To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
sobota, 24 maja 2014
Starość nie radość

Blog mi wieje pustkami ostatnio, że aż strach zaglądać. I cóż że tematy kłębią się w głowie, kiedy reszta ciała niedomaga. W ciśnieniomierz trzeba było się zaopatrzyć, dietę zmienić, stawić czoła diagnozom i proszeczki zacząć brać, bo tu skrzypi, tam strzyka, SKS normalnie – Starość, K…, Starość! Ech, dramat w trzech aktach - a tu wakacje przed nami i szczegóły wojaży trzeba dopracować, bo pojedziemy – z gębą na pączki! :)
Więc póki jeszcze trzymam się w jednej kupie, wrzucam na bloga małe conieco – dla przyzwoitości chociaż…

*  *  *

- Mamo, zrobisz mi kanapkę jak laptop? – spytała znienacka Julka któregoś popołudnia.
- Jak to JAK LAPTOP? – zdziwiłam się, bo cyber-jedzenie nie mieściło się w granicach mojej wyobraźni.
- Mamo, jak przetniesz bułkę na dwie części – tłumaczyła Malutka - to będą dwie kanapki. A jak przetniesz tylko kawałek, to bułka otworzy się jak laptop! I taką kanapkę chcę!

CyberBUŁING po prostu!

*  *  *

- Oooo, znam tego faceta! – krzyknął Pierwszy Mąż na widok gościa z reklamy. – Czekaj, czekaj! Nazywa się tak jakoś… Bochenek?
- BUŁECKA! – podpowiedziałam litościwie. – Karpiel-Bułecka ściśle mówiąc!
- To byłem blisko! – ucieszył się Pierwszy Mąż.

Faktycznie, blisko – w dziale z pieczywem… :)

*  *  *

- Ale narobiliśmy sobie dziś wstydu z koleżanką, ha, ha, ha! – zaśmiewała się Zuzka po powrocie ze szkoły.
- Opowiadaj! – zachęciłam.
- Wygłupiałyśmy się na korytarzu tańcząc i ćwicząc durne ruchy tyłkami. A potem przyszła nauczycielka i zwróciła uwagę jakiemuś chłopakowi, żeby się dobrze zachowywał, bo tu wszędzie są kamery i Pani Dyrektor wszystko widzi! Ale musiała mieć ubaw jak nas zobaczyła!
- Na pewno!
- I wiesz czemu się nie przejmuję? – dodała moja wyluzowana córka. - Bo świetnie się bawiłyśmy, a poza tym – ja tańczyłam tyłem! Ha, ha, ha!

Chyba TYŁKIEM! Ha, ha!

*  *  *

Oliwka wybyła nam niedawno z klasą na trzy dni do Shannaghmore. Zgodnie z przewidywaniami, wróciła w jednym kawałku, szczęśliwa i pełna wrażeń.
- A jak tam kasa? – spytałam. – Wydałaś całe 5 funtów?
- Wydałam – przyznała Ola. – A właściwie… zgubiłam. Przekopałam cały plecak i nie znalazłam portfela. Sama nie wiem gdzie mógł zniknąć! Na szczęście  Pani Heaney miała zapasowe pieniądze i mi pożyczyła.
Tak, nie ma to jak być matką gapiszona – i to podwójnego, bo mnie wystarczyła tylko chwila by wyłuskać z zakamarków Oliwkowego plecaka zagubiony portfel, wraz z zawartością. Ola zrobiła oczywiście wielkie oczy.
- No, niemożliwe! Wszędzie szukałam!
- Możliwe, możliwe! – powiedziałam. – A w poniedziałek oddasz pieniądze Pani Heaney i opowiesz jej całą historię, dobrze?
Oliwka się zgodziła. Kiedy w poniedziałek wróciła ze szkoły, natychmiast zapytałam:
- I jak, zwróciłaś pieniądze?
- Tak! – ochoczo odpowiedziała Ola. – I opowiedziałam historię!
- To super – ucieszyłam się, ale mina zrzedła mi zaraz następnego dnia rano, kiedy znalazłam w szkolnym plecaku Oliwki jej portfel – z nietkniętą pięciofuntową zawartością!
- Hejże! A co to jest? Mówiłaś, że oddałaś pieniądze Pani Heaney!
- Nie oddałam?! – zdziwiła się Ola i sama do siebie dodała – A może mi się to tylko śniło?...

No, ręce opadają! Po prostu Tuwim stosowany:

 

18:42, oszin13
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 maja 2014
Słodka dekad-encja :)

- Uhm, przeżyłam już dekadę! – ucieszyła się nasza Ola, dokładnie dzisiejszego, piątomajowego, ranka. I miała rację, bowiem dziś właśnie nasza szóstoklasistka obchodzi dziesiąte urodziny! Jak ten czas leci… 

Refleksje na temat wieku napadły Olę w trakcie szykowania się do konsumpcji urodzinowego prezentu.  W tym roku był to dzień spędzony w Centrum Rekreacyjnym, gdzie poważna dziesięciolatka mogła postrzelać z łuku, pozjeżdżać ze stoku, powspinać się na ściance, pograć w minigolfa itepe – jednym słowem MAŁPIE SZALEŃSTWO! To co Oliwki lubią najbardziej! I tylko pogoda jej się nie trafiła, bo deszcz bębni o szyby przez cały dzień – miejmy nadzieję, że organizatorzy imprezy byli na taką ewentualność przygotowani. Bądź co bądź, żyjemy w nieustabilizowanym pogodowo kraju…
Tymczasem w domu, korzystając z nieobecności jubilatki, szykowano urodzinowe atrakcje. Rodzice z bratem pakowali niespodzianki, Julka dopracowywała laurkę, a Zuzka piekła urodzinowy tort – samodzielnie, a jakże! Biszkopt udał jej się zupełnie nieźle, choć oklapł był na sam koniec. Został więc podrasowany całą masą masy budyniowej i Julkowymi serduszkami z marcepana, w kolorze nieokreślonym ;)
Kurz przygotowań powoli opada - teraz czekamy na powrót Szanownej Jubilatki, żeby móc wyskoczyć z tortu, to znaczy, Z TORTEM! I liczymy na jej wieeelkie oczy! :)


*  *  *

Powolutku, aczkolwiek zdecydowanie zaczynamy planowanie tegorocznych wakacji. Naszpikowana atrakcjami trasa przejazdu przez Europę została wytyczona, miejsca noclegowe z grubsza określone i zaklepane, poczyniliśmy też pierwsze wakacyjne zakupy. Na przykład Matka Rodziny, w przypływie szaleństwa oraz za namową Męża, zakupiła pierwsze od wielu, wielu lat… bikini! Co prawda Mąż namawiał ją jedynie na „Bikini Dolne” (Witaj, Spongebob!), ale kiedy zdał sobie sprawę, że ów ‘plan minimum’ wiąże się z odwiedzeniem plaży topless, zgodził się na dokupienie i górnej partii :) Tak więc mam dwuczęściowy kostium, który leży jak ulał (ma na czym, he, he). Do pełni osobistego szczęścia mogłabym jeszcze przed wakacjami zgubić parę kilo – choć zdaniem Pierwszego Męża (potwierdzonym naukowo wygrzebanym naprędce artykułem w netu) „oponki są sexi”. I tego się trzymajmy – na wypadek niepowodzenia kolejnej diety-cud! ;)

*  *  *

- Wiesz co zauważyłam? – spytała Zuzka, pod wpływem lektury. – Zauważyłam, że duchy nawiedzają tylko domy, które mają dachy!
- No, nie do końca! – zaoponowałam – Duchy nawiedzają też ruiny, gdzie nie ma dachu, ani nawet ścian!
- Już wiem! – rozpromieniła się Zuza. – Bo te duchy z domów z dachami, to są Duchy DeLuX!

„Witamy w progach naszego zamczyska! W ofercie – Duchy Pospolite, Duchy Niepospolite oraz gwóźdź programu - Duchy DeLux! Albowiem mamy dach!” ;)

*  *  *

Na ekranie telewizyjnym pojawiła się orkiestra, a przed nią facet wywijający batutą.

- Czy to KONDUKTOR? – spytała Ola.
- Nie, to DYRYGENT! – odparłam – W Polsce ‘konduktor’ to ktoś kto kasuje bilety! Ale po angielsku ‘conductor’ to właśnie ‘dyrygent’, więc właściwie masz rację!
- A jak po angielsku nazywa się ktoś kto kasuje bilety? – spytała natychmiast Ola.
- Chyba…  też CONDUCTOR!

Konduktorowy zawrót głowy!

*  *  *

- Zuzka, masz coś na stopie. – zauważyłam.
- Czy to PAPROĆ?! – spytała Zuza.
- Na szczęście tylko PAPROCH! – zachichotałam – Nie masz aż tak zapuszczonych nóg!

*  *  *

- Oleńko, dlaczego nie wzięłaś sobie nowego folderu z szuflady? – spytałam odkładając na stół porwany papierowy folder ze scautowskimi materiałami.
- Z szuflady? – zdziwiła się Ola. – A faktycznie, widziałam tam taki nowy folder w linie!
- Chyba w kratkę?! – zdziwiłam się, bo wiedziałam jakie foldery kupowałam.
- No tak! – zgodziła się Oliwka – W linie POZIOME i linie PIONOWE!

Takie szkockie linie!

*  *  *

- Który europejski kraj ma Prezydenta? – spytała Pani Brown klasę Oliwki.
- Rosja! – bezbłędnie odpowiedziała Ola. – Robiłam o tym kraju pracę, więc wiem.
- A pamiętasz jak nazywa się ten Prezydent?
- Wladimir Putin! – odparła dumnie Ola.
- Tak! Wladimir PUCIN! – powtórzyła pani Brown, z charakterystycznym irlandzkim akcentem.
- Hmmm. – zamruczała pod nosem niezadowolona Oliwka i cichutko, by sroga nauczycielka tego nie dosłyszała, skomentowała: PUTIN, a nie PUCIN. Chyba lepiej wiem!

 Nie ma to jak uczniowski instynkt samozachowawczy!

15:53, oszin13
Link Dodaj komentarz »