To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
piątek, 29 maja 2015
Szort-press, czyli krótko o wszystkim
  • Zostało mi pięć miesięcy - na zgłębienie tematu i poznanie osobowości youtuberów, znanych publiczności jako Dan and Phil. Wymienione wyżej osobniki, dla mnie jeszcze kompletnie nieznane, znajdują się w kręgu bezpośrednich zainteresowań Zuzanny, która namiętnie ogląda ich wygłupy na YouTube. I właśnie pod koniec października obiekty westchnień naszej nastolatki przybędą do Belfastu na promocję swojej najnowszej książki (ha, ha, nawet nie wiedziałam, że piszą… :-)). Na wieść o tym wydarzeniu, nasza Zuzanna oszalała z zachwytu i, nie zważając na wstrząsającą jej organizmem grypę żołądkową, zasiadła przed kompem z zamiarem zapolowania na bilety. Wejściówki istotnie rozeszły się jak ciepłe bułeczki, jednak w wyniku szybkiej akcji połączonych sił matczyno-córkowych, zdobyłyśmy je i JEDZIEMY - tylko jeszcze muszę się teoretycznie podszkolić NA KOGO właściwie!
  • A propos wspomnianej grypy żołądkowej, przeszła ją w przeciągu kilku ostatnich dni cała rodzina, nie wyłączając psa! Miski i ręczniki dosłownie fruwały w powietrzu w ramach prawdziwego Armagedonu! Wirus oszczędził tylko mnie – w zasadzie nie wiem dlaczego, ale może matki są z zasady silniejsze? Upiekło się także ojcu, który wyjechał był do Polski tuż przed atakiem wirusów. Szczęściarz!
  • Przeczekawszy rodzinną hekatombę w bezpiecznej odległości, ojciec nasz powrócił już na rodziny łono przywożąc zacne dary dla rodziny – m.in. grę ‘Atak Zombie’ (pozdrawiamy autora, a szczególnie jego brata!), dwa kilo pudrusów (obiekt westchnień Zuzkowych koleżanek i nie tylko), oczywiście książki i duuuuuuużo kolorowej prasy, którą teraz z lubością pochłaniam. Że o zapaszystej polskiej kiełbasie, wciśniętej przez babcię, nie wspomnę :)
  • Dozując suspens, Matt zdążył na czas oddać swoje filmowe dzieło pod ocenę komisji egzaminacyjnej, nam maluczkim nie było jednak dane go obejrzeć. Musimy ufać opinii samego autora, któren jest z efektu końcowego zupełnie kontent i teraz spokojnie uczy się (a przynajmniej tak utrzymuje) do kolejnych egzaminów.
  • Na fali miłości do Hugh Jacksona (a może raczej Wolverina), Zuzanna skusiła się ostatnio na obejrzenie ‘Nędzników’. Kompletnie zakochała się w muzyce, a kreacja jej ulubieńca, znanego w pewnych kręgach jako 24601, zachwyciła ją do tego stopnia, że spłakała się jak norka na sam koniec filmu. Pierwszy raz w życiu, jak sama przyznała. Ha, okazuje się, że i nastolatkę można wzruszyć!
  • Dzięki doświadczeniu z rotawirusem, Oliwce udało się stworzyć nową cezurę czasową, o swojskiej nazwie ‘kupka’. Na moje pytanie czy ma problem z biegunką, Ola odpowiedziała: ‘Teraz już nie, ale DWIE KUPKI TEMU miałam!’ W wersji angielskiej - ‘two poops ago’…
  • Tutek także popisał się na polu słowotwórczym, wyznawszy, że nie chciałby się przed egzaminami więcej SCHORZYĆ. Ciekawe czy profesor Miodek byłby równie entuzjastycznie nastawiony do takiego ‘schorzenia’ ;)
  • „Mamo, co nagrywasz?” – spytała mnie Zuzka, widząc napis REC na dekoderze.
    „Eeee, taki tam film” – odparłam nieco zażenowana, bo był to film o striptizerach i chciałam go sobie dyskretnie nagrać, by potem w tajemnicy przed nieletnimi obejrzeć BARDZO późnym wieczorem.
    „A jaki film?” – nie dawała za wygraną Zuzka.
    „Nie pamiętam tytułu” – grałam na zwłokę.
    „A o czym?” – drążyła temat Zuzka.
    „Nooo o takim chłopaku, który chciał dołączyć do grupy striptizerów” - wyłożyłam karty na stół, próbując zachować pokerową twarz.
    „Aaa! To ‘Magic Mike’!” – odparła spokojnie Zuzka, a mnie opadła szczęka.
    „Skąd znasz ten film?!” – po prostu MUSIAŁAM zapytać.
    „Z Internetu” – wyjaśniła prostolinijnie Zuzka – „Nie oglądałam! Ale obejrzałabym - ciekawe od ilu jest lat?...”
    „NA PEWNO od 16-tu!” – rzuciłam autorytatywnie, czym ucięłam temat.

    Skaza na matczynej duszy jednak pozostała… :)
20:12, oszin13
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 maja 2015
Czekając na list z Hogwartu…

Cholibka, jak ten czas leci! Kolejny z owoców moich lędźwi dociągnął JEDENASTKI – już trzeci z kolekcji! Zdawałoby się, że zaledwie wczoraj przeżywałam na porodówce chwile grozy, kiedy serce Oliwki przestało bić i, zniknąwszy z monitorów, wszczęła czerwony alarm na oddziale. Jak widać na załączonym, jedenastoletnim, obrazku, napędziła nam wtedy tylko strachu, zapowiadając tym samym serię niefortunnych zdarzeń, które jej się nieustannie przytrafiają...

Obchody tegorocznych Oliwkowych urodzin rozciągnęły się nam na… trzy dni, w porywach nawet do czterech! W końcu – jak szaleć to szaleć, więc „kefir i 12 słomek proszę”! :-) 

W sobotę, specjalnie dla Oliwki, pojechaliśmy do centrum W5 w Belfaście, gdzie oprócz cudów nauki i techniki spotkaliśmy najprawdziwszego humanoidalnego robota! Dorwawszy się do konsoli, Oliwka zaprogramowała go na gwizdanie i puszczanie oczek do widowni, co czynił z robocią gracją :) A potem zaśpiewał „I’m singing in the rain” i wszystko się zgadzało, bo za oknem plucha była niemiłosierna! Robot-wróżbita!

Niedzielę, oczywiście pod auspicjami Oliwkowych urodzin, spędziliśmy pławiąc się w świeżo wyremontowanym basenie w Lisburn, gdzie badaliśmy wyporność odnowionych zjeżdżalni i odporność nowego Zuzkowego kostiumu.
W poniedziałek nieco odpoczęliśmy po weekendowych szaleństwach w domowych pieleszach, by we wtorek nareszcie  odpalić urodzinowe zimne ognie, skonsumować urodzinowy tort, zamówić urodzinową pizzę, a wieczorem skusić się na urodzinowe lody z Ice-cream vana. I zaśpiewać „100 lat!”
Uff! ‘Kolejne urodziny odhaczone!’ - cieszyliśmy się jak dzieci - jednak przedwcześnie! Przeżywszy wszystkie atrakcje zorganizowane na swoją cześć, Oliwka zgłosiła się z uprzejmym zapytaniem – kiedy odbędzie się jej WŁAŚCIWA impreza urodzinowa?

I bądź tu, rodzicu, kreatywny!

*  *  *

Celebrując kulturalną wiosnę, oddaliśmy się ostatnio we władanie muz. Na początek odwiedziliśmy nowe miejskie kino i zaliczyliśmy wydarzenie sezonu, czyli premierę ‘Avengers 2’, szczególne wyczekiwaną przez nasze komiksolubne Zuzannę i Oliwkę. Dziewczyny skonsumowały film nie tylko w technologii 3D, ale i na ekranie MAXX. Wyszły z seansu oszołomione – i nie dziwię się!
Natomiast my z Czupurkiem powędrowałyśmy grzecznie na ‘Kopciuszka’, zupełnie zacnie zinterpretowanego przez Sir Kennetha Branagha (jak tu go nie kochać?...), a okraszonego kreacjami Cate Blanchett i Heleny Bonham-Carter.
Tymczasem nasz ojciec rodziny, nie znalazłszy dla siebie nic interesującego w repertuarze kina, podrzucił nas pod przybytek sztuki, a sam rzucił się w szał zakupów w nieodległym centrum handlowym. Szał minął mu jednak dość szybko - szwendanie się po sklepach trzeba bowiem trenować, jak każdy sport! Nic nie kupiwszy, oddał się więc rodzicielskiej rozpuście, odwiedzając… pobliski McDonalds BEZ dzieci! Resztę czasu spędził… na parkingu, czekając aż wyjdziemy z kina ;)

Kilka dni później mieliśmy z kolei okazję do romansu z Polihymnią, udawszy się do szkoły Zuzki na Wiosenny Koncert. Mając w pamięci totalną klapę Koncertu Bożonarodzeniowego (ha-ha), przygotowaliśmy się na najgorsze. Niepotrzebnie! Okazało się, że pion muzyczny szkoły wykonał w ciągu ostatnich miesięcy TYTANICZNĄ pracę, osiągając w dziedzinie śpiewu i gry naprawdę przyzwoity poziom! Słuchało się tego wszystkiego z naprawdę wielką przyjemnością, choć nasze serca kierowały się ku występom Zuzkowego chóru. 

Dla zainteresowanych, próbka poniżej:

 ttps://soundcloud.com/usicstcats/choirstcats-happy-at-spring

 *  *  *

- Oleńko! Nie spodziewasz się przypadkiem listu z Hogwartu? – zagadnęłam moją jubilatkę w urodzinowy poranek, licząc na jej oczytanie i schwytanie aluzji do jedenastych urodzin Harrego Pottera.
- Mamo! – odparła Oliwka – Spójrz za okno! Przecież leje jak z cebra! Moja sowa NA PEWNO utknęła gdzieś po drodze!

Zdecydowanie musiały ją zatrzymać problemy pogodowe. Całe szczęście, że Oliwka ma St. Catherine’s College w odwodzie! :)

*  *  *

- Mamo, włącz mi film z kotem Sylwestrem! – poprosiła Julka, podsuwając mi pod nos iPada z włączonym Youtube.
- Z kim? – upewniłam się.
- Z czarnym kotem Sylwestrem, który mówi! – poinstruowała mnie Malutka.
- Ach, Sylwester! – rozpromieniłam się. – Taka Disneyowska kreskówka! Pamiętam! Też go lubiłam!
Natychmiast odnalazłam przygody czarnego kocura z zasobach sieciowych, jednak wynik moich poszukiwań nie zadowolił Julki.
- To nie ten! – oznajmiła – Tamten był prawdziwy!

Musiałam więc szukać jeszcze raz – i znalazłam! Okazuje się, że aktualnie gwiazdą Internetu jest czarny dachowiec o imieniu Sylvester, którego właściciel regularnie wrzuca na Youtube filmiki z życie kota wzięte, a Julka z lubością je ogląda.

Kolejny symbol moich dziecięcych lat runął..

*  *  *

- Mamo! Wiesz, że dziś na fizyce zrobiliśmy tak, że niczego się nie nauczyliśmy? – spytała Zuzka z nieukrywaną dumą w głosie.
- To faktycznie wyczyn! – doceniłam. – Opowiadaj!
- Pan od fizyki przedstawił nam plan wyjazdu w góry! Jedzie się pod namiot, wędruje po lesie, zdobywa odznaki! Trochę jak skauci. Trzeba mieć co najmniej 14 lat - i przetrwać! Pan nam opowiadał o tym wyjeździe, a my tak długo zadawaliśmy najrozmaitsze pytania, że zadzwonił dzwonek i nie było już czasu na fizykę! Dlatego niczego się nie nauczyliśmy! - zakończyła Zuzka triumfalnie.
- Rozumiem, że za rok wybierzesz się na tę górską wyprawę. – raczej stwierdziłam niż zapytałam.
- Oczywiście! – potwierdziła moje obawy Zuzanna. – Przecież jestem do niej doskonale przygotowana! Nie raz spałam pod namiotem i wyjeżdżałam na rodzinne wypady. Znam się na chodzeniu po lesie!
- Rozumiem więc, że wiesz, z której strony mech porasta drzewa? – rzuciłam wyzwanie.
- Jasne! – odparła moja doskonale przygotowana traperka – Z LEWEJ!

Wiem, że jeszcze kupa czasu do hipotetycznego wyjazdu, ale już się boję… :)

*  *  *

Czekając na rozpoczęcie Wiosennego Koncertu, Oliwka wertowała program imprezy – kilkustronnicową ulotkę informacyjną zawierającą tytuły utworów i nazwiska wykonawców - WIELU, z których znaliśmy jedynie naszą Zuzannę.
- Ooooo! – zawołała nagle Oliwka – Cliona Power będzie śpiewać!
- Tak?! A kto to? – zainteresowaliśmy się żywo.
- Nie wiecie?! No przecież dziewczynka, która występowała w filmiku reklamującym St. Catherines College na dniach otwartych! – wytłumaczyła nam Oliwka.

Po raz kolejny pokrętna Oliwkowa natura dała o sobie znać. Rzeczony filmik wyświetlany był przez kilka minut, ponad TRZY IESIĄCE temu, a nazwisko dziewczynki (o ile mgliście pamiętam) pojawiło się przez chwilę - na samym początku. Tylko Oliwka mogła je zapamiętać!

*  *  *

Kilka dni temu spotkałyśmy pod szkołą pięknego czarnego labradora, siedzącego posłusznie przy nodze swego pana.
- Jaki piękny pies! – zachwyciła się z miejsca Julka. – Wygląda zupełnie jak nasza Molly! Tylko, że Molly jest BIAŁA!

 Telewidzom, którzy posiadają odbiorniki kolorowe, przypominamy jak wygląda nasz pies:


22:24, oszin13
Link Komentarze (1) »