To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
sobota, 29 września 2012
„Tomorrow never dies”?

Jestem od kilku dni lepsza niż drink Jamesa Bonda – i wstrząśnięta i zmieszana. Powód? Uczestniczyłam w spotkaniu na temat systemu edukacyjnego Irlandii Północnej, zorganizowanym SPECJALNIE dla Polaków i z towarzyszeniem tłumacza. Wedle ostatnich statystyk jesteśmy największą po Irlandczykach grupą narodowościową w szkołach (polskich dzieci jest ponad 2200). Przez niemal 2 godziny dwóch sympatycznych panów z SELB opowiadało naprawdę ciekawie i wyczerpująco o rodzajach szkół na naszym terenie, zasadach przyjęć, transferze do gimnazjów, maturach, rodzajach egzaminów etc. Odzew społeczny? – na spotkanie przyszło 6 (słownie: SZEŚĆ!) osób, z czego jedna pani wyszła w połowie, po kilkakrotnym brzęczeniu komórki. Znaczy było jak zwykle – Polacy są NAJMĄDRZEJSI i wiedzą wszystko bez zbędnych wyjaśnień. A jak przyjdzie co do czego, narzekają że nikt ich nie poinformował i mają pretensje poniewczasie!
Całe szczęście, że organizatorzy spotkania zrezygnowali z robienia pamiątkowych zdjęć i spuścili na marną Polaków frekwencję zasłonę milczenia. Naprawdę, czasami wstyd mi za naród.

*  *  *

Oliwka uparcie stara się wędrować ścieżką kariery wytyczoną przez starszą siostrę. Po zapale do skrzypcowego rzępolenia, przyszła pora na aktorstwo ;) I właśnie w tym tygodniu Ola przeszła pomyślnie przesłuchania do międzyszkolnego musicalu, w którym w ubiegłym roku grała Zuzka! Po zmaganiach z „High School Musical”, zespół zabiera się za chyba nieco lżejszą „Księgę dżungli”.
- Poprosiłam panią, żeby zarezerwowała dla mnie rolę małpy! – oznajmiła entuzjastycznie Oliwka po wyjściu ze szkoły.

Wiele można jej zarzucić, ale nie to, że na siłę pcha się na afisz!

*  *  *

Przed Matim przygoda życia! W przyszły weekend jego młodzieżowy klub wyjeżdża bohatersko na camping pod namioty! W październiku! W Irlandii Północnej!!! Nawet nie chcę sobie tego szczegółowo wyobrażać – mam tylko nadzieję, że organizatorzy wiedzą co robią! Mati nie może się doczekać i już szykuje swój prywatny śpiwór-mumię! Jak mu tyłek w nocy zmarznie, będzie śpiewał inaczej!

*  *  *

Oglądaliśmy sobie rodzinnie „Wrota czasu”. Na ekranie pojawiła się piramida, a przed nią dwa obeliski.
- O, OBELIKS! – chciała błysnąć wiedzą Zuzka i zanim zrozumiała swoje przejęzyczenie, usłyszała komentarz Oliwki:
- Taaaa, a ten obok to pewnie Asteriks!

Ech, złośliwcy…

*  *  *

Siedziałam spokojnie przy kompie, kiedy usłyszałam dobiegająca z pokoju dziewczynek tyleż gorącą co niepokojącą dyskusję.

- To był jakiś durny przygłup, który chciał nas nastraszyć! – głosiła Zuzka.
- Ty jesteś totalnie niemiła dla ludzi! Jak można mówić o kimś, że jest przygłupem? – odparowała Oliwka.
- Tak?! A czytałaś zasady „Internet safety”? Mówię ci, ktoś chce nas nastraszyć! – dodała Zuzka.
Przyznam, że poczułam się nieswojo. Tyle się ostatnio słyszy o cyberbullingu, a dziewczynki jednak serfują po Internecie dosyć aktywnie. Czyżby ktoś je nagabywał w sieci?!
Musiałam wybadać sprawę.
- Hej, dziewczyny! O czym rozmawiacie? – spytałam niezwłocznie, kiedy tylko pojawiły się w polu widzenia.
- A bo Oliwka obejrzała na Youtube filmik o końcu świata, który ma niby nadejść w TYM roku i się boi, że uderzy w nas jakaś Planeta X! – pośpieszyła z wyjaśnieniami Zuza. – A ja jej tłumaczę, że to tylko jakiś przygłup coś wymyślił, żeby nas nastraszyć!
- Wcale nie, bo on może mieć rację! – wtrąciła swoje trzy grosze Oliwka.
- Dobra, dobra, poczekajmy jeszcze kilka miesięcy i wszystko się wyjaśni. A teraz zmykać! – zakończyłam dyskusję, nie kryjąc ulgi, że chodziło TYLKO o koniec świata.

14:56, oszin13
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 września 2012
Do you speak?…

Europejski Dzień Języków (środa, 26 września) zaczął się nam już na wtorkowym Afterschool Clubie. Pani Profesor Oliwia (w Bardzo Poważnych Okularach) uczyła wszystkich, którzy chcieli i nie chcieli, polskich słów. A że jest dumną posiadaczką wady wymowy, której jeszcze nie zdołała opanować, biedni obcokrajowcy powtarzali za nią polskie słowa nie dość że łamiąc języki, to jeszcze wzorcowo sepleniąc.

- Teraz powiem ci jak jest po polsku „orange” – tłumaczyła Ola portugalskiej leaderce. - To BARDZO, BARDZO trudne słowo. „PO-MA-RAŃ-COOO-WY”!
- PO-MA-RAŃ-COOO-WY! – powtarzała posłusznie Nisa, dodając do całości swój narodowy akcent.
- Jak sie massss! – syczał za to z irlandzkim przejęciem Gordon ;)

WŁAŚCIWY, czyli środowy Dzień Języków, zainaugurowało poranne pandemonium w kuchni. Na początek była kłótnia o polskie książki – mimo, że mamy ich w domu grubo ponad dwie setki, Zuzka i Ola uparły się na TĘ SAMĄ i obie chciały wziąć ją do szkoły. Kością niezgody okazał się dwujęzyczny zbiór „Dzieci to lubią najbardziej / Children's favourites”.
- JA jestem jedyną Polką w klasie, więc muszę pokazać swojej pani teksty po polsku i angielsku! – argumentowała Oliwka.
- A JA czytam dzisiaj polskie bajki dzieciom z pierwszej i drugiej klasy! A w TEJ książce są fragmenty „Plastusiowego pamiętnika”! – walczyła Zuzka.
Trzeba było działać szybko i rozsądnie. Summa summarum „książkę niezgody” dostała Oliwka, a Zuzka odnalazła na półce CAŁY „Plastusiowy pamiętnik”. Na otarcie łez dostała jeszcze Elementarz Falskiego do pokazania w szkole.

Zaraz potem wybuchła „Awantura o kasę” – konkretnie POLSKĄ kasę, wydłubaną z najróżniejszych zakamarków domu. Dziewczęta starały się podzielić monetami w miarę równo i reprezentacyjnie, ale że dzieliła Zuzka, dziwnym trafem to JEJ udało się skompletować zestaw polskich monet (z uszczerbkiem na zestawie siostry). I znów trzeba było rekompensować straty – tym razem Oliwkowe! Sięgnęłam więc do pudełeczka na biżuterię (sic!) i wyłowiłam zeń rzemyk z Owsiakową dwuzłotówką, wybitą wiele lat temu na rzecz WOŚP. Zuzka zzieleniała z zazdrości (mniej więcej jak rzeczona dwuzłotówka), ale nie można mieć przecież wszystkiego!

Kasa i książki zostały wpakowane do plecaków, do wyjścia do szkoły zostawało jeszcze 15 minut, kiedy Zuzka sobie coś przypomniała.
- Ooooch, mamo! Zupełnie zapomniałam! Możesz mi nagrać na płytę polskie „100 lat!”? Klasa pana Hendrona robi dziś apel i obiecałam, że załatwię tę piosenkę!
Jasne! Płyta ze „100 lat!” w ciągu kwadransa! Dla mnie bombeczka! Ale że mama „rzeczy niemożliwe załatwia od ręki” odpaliłam komputer, przekopałam Youtube, przekonwertowałam plik na mp3, zgrałam na pendriva i wręczyłam Zuzce. Przecież nie mogłam zawieść jej zaufania w moje możliwości! W podzięce Zuza podzieliła się ze mną bezcenną wiedzą.
- Wiesz dlaczego pan Hendron potrzebował akurat „100 lat!”? – spytała.
- Bo to polska piosenka urodzinowo-biesiadna! – odparłam.
- Nie! Bo kiedy Jan Paweł II odwiedził Irlandię, Irlandczycy nauczyli się śpiewać „100 lat!” żeby go przywitać!

I kto by się spodziewał…

*  *  *

Korzystając z nieuwagi Zuzki, Julka zajęła jej miejsce przy stole i przywłaszczyła sobie talerz z obiadem. Zuzka wpadła w złość – mimo, że porcje były identyczne i jeszcze nietknięte, poczuła się pokrzywdzona.
- To był MÓJ obiad! Nałożyłam sobie nawet ketchup na talerz! Na MÓJ talerz! – awanturowała się Zuzanna.
Julka spojrzała na nią lekceważącym wzrokiem znad zajętego właśnie talerza, najspokojniej w świecie stwierdziła: „To mas ploblem!”, po czym zajęła się konsumpcją Zuzkowego (do niedawna) obiadu.

13:56, oszin13
Link Komentarze (1) »
sobota, 22 września 2012
Słowo o zaangażowaniu

Kiedy w zeszłym roku znajomy chłopczyk – alergik na niejedno, ze szczególnym uwzględnieniem orzechów i ryb – przyszedł do przyszkolnego przedszkola, dyrektor szkoły: poprosił o kopię dokumentacji medycznej dziecka, sprawdził kto z nauczycielskiego personelu umie zrobić zastrzyk z adrenaliny, zadbał by ampułka z zastrzykiem była zawsze w szkole, zamienił przedszkole w strefę wolną od orzechów i usunął z przedszkolnego menu paluszki rybne. Dla jednego dziecka pod specjalnym nadzorem!
W tym roku okazało się, że do przedszkola trafiła dziewczynka z silną alergią na orzechy i jajka. W związku z powyższym wszyscy rodzice dostali od dyrektora list z prośbą, aby nie przygotowywać dzieciom - również szkolnym – na lunch kanapek z jajkiem, masłem orzechowym etc. A przedszkole jest w tym roku strefą „Nut and Egg Free”. Jak dla mnie jest to podziwu godne zaangażowanie.

Swoją drogą, ciekawa jestem jak zareagowałby dyrektor POLSKIEJ placówki edukacyjnej w obliczu podobnego problemu. Nie wiem czemu, ale nie podejrzewam aż tak wielkiego przejęcia się sprawą JEDNEGO z ponad setki uczniów…

*  *  *

Jak to człowiek w ogólności, a rodzic w szczególności, musi być elastyczny. I mieć umysł otwarty na nowe doświadczenia. Wczoraj na ten przykład, w związku z nową „wiolinową” pasją Oliwki, zgłębiałam zasoby Internetu w poszukiwaniu tajników produkcji skrzypcowych smyczków! Wizja lokalna dokonana na po-Zuzkowym instrumencie ujawniła konieczność wymiany smyczka, a że poprzedni zakupiliśmy w zestawie ze skrzypcami, trzeba było teraz znaleźć sam smyczek. Ba! Ale jaki?! Czym się kierować przy wyborze? Jaki ma być rozmiar? Jakie drewno (np. Pernambuco ;)? Jakie włosie?!!! Całe szczęście, że mamy jeszcze nieco czasu i jakie-takie rozeznanie w dziedzinie researchu…

*  *  *

Dziś Zuzka wpadła do domu z wyraźną chęcią szybkiego wyjaśnienia mi czegoś zanim zrobi to Oliwka.
 - Mamo, jak Oliwka przyjdzie z płaczem i będzie się na mnie skarżyć, to chciałam ci powiedzieć, jak było! Biegłam, ona mnie goniła i spadły mi z nóg twoje kapcie!
- Jak to?! – spytałam zdziwiona. – Czy to znaczy, że Oliwka płacze, bo TOBIE spadły z nóg moje kapcie?!
- No tak! – potwierdziła Zuzka. – Bo one spadły i uderzyły ją w twarz!

Nie od dziś wiadomo, że umiejętność przekazywania informacji w odpowiedniej formie bywa sztuką!

22:58, oszin13
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 września 2012
Ta-daaaam!

Dzięki szybkiej obsłudze, mamy okulary już dziś!!! Pozdrowienia dla rodzinnego optyka!

glasses

14:56, oszin13
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2012
To lubię...

23:30, oszin13
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3