To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
wtorek, 30 czerwca 2015
„A w sercu ciągle maj…”

Siedzę, wcinam i tyję - luzik!
A dlaczego siedzę? – bo odpoczywam po urodzinowych atrakcjach.
A dlaczego wcinam? – bo moje dziewczynki upiekły mi czekoladowy tort i bardzo się staram, by się smakowite resztki nie zmarnowały, broń Boże.
A dlaczego tyję? – ha, ha, patrz poprzednie zdanie ;)
Ale nic to! Wszystko na pewno uda mi się szybko spalić przy użyciu urodzinowych prezentów!

Niestety – a może na szczęście – urodziny są tylko raz w roku, nawet u krokodyli…

*  *  *

Koniec roku szkolnego oznacza dla nas, jako rodziców czwórki dzieci, szczególny ruch w interesie. Akademie, wręczenia nagród, dni sportu i takie tam imprezy, na których bywamy tym chętniej, że mamy utalentowane pociechy (jakże mogłoby być inaczej!). Śpieszymy donieść, że w tym roku szkolnym nasze młodsze dziewczynki przyniosły do domu trofea z języka angielskiego (jak co roku, ha, ha), a Oliwka także puchar za wiedzę religijną i medal za pracę na rzecz szkoły. Okazała wystawka nagród, ustawiona pieczołowicie przez Julkę, pyszni się teraz na komodzie w salonie. Póki co stoją tam, błyszczą i cieszą oko, ale już niedługo powędrują do rąk grawera po odpowiednie inskrypcje, na wieczną rzeczy pamiątkę!

Z kolei Zuzka odkryła w sobie w tym roku pasję historyczną, docenioną przez nauczycieli tegoż przedmiotu. Cieszy nas to, oczywiście, choć osobiście mam na temat historyków wyrobione zdanie już od czasów studiów - i nie kryję się z nim przed znajomymi adeptami tej dziedziny wiedzy. Na szczęście Zuzka ma poza historią także inne zainteresowania – śpiewa na przykład. I właśnie ostatnio mogłam ją podziwiać na scenie podczas imprezy zwanej „Portadown’s Got Talent”! Występowała poza konkursem, razem ze swoim śpiewaczym klubikiem United Stars. A za kulisami spotkała Louisa Walsha, więc nie obyło się bez wspólnego zdjęcia. Dziewczynom udało się wręczyć VIPowi swoją ostatnią płytkę, więc kto wie co z tego jeszcze wyniknie! :)


Tego samego wieczora Tutek nocował poza domem, organizując imprezę charytatywną na rzecz bezdomnych. Jego Youth Forum zobowiązało się NIE SPAĆ całą noc w zamian za datki na szczytny cel. Dobrze się bawiąc w meksykańskim stylu, zajadając  pizzę i rozbijając piniaty, popijając sok kaktusowy i przede wszystkim NIE ŚPIĄC, gromada młodych ludzi zebrała w sumie ponad 300 funtów (!) I przeżyła, co nie było takie oczywiste, bowiem nasz Tutek osobiście przygotowywał nad ranem burritos…

I to by było na tyle w kwestii chwalenia się dziećmi - od jutra już WAKACJE!

*  *  *

Różne bywają pola do poświęceń, szczególnie rodzicielskich. Nasz ojciec rodziny na ten przykład, poświęca się codziennie… kupując kapslowane piwo! Odkąd dostał na Dzień Ojca górę laurek i morze prezentów, a wśród nich nalodówkowy otwieracz do butelek od najmłodszej córki, czuje się w obowiązku używać go codziennie. I się poświęca!
Czego to człowiek nie zrobi żeby nie zawieść dziecięcych oczekiwań :)

*  *  *

- Mamo, co na obiad? – krzyknęła Zuzka wpadając do kuchni.
- Gołabki! – odparłam, zgodnie z jadłospisem.
- A jest coś innego? – skrzywiła się Zuzanna, nie przepadająca za daniami kapustnymi.
- Owszem! – odparłam. – Żurek,
- Bloody polish dishes! – mruknęła Zuzka pod nosem i oddaliła się w bliżej nieokreślonym kierunku.

I nie było w tym stwierdzeniu dumy narodowej nic a nic…

*  *  *

Dopychając bagaże przed wylotem z Polski, nasz ojciec wrzucił do torby kilka drobiazgów, między innymi starą podkładkę pod mysz, w zupełnie niezłym stanie. Wyrwany z lamusa gadżet reklamowy wylądował na naszym biurku, pełniąc swą rolę nadzwyczaj sumiennie. Czego w końcu można wymagać od kawałka pianki pokrytej folią.
A jednak…
- Co to są dzwonki polifoniczne? – zapytała mnie ostatnio Oliwka, jak zwykle znienacka i bez ostrzeżenia.
- Matko! A skąd ci to przyszło do głowy?! – grałam na zwłokę, próbując sformułować w głowie odpowiedź na podstępne historyczne pytanie.
- Bo reklama Motoroli na waszej podkładce mówi o modelu E365, wyposażonym w jakieś polifoniczne dzwonki! Co to jest?!

Obejrzałam wskazaną podkładkę i - no tak! Motorola E365! Data premiery 2003, rok przed narodzinami Oliwki, czyli „dawno, dawno temu, kiedy na świecie nie było jeszcze smartfonów…” :)

*  *  *

Naszą Oliwę bardzo trudno namówić do zwierzeń. Jest to typ skryty i powstrzymujący emocje na wodzy. Wiemy o tym, więc nie dziwimy się, że na każde pytanie z cyklu ‘jak było?’ odpowiada niezmiennie: ‘Dobrze!’ Ale mimo to, nieustannie pytamy..
- Hej, Oliwciu! Jak tam było ostatniego dnia w podstawówce?
- Dobrze!
- A-ha! A coś bardziej konkretnie?
- Hmmm, BARDZO dobrze!

A podobno kto pyta nie błądzi… :)

19:58, oszin13
Link Dodaj komentarz »