To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
poniedziałek, 24 listopada 2014
Opowieści z deszczykiem.

Padał deszcz… - jeszcze do niedawna. Duuuużo deszczu. W wyniku nadzwyczajnych ilości wspomnianego opadu atmosferycznego, nasze spokojne miasteczko zyskało kilka nowych atrakcji. Na parkingu w centrum miasta nieoczekiwanie wykwitło jezioro. Rzeka zdecydowanie się roztyła występując z brzegów i zajmując okoliczne łąki i pastwiska. Kompletnie zalany podziemny parking pod ośrodkiem zdrowia można by, przy odrobinie fantazji, zamienić w basen do hydroterapii. A pewna nieostrożna 82-letnia babcia najadła się strachu, kiedy pomyliła biegi i jej samochód gładko stoczył się w otchłań wezbranych wód. Masakra! 
Na szczęście – jak wiemy z Biblii – każdy potop musi się kiedyś skończyć. Skończył się (chwilowo) i nasz deszczyk, a wody zaczęły opadać do stanu przedpotopowego. 
BARDZO powoli…

*  *  *

Z całą stanowczością potwierdzamy tezę, że podróże kształcą! Nie tak dawno Europa obchodziła okrągłą, dwudziestą piątą, rocznicę upadku Muru Berlińskiego, a największą uciechę miał z tego faktu kto? Nie zjednoczeni Niemcy, nie sfiksowani historycy, ale… moje własne dzieci.
- Mamo! Byliśmy tam! Widzieliśmy! Mamy kawałek! – krzyczała uradowana Oliwka, śledząc telewizyjne wiadomości i z czułością patrząc na magnesik z kolorowym fragmentem Muru, pyszniący się na lodówce.
A nam rosło rodzicielskie serce.

Dlatego też, ledwośmy opisali tegoroczne wakacyjne szaleństwa, zaczynamy obmyślać następne! Plan powoli dojrzewa w naszych głowach, ba, nawet dwa plany! Ale o tym, póki co, sza! Żeby nie za-pe-szyć!

*  *  *

Nasza Zuzka zaangażowała się w tym roku w sześć pozaszkolnych projektów! Przy dobrych wiatrach, każdego dnia tygodnia ma COŚ do załatwienia po szkole. Oczywiście rozumiemy i wspieramy jej zapędy, starając się jednak trzymać rękę na pulsie spraw szkolnych.
- Zuziu, czy odrobiłaś już lekcje? – zagadnął pewnego wtorkowego popołudnia Pierwszy Mąż, wiedząc że Zuzka ma pół godziny do wyjścia na klubowe „pidżama party”.
- Jeszcze nie, ale mam tylko jedną małą pracę z matematyki, więc pójdzie szybko! – odpowiedziała Zuzka i zniknęła w sypialni. Jakoż na pięć minut przed planowanym wyjściem pojawiła się znów, szukając w plecaku zeszytu do… angielskiego.
- To z angielskiego też coś masz? – spytał ojciec, patrząc na zegarek.
- Tak, ale to też szybko pójdzie! – odparła pewna siebie Zuzka.
- Czyżby? – wtrąciłam się, sięgnęłam po Zuzkowy zeszyt i przeczytałam: „Napisz esej na 100 słów”.
- Esej na 100 słów w pięć minut?!
- Eee tam, na pewno zdążę! – zapewniała Zuzia.
- Spokojnie! – wyhamował ją Surowy Rodziciel – Już nie musisz się śpieszyć! Weź swój zeszyt, idź na górę i w spokoju napisz tej esej, bo na klub dzisiaj nie idziesz!
Polały się łzy żalu z dziewczęcych oczu, ale cóż było robić? Impreza przepadła! Zuzka jak niepyszna usiadła do lekcji i solidnie napisała wypracowanie – w pół godziny. Zdolniacha.
Kiedy następnego dnia nasza Zuzanna wróciła ze szkoły, oznajmiła:
- Wiecie co? Okazało się, że ten esej z angielskiego nie był na dzisiaj! Nawet nie na jutro! Trzeba go oddać ZA DWA TYGODNIE!

Cóż, za gapowe się płaci! I Zuzka już o tym wie!

*  *  *

Mając ograniczoną ilość miejsca w wakacyjnej walizce, dokonywałam przeglądu szafy, starając się zabrać ze sobą tylko naprawdę użyteczne fatałaszki. Julka – osobista mamina stylistka – przyglądała się mojej działalności w ciszy, by wreszcie wysnuć konkluzję:
- Mamo, ja wiem dlaczego nie bierzesz niektórych ubrań!
- Tak? – sama byłam ciekawa jej wniosków.
- Bo miałaś niedawno urodziny! – oznajmiła moja uprzejma sześciolatka – Przedtem byłaś „cztery zero”, a teraz jesteś „cztery pięć”!

Znaczy za rok dobiję pięćdziesiątki! I co ja WTEDY na siebie założę?!

*  *  *

Ostatnia akcja z serii „last minute”, zaserwowana przez naszą zabieganą Zuzannę, dotyczyła tegorocznego „shoe box appeal”. O konieczności przygotowania pudełka z prezentami dla ubogiego afrykańskiego dziecka dowiedzieliśmy się zdecydowanie późnym popołudniem. Czy muszę wspominać, że trzeba było je przygotować na następny dzień? ;)
Naprawdę, miałam szczerą chęć machnąć ręką na dobroczynność i odpuścić sobie wieczorne bieganie po sklepach, ale widok wyimaginowanego biednego Afrykańczyka, bezskutecznie czekającego na gwiazdkowy prezent, ścisnął mi serce. Spięłam więc inną część ciała i w strugach deszczu, ściskając w ręku zamokłą listę zakupów, powędrowałam do sklepu.
Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, zapełniłam pudełko po butach dobrami wszelakimi, odpowiednimi dla sześcioletniej dziewczynki. Teraz trzeba je było jeszcze opakować - koniecznie tak, by pudelko dało się otworzyć bez rozrywania papieru.
- Ale tego się nie da zrobić! – biadoliłam mnąc kolejny kawałek ozdobnego papieru. – To pudełko jest jednoczęściowe!
- Da się! – oceniła fachowo Zuzanna, sprawczyni całego zamieszania - Wszystko się da, jak się człowiek postara! – rzuciła i zniknęła w swoim pokoju, zostawiając mnie z problemem.
- O żesz ty! Ja się nie postaram?! – zaparłam się i… zapakowałam! Może sztuka nieco cierpiała z powodu nierównych brzegów, ale całość spełniała wyśrubowane Zuzkowe normy!

Nie będzie małolata pluć nam w twarz!

*  *  *

- W piątek wieczorem zapalają lampki na miejskiej choince! – poinformował mnie Pierwszy Mąż. – Może zabierzemy dzieciaki?
- Niezły pomysł, ale w piątkowe wieczory nasze dzieciaki mają przecież swój ulubiony klub OTT! Zapomniałeś? – przypomniałam uprzejmie.
- Uff! – westchnął z ulgą Ojciec Rodziny, dość nieoczekiwanie – Jak to dobrze, że NIE MUSIMY iść na to zapalenie!

W starciu ‘przyjemny wieczór bez dzieci’ kontra ‘obowiązek rodzicielski’– 1:0 dla wieczoru!

*  *  *

- Mamo, zobacz! – krzyknęła Julka, wbiegając do kuchni - Ty coś PIEKUJESZ i oni coś robią!
- Kto? – spytałam, nie bardzo rozumiejąc.
- No przecież Kucharz Duży i Kucharz Mały!

Nie wiem co on tam ‘piekowali’ na ekranie, ale ja gotowałam jajka ma miękko :)

*  *  *

Był już późny wieczór. Oliwka zjawiła się nieoczekiwanie w kuchni ze łzami w oczach.
- Mamo. Nie mogę zasnąć! – wyznała, a ja wiedziałam, że martwi się o to czy następnego dnia nie zaśpi do szkoły.
- Spokojnie. Wróć na łóżko, połóż się, pomyśl o czymś przyjemnym i na pewno wkrótce zaśniesz. – poradziłam.
Oliwka, cichutko pochlipując, powędrowała na górę.
Chwilę później w kuchni pojawiła się Zuzanna i od progu oznajmiła:
- Mamo! Nie wiem co ci powiedziała Oliwka, ale TO NIE MOJA WINA!
- A dlaczego sądzisz, że na ciebie naskarżyła? – spytałam naprawdę rozbawiona.
- Bo wróciła na górę płacząc!
- Naprawdę świat nie kręci się wokół ciebie! – oznajmiłam – A teraz szoruj na górę i kładź się spać. I daj Oliwce zasnąć!

Jak to nieczyste sumienie potrafi gryźć…

01:00, oszin13
Link Dodaj komentarz »