To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
czwartek, 14 lipca 2016
20 lat, a może więcej…

Przyznaję się bez bicia – wpadłam w szpony sagi ‘Millenium’ Stiega Larssona. Zachęcona zachwytami Pierwszego Męża ściągnęłam ją z półki i jednym tchem przeczytałam dwa pierwsze tomy. A potem stwierdziłam, że jeśli teraz nie przerwę tego szaleństwa i nie napiszę czegoś na bloga, to dupa blada – trzeba będzie czekać aż łyknę trzeci tom! Piszę więc, choć nie obiecuję, że skończę, bo książka kusi, a dodatkowo właśnie odkryłam, że istnieją ekranizacje! Żal byłoby nie porównać… :)
Taki to już żywot mola książkowego!

*  *  *

Mamy w tym roku z Pierwszym Mężem specjalną okazję do świętowania. Dokładnie 20 lat temu spotkaliśmy się na ślubnym kobiercu w jednym z parafialnych kościółków. On - biedaczek – zdenerwowany do szpiku kości, w przykrótkim czarnym garniturze i ze zsuwającymi się z nosa okularami. Ja – cała w bieli, owinięta trzywarstwowym welonem i jakoś zdecydowanie pewna siebie. Zabrzmiało ‘Ave Maria’, wymieniliśmy obrączki. Były ‘kwiaty, gratulacje’ i weselne szaleństwo do białego rana, ale tuż przed północą – gromkie ‘Sto lat’ z ponad dwustu gardeł w kierunku Pana Młodego, z okazji urodzin. Tak to się zaczęło…

A potem studia, dzieci, praca, emigracja – ni stąd ni zowąd minęło 20 lat. I choć starsi jesteśmy NIECO, to przecież ‘w sercu ciągle maj!’ I niech nam tak zostanie - czego sobie wzajemnie życzymy na (co najmniej) następne 20 lat!

Bo każda okazja do zjedzenia tortu jest dobra! :)

 a

Tak więc, jako się rzekło, Pierwszy Mąż obchodził w lipcu okrągłą rocznicę zostania Pierwszym Mężem, ale jako Ojciec Rodziny, został tego samego dnia dodatkowo obsypany prezentami urodzinowymi. Pamiętająca progenitura, znająca aż nadto dobrze zaangażowanie Rodziciela w odkrywanie Drogi Miecza, skupiła się w swoich prezentach tematycznie na kendo. Ojciec otrzymał więc laurki okraszone wizerunkami kendoków, koszulkę ‘Keep calm and do kendo’ oraz parę nakolanników firmy KENDO. Żelowe nakolanniki wywołały u ojca niepohamowany napad śmiechu i nie bardzo mogliśmy zrozumieć dlaczego? W końcu założeniem ofiarodawcy, który wytropił i zakupił rzecz w internecie, było ułatwić Ojcu-Staruszkowi klęczenie w zbroi na twardej podłodze dojo!
Nieco skonsternowani czekaliśmy z konsumpcją tortu do czasu, aż rozbawiony Jubilat dojdzie do siebie i wtajemniczy nas w przyczynę wesołości. I wtajemniczył! Okazało się, że kendocy (w przeciwieństwie do iaidoków) rzadko klęczą, raczej kucają, więc siłą rzeczy nie produkuje się dla nich ochraniaczy na kolana. Natomiast firma KENDO, i owszem, sprzedaje żelowe nakolanniki, ale dla… brukarzy i dekarzy! I taki właśnie PROFESJONALNY SPRZĘT DEKARSKI otrzymał w prezencie nasz Jubilat!
Obśmiawszy się wstępnie jak norka, Ojciec oczywiście docenił ostatecznie dobre chęci Ofiarodawcy, gorąco zapewniając, że znajdzie dla ochraniaczy zastosowanie – choćby miał zakupić paczkę bruku i na siłę gdzieś go położyć!
Bo kto by pomyślał, że firma KENDO produkuje sprzęt DIY?! Weź tu, człowieku, zaufaj wyszukiwarkom internetowym!

A kiedy ojciec nacieszył się już pamięcią rodziny, kosztując nawet tortu, choć ze słodyczy to tylko piwo…, zabraliśmy go na rodzinne kręgle. I daliśmy mu wygrać! No, dobra - wygrał bo był najlepszy ;)

*  *  *

Korzystając z wakacyjnego spleenu, Zuzka postanowiła wreszcie rozprawić się z famą Gwiezdnych Wojen i obejrzała wszystkie siedem części an block. W kolejności premier. Oczywiście z miejsca wpadła po uszy w klimat i sypie teraz cytatami z filmu, jak z rękawa. Neofitka jedna!
A ja, będąc tylko NIECO starszą od rzeczonej sagi, zazdroszczę jej zachwytów… :)

I niech moc będzie z nami!

b

*  *  *

Od jakiegoś czasu świat szaleje na punkcie gry Pokemon Pro, a nasz Tutek jest jednym z entuzjastów. Gra polega na tym, że lata się po mieście z telefonem w ręku, szukając przy pomocy gps ukrytych pokemonów do kolekcji. Podobno gdzieś na świecie znaleziono przy okazji jakieś ciało i kilku ludzi przez przypadek wlazło tam gdzie nie powinno – na przykład komuś do domu…

To jednak nie jest ważne – ważne jest, że TRZEBA SIĘ RUSZAĆ! I tylko to mnie interesuje, z mojego rodzicielskiego punktu widzenia!

Z tego właśnie powodu, kiedy Mati – który właśnie namiętnie kolekcjonuje drużynę Pokemonów – zjawił się wieczorem z informacją: „Ech, jutro muszę przejść 2 kilometry, żeby osiągnąć kolejny poziom!”, tylko się uśmiechnęłam pod nosem.
Cała przyjemność była po mojej stronie, bowiem każdy powód jest dobry, żeby wyrwać go sprzed kompa.

Może być nawet Pikachu :)

 

OK, a teraz wracam do porzuconego Stiega Larssona i „Zamku z piasku, który runął”.
See u later! :)

21:56, oszin13
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 lipca 2016
Sezon czereśniowy

Tegoroczne wakacje przebiegają nam pod znakiem EURO. Polscy piłkarze do niedawna robili co mogli, żeby WEJŚĆ do finału piłkarskich mistrzostw Europy (Nic Się Nie Stało, Chłopaki!). Natomiast Wielka Brytania wprost przeciwnie – właśnie WYMELDOWUJE się z EUROpejskiej Wspólnoty. W obu przypadkach – szok, zaskoczenie i dużo, dużo emocji. Nie zawsze pozytywnych - szczególnie w kwestii wyników brytyjskiego referendum. Jeszcze nie wiadomo jakie będą następstwa, co się zmieni, ba, czy w ogóle się zmieni! Ale ludzie wiedzą lepiej i sieją zamęt w co bardziej bojaźliwych umysłach, rozsnuwając apokaliptyczne wizje.
Jeśli chodzi o nas, w całym tym szaleństwie staramy się zachować rozsądek. Robimy swoje i raczej optymistycznie spoglądamy w przyszłość. Co będzie to będzie, wystarczy poczekać, a nie ma co się denerwować na zapas!

Tymczasem dojrzały czereśnie i kolejne urodziny wkradły mi się mimochodem do życiorysu. Podobno im więcej obchodzisz urodzin, tym dłużej żyjesz :) I te prezenty… ;)
Jednak z dwojga ‘złego’, już wolę czereśnie… W każdej pestkowej ilości!

*  *  *

Udało mi się ostatnio… nie dotrzeć na zjazd klasowy. Taki już los imigranta (niezła wymówka, BTW). Trochę szkoda, ale może następnym razem będzie lepiej - za kolejne 28 lat, haha. Na szczęście z przecieków od dobrze poinformowanych osób, które również nie dotarły, wiem że nie było tłumów.
Dostałam też pocztą pantoflową pakiet zdjęć z imprezy. Ale jazda! Niektórych kolegów rozpoznałam od razu, innych dopiero po głębszej analizie klasowej fotki sprzed prawie 30 lat. Panowie z brzuszkami, panie w kreacjach. A jeszcze przecież nie tak niedawno – wiatr w tapirowanych grzywkach, pocerowane dżinsy na tyłkach, a głowach:

*  *  *

W związku z szeroko zakrojonymi obchodami okrągłej rocznicy ślubu, wybraliśmy się z Pierwszym Mężem na randkę do Opery. Spędziliśmy doprawdy uroczy wieczór, ale zanim do niego doszło, trzeba było nam się odpowiednio doń przygotować. Na tych właśnie przygotowaniach złapała mnie Julka.
- Dokąd idziesz, mamo? – spytała podstępnie.
- Na randkę. – odparłam zgodnie z prawdą.
- Z kim?
- Z tatą.
- A dlaczego?
- Bo go kocham!
- Aha. – Julka wydawała się być usatysfakcjonowana przesłuchaniem. Teraz mogła skupić się na moim wyglądzie:
- Mamo, wyglądasz pięknie! – wykrzyknęła – Jak PRAWDZIWA kobieta!

Ile to się trzeba namęczyć, żeby wyjść z mężem i do tego wyglądać jak człowiek. A żeby wyglądać jak kobieta – jeszcze więcej!

*  *  *

Zuzka stara się jak może być godną ambasadorką polskości wśród swoich irlandzkich koleżanek. Na Eurowizyjny wieczór wyjazdowy, na ten przykład, zabrała ze sobą wielki słój truskawek w śmietanie i gar makaronu. Staropolska gościnność zobowiązuje!
Namiętnie kolekcjonuje też polskie powiedzonka, wydłubane z naszego rodzinnego słownika, tłumacząc je dla śmiechu dosłownie na angielski. Do niedawna jej ulubionym było ‘skrobać marchewki’, czyli z polskiego na nasze ‘to grit carrots’. Jednak ostatnio zasłyszała ‘Po kiego grzyba?’ i prawie padła ze śmiechu, tłumacząc je jako ‘FOR WHAT MUSHROOM?!’ ;)

'I for what mushroom tam wlazłaś?!’ Taka zagadka ;)

*  *  *

Tutkowi też udało się nie tak dawno zabłysnąć w roli translatora – tym razem z naszego na polskie. Przygotowując się do matury z polskiego, ćwiczył tłumaczenie angielskich tekstów. Dzięki lekkim brakom w zasobie polskiego słownictwa, uzupełnionym na pniu bujną wyobraźnią i odrobiną fantazji, powstały naprawdę niezapomniane słowotwory. Dawno się tak nie ubawiłam! Moi absolutni faworyci to ‘heavy-metal band’ jako ‘BANDA heavy-metalowa’ i ‘szwaczka’ jako ‘SZEWC ODZIEŻY’.

Jak ktoś nie wie, to zmyśli, jak mawiała moja cioteczna babka. I, zaiste, miała rację! :)

*  *  *

Oliwa dostała od swojej Opiekunki Roku zadanie przygotowania prezentacji na Cultural Day. Na temat Polski, nie wiedzieć czemu ;) Temat wydawał się jej łatwy, lekki i przyjemny, upewniwszy się więc, że wypożyczę jej z domowych zasobów strój krakowski i paczkę opłatków, spoczęła na laurach. Za prezentację zabrała się dopiero ostatniego wieczora.
Było przed dziesiątą, powoli szykowaliśmy się do spania, a Oliwka stawiała ostatnie przecinki w Power Poincie. Relaks i spleen... I właśnie w samym środku tej śródwieczornej idylli, na progu naszej sypialni zjawiła się zapłakana Oliwka, z trudem tłumacząc: "Mammooo, zapomniałam ci powiedzieć. Mam jutro w szkole prezentację o Polsce i potrzebuję czegoś z polskiej kuchni. Obiecałam swojej pani. Więc… możesz mi teraz zrobić PIEROGI?!" :)
Nie mogłam, już nie miałam na to sił.
Ale czy jakiś rodzic może się oprzeć sile zapłakanych dziecięcych oczu? Na pewno nie my! My rzeczy niemożliwe załatwiamy od ręki! Wskoczyliśmy w ciuszki, wpakowaliśmy Oliwę do samochodu i pojechaliśmy przetrzepać zasoby lokalnego TESCO, modląc się żeby wciąż było otwarte. Mieliśmy szczęście – i obłupiliśmy stoisko z polskim jedzeniem, unosząc trzy rodzaje pierogów, ptasie mleczko, słone paluszki, pasztet podlaski i temu podobne specjały. Oliwka była wniebowzięta. My w zasadzie też, albowiem szczęście naszych dzieci jest naszym szczęściem.
Jak pokazał następny dzień, zakupami ‘last minute’ uszczęśliwiliśmy również kadrę nauczycielską St. Catherines College. Albowiem już po wspaniałej Oliwkowej prezentacji, cała ilustrująca ją garmażerka wylądowała… za drzwiami pokoju nauczycielskiego. I tyle ją widziano. Do domu wróciły puste pojemniki. Li i jedynie ;)

*  *  *

Julce szczęśliwie wypadł ząb. To się zdarza, szczególnie w jej wieku. Rozradowana Julka, owinęła zębisko w chusteczkę i przykopytkowała do mnie.
- Mamo! Mamo! – krzyknęła wywijając mi zawiniąkiem przed nosem - Payment time!

Jak to?! Ja mam płacić?! A Wróżka Zębowa to pies?!

23:07, oszin13
Link Dodaj komentarz »