To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
niedziela, 22 września 2013
Harry Potter stosowany.

Tak się jakoś dziwnie składa, że losy naszych dzieci splatają się ostatnio z losami bohaterów serii o przygodach Chłopca Który Przeżył. Zuzka w wieku 11 lat rozpoczęła naukę w gimnazjum – co prawda nie był to Hogwart, ale też jest przecież „pirwszoroczniakiem”. Oliwka została wice-kapitanem jednego z trzech szkolnych Domów – i dzielnie zbiera punkty dla swojego Bann House. Tutek natomiast, po zaliczeniu „sumów” (czyli GCSE) i rozpoczęciu drogi ku „owutemom” (czyli A-levels), awansował na Prefekta (vide Percy Weasley) i ma władzę nad uczniami młodszych klas - przynajmniej w porze obiadowej :)

Jakby tego było mało, Tutek bywał ostatnimi czasy na weekendowym wypadzie do Londynu i nie odmówił sobie możliwości wpadnięcia na stację King’s Cross i odwiedzenia Peronu 9 ¾ (przynajmniej w jego mugolskiej części). Niestety, nie udało mu się przeniknąć przez ścianę peronu – nie pomógł nawet wypożyczony na okoliczność szalik Slytherinu… Ma za to dokumentację fotograficzną na to, że próbował! Natomiast w ramach suwenirów Wuj Matt z Podróży przywiózł nam pamiątkowe wejściówki na czarodziejski peron „for ONE WAY travel” z Londynu do Hogwartu – kto wie, może którejś z sióstr uda się w przyszłości sztuka wniknięcia w słynną ścianę?... Póki co siostry dostały do spróbowania Czekoladowe Żaby, z obowiązkowymi kartami czarodziejów w środku (Oliwce trafiła się podobizna Profesor McGonagall, a Zuzce Hagrid!) Najwięcej sensacji w rodzinie wzbudziło jednak pudełko Fasolek Wszystkich Smaków Bertiego Botta! Muszę powiedzieć, że miałam dużo szczęścia w losowaniu smaków, bo trafiłam na Cynamon i Arbuza. Byli jednak tacy (imiona łaskawie pominę :)) co rozgryźli Brud, Woszczynę i Wymioty! Gdzieś tam w środku pudełka czyha jeszcze smak Mydła, ale chętnych do losowania próżno szukać. Jutro Mati zabiera Fasolki do szkoły - dla odważnych kolegów, hi, hi…


*  *  *

Julka, która coraz bardziej przypomina nam miniaturę zasadniczej Zuzki, zwróciła się do młodszej ze swoich starszych sióstr pełnym troski (ale i groźby) głosem:

- Oliwka!!! Ubierz się! Bo zmarzniesz i wtedy będziesz LUDEM!

Zdaje się, że jednak o LÓD, a nie LUD jej chodziło – chyba że było to wspomnienie Sagi o Lud(zi)ach Lodu! :)

*  *  *

Nasza chodząca encyklopedia Oliwka zaskoczyła mnie pewnego dnia pytaniem:

- Mamo, wiesz jakie jest PRAWDZIWE prawo w Ameryce?
- Prawdziwe prawo? No, nie wiem. – przyznałam bez bicia.
- Że nie wolno dawać alkoholu ŁOSOSIOWI!
- Naprawdę???? – szczerze się zdziwiłam, imaginując sobie obraz pijanej ryby.
- No!!! – zapewniła mnie Oliwka. – „Don’t give an alcohol to moose!”
- Coś ty! – wzburzyła się Zuzka. - Moose to ŁOŚ, a nie ŁOSOŚ!

Taaaa…. Pijany łoś jest w zasadzie bardziej niebezpieczny niż pijany łosoś…

*  *  *

Zuzka wpadła ostatnio na ekonomiczną żyłę złota, formułując rewolucyjną teorię.

- Skoro nauczycielom płacą za to, że nas uczą, dlaczego nie płacą NAM za chodzenie do szkoły?!

Patrzcie Państwo! Ledwie kilka tygodni temu przekroczyła progi gimnazjum, a już chciałaby zmieniać świat!

*  *  *

Tutek wrócił wieczorem do domu i z miejsca zaczął węszyć czyjąś obecność w swoich prywatnych apartamentach.

- Kto był w moim pokoju?! – zagrzmiał  w kierunku sióstr, aliści ze strony solidarnego siostrzanego frontu odpowiedziała mu głucha cisza. Rozpoczął więc śledztwo i wkrótce natknął się na dowody zbrodni.
- Ha! Mam ślad! – krzyknął wywijając papierkiem po lodzie. - Kto jadł Cornetto?! Oliwka, to ty?
- Owszem, jadłam. – przyznała Ola. - Ale wcale nie weszłam do twojego pokoju! Stanęłam tylko na progu, żeby porozmawiać z Zuzką, która była w środku!

I tyle w kwestii siostrzanej solidarności…

16:11, oszin13
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 września 2013
Pierwsze koty za płoty!

Jak co roku o tej porze, nasza dzielna dziatwa ruszyła w świat wiedzy, a życie rodzinne znowu stanęło na głowie (który to już raz?...) W związku z rozpoczęciem roku szkolnego, między siódmą a ósmą rano mamy w domu prawdziwe „Happy Hour” – z możliwością przedłużenia oferty do 8:45! W menu: budzenie zaspańców, wydawanie śniadań, napełnianie lunchboxów, szukanie drobnych, sortowanie mundurków, w asyście nerwowego zerkania na kuchenny zegar i ciągłego poganiania. Wszystkie ww. atrakcje na raz i pomnożone przez cztery! I kto musi teraz wcześniej wstawać?! Ha - JA, oczywiście! A zapewniam, że nie jestem typem rannego ptaszka, o nie! Ale jak mus, to trza… 
Na pocieszenie mam… stos zeszytów i książek do obłożenia folią samoprzylepną! Albowiem UWIELBIAM obkładać – takie skrzywienie zawodowe! :)))

Zuzka entuzjastycznie wkroczyła w zaczarowany świat college’u. Dzielnie wędruje codziennie na szkolny autobus, jedzie do szkoły i spędza dzień poszukiwaniu „zagubionych” sal wykładowych. Na szczęście nie jest w tym zakręceniu sama, mając jako wsparcie koleżankę z podstawówki, tudzież ponad setkę innych ósmoklasistów. A czy czuje się pewnie w nowej rzeczywistości? – o, z pewnością! Zaliczyła nawet pierwszą pracę domową odrabianą „na gorąco” w autobusie, podczas powrotu do domu! Powinniśmy chyba wyskrobać jakiś list dziękczynny do tutejszego odpowiednika Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad – i podziękować za gładkie nawierzchnie, które ułatwiają  życie naszym dzieciom! 
Mamy tylko nadzieję, że Zuzka, podążając ścieżkami edukacyjnymi wydeptanymi przez starszego brata (któren jako pierwszy z rodziny opatentował przed laty ‘autobusową’ pracę domową), osiągnie podobnie miłe dla rodzicielskiego oka wyniki w nauce. :)

Mati też zadebiutował - w roli licealisty – i z miejsca namieszał w swoim zestawie zajęć, zamieniając wywalczone „medioznawstwo” na reaktywowane znienacka „programowanie”. Czyli pan McAlary dopiął swego, choć sukces to połowiczny. Programowanie zorganizowano bowiem we współpracy z St. Cartherines College i dwa razy w tygodniu chłopaki wkraczają jednak na „babski” teren. Ku uciesze obu stron, jak mniemam ;)

Po odejściu Zuzki, Oliwka awansowała na „najstarsze” dziecko w swojej szkole. W praktyce oznacza to, że będzie przechwytywała wszelkie szkolne komunikaty i dostarczała je do domu (przynajmniej w teorii). Na szczęście szkoła ma zupełnie przyzwoitą stronę internetową, którą mamy w odwodzie, bo Oliwka jest tak zakręcona, że czasami nie pamięta jak się nazywa. Nie dalej jak wczoraj zadzwoniono ze szkoły, że nasza „najstarsza” latorośl zapomniała przynieść lunch. Nieważne, że tego dnia Oliwka dostała zamiast lunchu pieniądze na obiad i leżały sobie one spokojnie w jej plecaku… Pozostaje nam tylko nadzieja, że jakoś się nasza panna ogarnie do kupy, w upływem czasu!

Julka uroczyście zaczęła pierwszą klasę. Zdawałoby się, że po dwóch latach spędzonych w  szkolnym przedszkolu, Julka jest starym wyjadaczem i nie straszna jej wizja pierwszej klasy. A jednak nie było łatwo pierwszego dnia szkoły odkleić jej od maminych spodni, a i łezka zaszkliła się w jej oku. Ale jakoś poooooszło! Drugiego dnia było o niebo lepiej i spodziewamy się, że do końca tygodnia w ogóle nie będzie problemu. Musi być dzielna – w końcu jest już czwartą z klanu, przekraczającą progi Ballyoran PS. To do czegoś zobowiązuje!

*  *  *

- Mogę zapisać się do klubu komputerowego w szkole?! – dopytywała się Oliwka, wyciągając kartkę do podpisu. – Mogę?! Mogę?! Mogę?!!!!
- Podpiszę ci zgodę, choć nie wiem czy będziesz miała na ten klub czas, biorąc pod uwagę ilość zajęć, w których bierzesz już udział. – odpowiedziałam.
- Spokojnie! – odparła Ola. - Mamo! Ja jestem hardcorowa! Pamiętasz, jak w wakacje robiłam dwa kluby jednego dnia?

Taaaaa, moja „hardcorowa” córeczka… Gotowa do wszelkich poświęceń – w zamian za dostęp do kompa. ;)

*  *  *

- Mamo, zobacz! – zawołała Oliwka i zamachała mi przed oczami okładką książki o przygodach drewnianego pajacyka, co chciał być chłopcem. – Pinokio i jego KARALUCH!
Nieco skonfundowana rzuciłam okiem na okładkę. Istotnie, znajdował się tam Pinokio, w towarzystwie swojego przyjaciela… ŚWIERSZCZA. Ale co to w końcu za różnica :)

*  *  *

Logując się do miejsc wszelakich, Zuzia permanentnie wymyśla zawiłe hasła dostępu – i równie permanentnie je zapomina! Miałam tego przykład kiedy musiałam żmudnie zdejmować z jej Nintendo blokadę rodzicielską, która samorzutnie założyła, po czym wyrzuciła ”rodzicielskie hasło” z pamięci. Pewnym remedium na jej zapominalstwo był notesik w serduszka, w którym skrupulatnie spisała wszystkie swoje passwordy, po czym… zgubiła cały notes.
- Dlaczego nie zanotujesz sobie swoich supertajnych haseł gdzieś w komputerze? – podrzuciłam któregoś dnia ideę.
Zuzka natychmiast podchwyciła pomysł i wysmarowała stosowny dokument. Tajny, oczywiście! Na samym środku pulpitu rodzinnego komputera pojawiła się zakładka „FOLDER ZUZI”, w niej folder „HASŁA”, a wewnątrz wordowski dokument o zaskakującej nazwie… „HASŁA” :) Pełna konspira!
- Zuziu! Coś słabo ukryłaś swoje tajemne kody dostępu! – zauważyłam.
Zuzka przemyślała sprawę i dokonała poprawek – zmieniła nazwę folderu „Hasła” na „NIE OTWIERAĆ!!!”

Powodzenie gwarantowane! ;)

 *  *  *

- Mamo, kto jest paser? – spytała Zuzka, pod wpływem aktualnie czytanej lektury.
- To osoba, której sprzedaje się skradzione rzeczy – wyjaśniłam.
- A-ha! – odparła Zuzka w zadumie. -  Ja się domyśliłam, że skradzione rzeczy się sprzedaje, ale myślałam że PRZECHODNIOWI! Czyli PASSERowi!

Wszystko się zgadza, tylko trzeba przechadzać się w odpowiedniej dzielnicy…

*  *  *

Zuzka opowiadała swojej koleżance historię szkoły, do której chodzi.
- Ta szkoła była prowadzona wiele lat temu przez zakonnice. Wiesz kto to jest zakonnica?
- Teraz już wiem. – odpowiedziała szczerze koleżanka. – Tata mi wytłumaczył po tym, jak mu powiedziałam, że ZAKONNICA to taka kobieta chodząca ZA KOŃMI!

*  *  *

Któregoś popołudnia Julka wróciła z podwórka wymalowana niczym papuaski wojownik.
- CO TO JEST?! – spytałam ze zgrozą.
- Kreda – uczciwie odpowiedziała Julka.
- Kreda?!
- Tak. I ŚLINA!

Nawet nie chcę wiedzieć czyja...


21:29, oszin13
Link Dodaj komentarz »