molaka! – wykrzyknęła Zuzka, wskazując na psiaka będącego wynikiem podobnej mieszanki genowej, jak nasz domowy labrador+collie, zwany Paszczakiem.
- Owszem, ale oczywiście nasz Paszczak jest ładniejszy. I grzeczniejszy! – puściłam do Zuzki perskie oko.
- No, tak! Bo nasz Paszczak jest po prostu dobrze ZACHOWANY! - odparła dumna właścicielka dobrze zachowanego psa.

00:54, oszin13
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2