To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
sobota, 20 lutego 2016
Protokół dyplomatyczny...

Nie udało mi się, cholera jasna, umówić na lutowy dyżur konsularny. Wisiałam na kompie określonego dnia, zdawało mi się, całe popołudnie, czyhałam na terminy, a i tak przegapiłam zapisy! I nici ze spotkania z Szanownym Konsulem RP w tym miesiącu – trzeba będzie znowu zapolować, za kilka tygodni. Masakra...
Za to dość nieoczekiwanie udało mi się ostatnio samej zostać ambasadorem, a w zasadzie ambasadorką – polskości na obczyźnie! 
Zaprzyjaźniona grupa irlandzkich emerytek, spotykająca się regularnie na pogaduchy i robótki ręczne, poprosiła mnie i moją koleżankę, o przybliżenie im Polski. Więc upiekłyśmy szarlotkę i usmażyły faworki, koleżanka wydobyła z zakamarów zamrażarki prawdziwą polską kiełbasę i załatwiła chleb. Bo przez żołądek do serca najbliżej :) A potem zaczęłyśmy wykład, okraszony pokazami multimedialnymi i oryginalnymi artefaktami. Za oknami padał deszcz, a my wraz z zachwyconymi babciami chichotałyśmy i pogryzałyśmy polską kiełbasę, popijając angielską herbatkę. Przyjaźń polsko-irlandzka kwitła!

A na następną (ewentualną) wizytę umówiłyśmy się na konsumpcję bigosu... ;)

*  *  *

Kilka lat temu mogliśmy się martwić tym, że nasze dzieci nie mówią płynnie po angielsku. Dzisiaj musimy walczyć o zachowanie znajomości polskiego! Mimo bowiem, że jest to nasz codzienny domowy język, młode gamonie chętniej używają zwrotów angielskich. A rodzice muszą nieustająco rozbudowywać słownictwo, by za nimi nadążyć.

Przez ostatni tydzień, z powodu przerwy w szkole, dzieciaki siedziały same w domu. Pod opieką starszego brata, oczywiście. A mama i tata, którzy nie mieli przerwy w pracy, grzecznie wędrowali do pracy. I właśnie w samym środku pewnego biurowego dnia, kiedy cieszyłam się, że nie dostałam żadnych alarmujących wieści z domu, mój telefon zabrzęczał. Przyszedł sms od Oliwki:
‘I’ve got a splinter and can’t get it out!’.
Czyli coś się jednak stało, tylko co?! Słowo SPLINTER nic mi nie mówiło, kojarzyło mi się z BLISTER, ale o posiadanie pęcherzy Oliwki nie podejrzewałam. Pełna najgorszych obaw, rzuciłam się więc do internetowego słownika. Tajemniczy ‘splinter’ okazał się zwykłą drzazgą, co za ulga! Zatem Oliwka najprawdopodobniej żyła, choć pewnie była nieco obolała. Zapisałam sobie nowe słowo do zapamiętania, a później, już spokojniesza, zadzwoniłam do domu....

A tak dla językowej przeciwwagi, Tutek zaserwował nam ostatnio polski nowo-twór, stwierdzając:
- Jeśli coś jest czystsze, to coś innego może być BRUDSZE!

I niby racja! Dzwonimy do Profesora Miodka!

*  *  *

- A co to takiego? - spytał ojciec rodziny, wskazując na leżąc na stole niewielkich rozmiarów woreczek, pełen koralików, guzików i innej drobnicy.
- To dla Zuzki! – pośpieszyłam z wyjaśnieniem - Ma przynieść do szkoły na jutrzejszą plastykę różne rzeczy do dekoracji obuwia. Najlepiej o morskich kształtach! Przeszukałam cały dom – i oto efekt!
Zdziwiony ojciec spojrzał na zegarek.
- Co?! Dopiero szósta?! Zuzka! Następnym razem zgłoś się do mamy z takimi żądaniami najwcześniej o 10-tej wieczór! Mama jest wtedy bardziej kreatywna!

Ha-ha. Dowcipniś! Może się śmiać, bo to NIE ON przeszukuje domowe zakamary na cito...

*  *  *

Jak bardzo przydatny może okazać się oswojony starszy brat, przekonała się ostatnio Zuzka. Albowiem uknuła i przeprowadziła z jego wykorzystaniem kinową intrygę... Odkąd na ekrany wszedł ‘Deadpool’, Zuzka dyszała chęcią obejrzenia przygód tego komiksowego bohatera. Był jednak jeden szkopół – film dozwolony jest od lat 15, a Zuzce brakuje do tego wieku jeszcze 11 miesięcy (!). Nie mogła iść sama - co innego pod opieką osoby dorosłej! Weszła więc w komitywę ze starszym bratem. Zafundowała mu bilet z własnego kieszonkowego (obiecała też popcorn, ale rodzicielsko zainterweniowaliśmy, uznając to za wyzysk!) i razem powędrowali na seans. Wilk był syty i owca cała. Zuzka tryskała szczęściem, choć jak sama przyznała, niektóre dowcipy prezentowane na ekranie w ogóle jej nie śmieszyły, bo ich po prostu nie rozumiała.
Czyli limit wieku jednak miał sens...

To co udało się Zuzce, nie udało się jej dwóm koleżankom z klasy, które także wybrały się do kina na ‘Deadpoola’. Przy kasie zażądano od nich dowodów tożsamości i sprawa się rypła.
Niepocieszona pozostała także Oliwka, dla której sprytny wybieg Zuzki był jawną niesprawiedliwością.
- Dlaczego Zuzka może iść na ten film, a ja nie?! Przecież ona NIE MA jeszcze 15 lat!
- Owszem – przyznałam jej rację - Ale ma PRAWIE 15, a ty masz TYLKO 11! Poczekaj, może pokażą go w telewizji, za jakieś dwa lata...
- Ale wtedy to będzie już historia! – zawyła z rozpaczy Oliwka, ale na wszelki wypadek zabroniła Zuzce opowiadać sobie CZEGOKOLWIEK z fabuły filmu. 

*  *  *

Zuzka z Oliwką śledziły jakiś nowy serial na CBBC. Nagle Zuzanna wybiegła z kuchni z rozwianym włosem i, pełna ekscytacji, rzuciła się w moim kierunku.
- Mamo, mamo! Wiesz co oni zrobili?!
- Nie bardzo. – przyznałam ze skruchą, oczekując nieuchronnych wyjaśnień.
- Oni wymyślili własny język! Wiesz co mi to przypomina?!
- No, co? – żywo się zainteresowałam.
- DZIECI Z BULLERBYN!!!

„- Petruska saldo bumbum.
A Olle odpowiedział:
- Kolifink, kolifink.
A Bosse:
- Mojsi dojsi filibom ararat.”

Po prostu bibliotekarskie serce rośnie! :)

*  *  *

Zimę tego roku mamy bardzo niezdecydowaną. Pojawia się i znika w tempie kosmicznym. I właśnie na bazie tego pogodowego galimatiasu, opowiadałam Zuzce historię z własnego, studenckiego życia wziętą.
- Jechałam sobie kiedyś do domu z uczelni. Wiozłam w plecaku słoiki. W Warszawie była już wiosna, więc na drogę założyłam lekkie buciki. Wsiadłam do autobusu, ruszyliśmy, a podczas drogi przysnęłam nieco. Kiedy się obudziłam, zauważyłam, że jestem już prawie u celu, ale za oknami leży jeszcze śnieg. Przypomniałam sobie wtedy, że w słoikach mam zimowe buty, postanowiłam więc je odnaleźć. Zaczęłam w autobusowej ciemności grzebać w plecaku i grzechotać słoikami w poszukiwaniu zimowych butów...
- Chwileczkę, mamo. – przerwała mi nagle Zuzka i zapytała. – Jak WIELKIE były te słoiki?
- Jak to, jak wielkie?! – zdziwiłam się – No, takie litrowe, po ogórkach chyba. A co?
- Nic. Zastanawiam się tylko, jak WŁOŻYŁAŚ w nie zimowe buty?!

No tak, ‘zimowe buty w słoikach’! Kiszone, psiamać! ;)

*  *  *

- Podjęłam postanowienie na Wielki Post! – oświadczyła Oliwka.
- To fajnie. – pochwaliłam. - A jakie?
- Przez 40 dni będę piła tylko wodę! – wyjaśniła Ola. – Powiedziałam o tym koleżance, a ona bardzo trafnie zauważyła, że nie mogę żyć tylko o wodzie, bo przecież potrzebuję wapnia do życia!
- Aha. – podzieliłam jej dylemat – I co w związku z tym?
- Postanowiłam, że będę piła tylko wodę! I mleko!

Najbliższe 40 dni będzie dla Oli mlekiem i wodą płynące. Bo postanowienie postanowieniem, ale zdrowie jest najważniejsze!

13:19, oszin13
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 lutego 2016
Się dzieje!

U nas (jak zwykle zresztą) ruch jak w Rzymie - tylko, że ani ‘pospać’ ani ‘podrzymać’ się nie da! W sumie to nawet się temu nie dziwimy – w końcu nie od dziś wiadomo, że ‘nie tak łatwo radzić sobie z liczną dziatwą’, jak mówił poeta Brzechwa. Niedospani i nie-do-drze-ma-ni staramy się więc czerpać z macierzyństwo/tacierzyństwa ile się da. Radości i satysfakcji, że mamy takie fajne dzieci, głównie :)
Bohaterką największego zamieszania ostatnich – i kilku następnych - dni jest nasza Zuzanna, gwiazda estrad wszelakich. Jej zaangażowanie w cały zestaw projektów szkolnych i pozaszkolnych skutkuje ciągłym ruchem w interesie i zamieszaniem w życiu rodzinnym. Dlatego właśnie, w sobotę z rana, Zuzanna wpadła z okolicznościową wizytą do Belfastu, by zwiedzić biuro Burmistrza czyli City Hall. W poniedziałek wieczorem była gościem lokalnej rozgłośni radiowej (tym razem wraz z siostrą i resztą grupy United Stars). We wtorek po szkole, w ramach projektu Fusion Focus, poleciała na basen, środowe popołudnie spędzi na próbie szkolnego chóru, bo już w piątek chór ma wyjazdową sesję nagraniową w ramach konkursu organizowanego przez BBC Radio Ulster. A w przyszłym tygodniu – wolnym od szkoły – Zuzka wyjeżdża na całodniową wycieczkę do Derry/Londonderry.
Szaleństwo w czystej postaci! Sama Zuzka czuje powoli zmęczenie materiału i wprost nie może doczekać się przyszłotygoniowej przerwy (mimo, że też nie do końca wolnej od zajęć ;))
Rozumiemy Zuzkowy ból! W końcu zabawa też bywa męcząca w nadmiarze, sami to dobrze pamiętamy :)

 

*  *  *

Wydarzeniem tygodnia w życiu Pierworodnego Owocu Naszych Lędźwi była oczywiście impreza dziewiętnastkowa. Organizował ją, biedaczek, pracowicie, planował, dopinał na ostatni guzik przez ostatnie dni... Na szczęście wszystko potoczyło się po jego myśli, ba, udało się nawet pogodzić i wspólne smażenie wafli i popijanie zakupionego przez ojca piwka!
- Wiesz, mamo – opowiadał Tutek po imprezie – To piwo było nawet smaczne! Znacznie smaczniejsze niż to, które zwykle pije tata.

Smakosz piw nam się objawił! Ha, nietrudno się zachwycać, kiedy pije się ‘probably the best beer in the world’! Zwłaszcza na koszt ojca! ;)

*  *  *

Dziewczynki, jako się rzekło, odwiedziły niedawno lokalne radio i muszę przyznać (nieobiektywnie, he, he), że wypadły świetnie, nie ulegając mikrofonowej panice i zachowując naturalność. Wiem, bo nie tylko słuchałam audycji, ale i na żywo zaglądałam do wnętrza studia dzięki livestreamowi. Moje babeczki swobodnie odpowiadały na pytania prowadzących, przesyłając przy okazji ciepłe pozdrowienia dla mamy (!) i pani dyrektor szkoły (na wypadek, gdyby słuchała). Byłam z nich naprawdę dumna. Kiedy doszło do puszczenia ulubionych piosenek moich dziewczynek, prowadzącym opadły nieco szczęki. Zuzka zażyczyła sobie ‘Hum Hallelujah’ Fall Out Boys – biedni redaktorzy ze skruchą przyznali, że kapeli nie znają i muszą pogrzebać w internecie :) Natomiast jedenastoletnia Oliwka, którą posądzano o sympatyzowanie z One Direction, ewentualnie Bieberem, ze stoickim spokojem poprosiła o... ‘Never gonna give you up’ Ricka Astleya! I roztańczyła całe studio (a mamę przy okazji) ;)



17:15, oszin13
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 lutego 2016
O.Henry kontra O! Henry!

Po długich poszukiwaniach trafiłam nareszcie w sieci na opowiadania jednego z moich ukochanych pisarzy – O.Henrego. Co prawda w wydaniu elektronicznym, ale co tam! Nie pachną drukiem, ale treść jak zwykle genialna. Ściągnęłam sobie te cudeńka na osobiste urządzenie elektroniczne i chrupię je z przyjemnością jedno za drugim. O.Henry, Oh...Henry! Tymczasem za oknami szalał nam ostatnio inny Henry, już nie tak przyjemny bo... huraganowy! Wiało jak w Kieleckiem, albo i gorzej. A że na wietrzne dni nie ma jak ciekawa lektura, więc O.Henry znalazł się jak... znalazł ;)

Z innych anomalii pogodowych, nawiedziła nas w ubiegłą sobotę śnieżna zima. Taka prawdziwa, puchata. Dzieciaki wyskoczyły z łóżek wcześnie – mimo soboty – i dalejże ubierać się w pośpiechu, wyciągać z szaf ciepłe rękawice i gnać na zewnątrz stawiać bałwana, ochrzczonego później imieniem Bernard. A tuż po porannej kawie, ojciec rodziny wybrał się na strych po sanki. ‘Zima, zima, zima, pada, pada śnieg...’
Śnieżne szaleństwo trwało w najlepsze aż do... wczesnego sobotniego popołudnia. Śnieg przestał padać tak nagle jak zaczął, wyszło piękne słońce, zazieleniła się trawka. Resztki Bernarda topniały w oczach, wsiąkając powoli w trawnik.
Zimy latoś jakieś takie krótkotrwałe... ;)

*  *  *

Choć czas leci, a my się nie starzejemy, to dzieci nam dorastają nieubłaganie. Zuzce niedawno stuknęła czternastka, a Matt za chwilę skończy dziewiętnaście lat. Kto by pomyślał, że mamy takie duże dzieci – w naszym młodym wieku?
W związku z urodzinami, Mati postanowił urządzić imprezkę dla wąskiej grupy najbliższych z najbliższych kumpli. W planach kino, a ciąg dalszy w domowym zaciszu, w towarzystwie zestawu gier. Tutek porozumiał się w tej sprawie z ojcem, który miałby robić za kierowcę.
- Okej – powiedział Rodziciel. – Widzę to tak. Zawiozę was do kina, przywiozę, a potem kupię wam parę piw i siedźcie dokąd chcecie. W końcu jesteście dorośli!
Oto plan imprezy według ojca.
Natomiast plan imprezy według dorosłego Tutika...
- Mamo, tata zawiezie nas do kina, z ty w tym czasie rozrób ciasto. Jak przyjedziemy z kina, usmażymy sobie razem z chłopakami gofry!

Dorosłe dzieci to i plany dorosłe... :)

*  *  *

Tuż po smacznym obiedzie...

- Mamo, nie ma miejsca w zmywarce na mój talerz! – poskarżyła się Oliwka.
- To go umyj! – zaproponowałam zupełnie nie złośliwie - Wcale nie musisz wpychać go do zmywarki!
- Oooo, jest miejsce! – Oliwka dokonała błyskawicznego zmywarkowego remanentu, przestawiając to i owo, by wcisnąć swój talerz. I wiecie co? – udało się!

Jeśli potrzeba jest matką wynalazków, to lenistwo stanowi doskonały katalizator...

*  *  *

- Tak sobie myślę – Julka postanowiła podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami – Jak zbudowali Titanica i on potem zatonął...
- Taak... – włączyłam się w tok rozumowania Malutkiej.
- ... to ci co go zbudowali, wiesz, z Belfastu, obejrzeli to sobie w telewizji!

Tak. Zdecydowanie. Obejrzeli bezpośrednią relację z katastrofy. Z tonącym DiCaprio uwieszonym na drzwiach! :)

*  *  *

- Jak ja nie lubię tego Patryka! – poskarżyła się Julka na łobuza z sąsiedztwa – Wiesz co on kiedyś zrobił?! Rzucił cegłą w Caithlyn. I krew jej leciała z głowy!
- O, to bardzo nieładnie! – zsolidaryzowałam się z zatroskanym losem koleżanki Czupurkiem – Mógł jej zrobić dużą krzywdę.
- Ale ja go nie lubię tak ogólnie, nie dlatego że rzucił cegłą. On zresztą trafił Caithlyn niechcący – bo celował w jej brata!

Jak niechcący, to nie grzech przecież! Pogratulować celnego (?) oka!

*  *  *

- Mamo! Czy mogę sobie posypać gofra cukrem? – spytała Julka, kończąc nakładanie na gofra grubej warstwy nutelli.
- Absolutnie nie! – gorąco zaoponowałam. – Jest już wystarczająco dosłodzony!
- Czy ty to słyszałeś?! – zwróciłam się do siedzącego obok Tutka, szukając z nim poparcia.
- Cukier na nutellę?! – oburzył się Matt, by po chwili nieoczekiwanie się rozpromienić – Co najwyżej cukier-puder!
I sięgnął po pojemnik z pudrem...

Zapewne zawartość cukru w cukrze pudrze jest mniejsza. Muszę zapytać Marysi...

*  *  *

Tytułem didaskaliów.
Z powodu narzekań Pierwszego Męża, że na rodzinnym blogu opisuję wszystkich oprócz naszego niezawodnego samochodu, który także należy do rodziny, niniejszym informuję, że... wymieniliśmy opony!

I to by było na tyle w tym temacie - póki co!


22:58, oszin13
Link Dodaj komentarz »