To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
niedziela, 06 lipca 2014
Ostatnie naście poszło gdzieś!

Leci ten czas, jak szalony. Kartki z kalendarza zrywa z gorliwością godną lepszej sprawy. Nie tak znowu dawno – zdawałoby się, że wczoraj zaledwie - był człowiek ‘lekko po trzydziestce’, dziś już „zdecydowanie po czterdziestce”. I jeśli nawet nie widać takiej właśnie liczby na czole, złośliwie dorastające dzieciaki świadczą przeciwko „wiekowi duszy” na rzecz „wieku ciała”. Taki life – brutal and full of zasadzkas! Tym bardziej cieszą zdarzające się od czasu do czasu przyjemne kwiatki, jak ostatnio kiedy opowiadałam znajomej o mojej mammografii.
- I co, robiłaś ją prywatnie? – zapytała znajoma.
- Nie, państwowo. – odparłam. – Zresztą już drugi raz.
- Jak to?! – zdziwiła się znajoma niepomiernie. – To można zrobić bezpłatną mammografię przed czterdziestką?!
- Przed czterdziestką nie, ale w moim wieku tak. – odpowiedziałam z uśmiechem, bo jej szczere zadziwienie dotyczące mojego wieku dosłownie „made my day”, jak mawiają Anglicy.

*  *  *

A propos złośliwie dorastających dzieciaków - Czupurek szczęśliwie dobił nam do wieku sześciu lat! W Polsce pewnie mielibyśmy dylemat czy wysłać ją do szkoły czy nie – tu takiego dylematu nie mamy, bo Julka jest już drugoklasistką. I szkołę niepomiernie uwielbia!
W związku z urodzinami naszej Malutkiej, wyprawiliśmy oczywiście imprezę dla kolegów z klasy i sąsiedztwa. Był tort, balony, malowanie twarzy, tatuaże i manicure dla chętnych. Tańce, hulanki, swawole i prezenty – w tym ten najważniejszy, od ukochanego kolegi Matheusa! ;) Impreza udała się przednio, mimo braku obiecanego dmuchanego zamku, z którym zresztą wiąże się historia godna osobnej opowieści.

Osobna opowieść – historia dmuchanego zamku.
Tydzień temu zamówiłam dmuchany zamek na sobotnią imprezę. Uprzejmy pan przyjął zamówienie i obiecał potwierdzić wszystko w piątek. Jednak głębsza analiza prognozy BBC Weather utwierdziła mnie w przekonaniu, że sobota będzie dniem silnych opadów, a nawet burz. Postanowiłam więc odwołać zamówienie. W piątkowy poranek sięgnęłam po swoją komórkę i znalazłam w książce telefonicznej numer do firmy dostarczającej zamki. Uprzejmy pan po drugiej stronie słuchawki nie mógł sobie wprawdzie skojarzyć mojego nazwiska, ani adresu (ja z kolei nie pamiętałam jaki dokładnie zamek z szerokiej oferty firmy zamawiałam), ale zapisał moje dane i stwierdził, że skoro ma padać to NIE PRZYJEDZIE. Sprawę uznałam za załatwioną. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wieczorem znalazłam na mojej komórce dwa nieodebrane połączenia od nieznanego mi numeru i wreszcie sms z zapytaniem, o której mają następnego dnia dostarczyć zamek? WTF, pomyślałam! Rozważałam różne scenariusze – że firma ma dwa numery telefonu, że właściciele nie przekazują sobie informacji etc. Wreszcie dotarła do mnie brutalna prawda – dzięki nowoczesnej technologii i powiązaniu Facebooka z książką telefoniczną w komórce, przypadkowo uzyskałam numer telefonu do zupełnie nieznanej mi firmy wypożyczającej dmuchane zamki i to właśnie tam odwołałam wizytę! Teraz stało się dla mnie jasne, dlaczego uprzejmy do granic możliwości pan nie mógł mnie skojarzyć – zdziwiłabym się gdyby mógł! Co prędzej odpisałam WŁAŚCIWEJ firmie, że niestety rezygnuję z zamku i bardzo przepraszam za późną informację. W ten sposób zamówiłam zamek w jednej firmie, a odwołałam w dwóch – zaiste, wyczyn!

Wisienką na torcie w tej całej historii jest fakt, że „sztormy i burze” przepowiedziane przez BBC Weather okazały się zaledwie przelotnym kapuśniaczkiem, a przez większość soboty świeciło przepiękne słońce. Taka złośliwość losu…

*  *  *

Powoli, powolutku zaczynamy procedurę pakowania przed tegorocznymi wojażami. Ojciec rodziny zamontował na samochodzie box dachowy i najchętniej zapełniłby go już bagażami, gdyby nie fakt, że szmat czasu jeszcze do wyjazdu. Ramy wyprawy zostały już wytyczone, noclegi pobukowane, część nawet opłacona. A skoro wiadomo gdzie i kiedy, przeszukujemy internet w poszukiwaniu miejscowych atrakcji i miejsc typu „must see”. Mamy już kilka wybuchowych pomysłów na miejsca do odwiedzenia – dozujemy je dzieciakom na raty, pozwalając im poczuć przedsmak przygody. Wizja wakacji powoli się krystalizuje w naszych głowach, a do kolekcji języków europejskich jakimi (powiedzmy) władamy, dołączymy w tym roku podstawy luksemburskiego i włoskiego, zaprawione niewielką szczyptą niemieckiego!

*  *  *

Spytałam ostatnio moje trzy dziewczynki kim to też chcą zostać, kiedy dorosną.
- Ja jeszcze nie wiem – odparła Zuzka.
- Ja też nie wiem - poparła ją Oliwka.
- A ja wiem! – krzyknęła Julka. - Zostanę kierowca samochodu z lodami!
- Żeby uszczęśliwiać dzieci? – chciałam się upewnić.
- Nie! – rozwiała moje nadzieje Julka. - Żeby mieć darmowe lody!

 I wszystko jasne!

11:51, oszin13
Link Dodaj komentarz »