To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
sobota, 07 lutego 2015
Podpisuję się!

13:54, oszin13
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lutego 2015
Uprzejmie donoszę…

…że nasza najstarsza latorośl właśnie osiągnęła pełnoletniość! Niezaprzeczalnie i nieodwołalnie! Nie mam wprawdzie pojęcia, jak taka wiecznie młoda mama jak ja (sic!), może mieć DOROSŁEGO syna, ale fakt pozostaje faktem. Tutek nam dorósł i ma prawo świętować ten fakt prawdziwym szampanem! Jednak, z tego co mi wiadomo, wcale nie zamierza! Miast hucznej całonocnej imprezy osiemnastkowej, Matt organizuje skromny wypad do kina dla garstki najbliższych przyjaciół, a zaoszczędzone fundusze przeznacza na wymarzony samodzielny wyjazd do Londynu w najbliższe wakacje. W sumie popieramy inicjatywę (choć nie wiem jak poradzimy sobie psychicznie z syndromem opuszczonego gniazda…), dorzucimy więc i my trochę grosiwa do wyjazdowego budżetu. Niech ma!

W ramach innych niekonwencjonalnych pomysłów na uczczenie swych dorosłych urodzin, Matt zdecydował się zostać… Honorowym Krwiodawcą. Pomysł szlachetny tym bardziej, że Tutek jest posiadaczem tyleż rzadkiej co cennej grupy krwi 0Rh-.
Pękając z dumy (jak to matki mają z zwyczaju), zaprowadziłam więc delikwenta do Town Hall, gdzie akurat w dniu Tutkowych urodzin zorganizowano akcję pobierania krwi. Pozytywnie zadziwieni gęstniejącym tłumem chętnych, oboje zarejestrowaliśmy się w systemie i ruszyliśmy na podbój krwiopijców. Niestety, moja kandydatura na stanowisko honorowego krwiodawcy tymczasowo odpadła w czasie wywiadu medycznego (może uda mi się za kilka miesięcy), ale Mati został zweryfikowany pozytywnie. Wprawdzie sporo się naczekał na swoją kolej, ale ostatecznie wylądował w pozycji horyzontalnej, oddając się w ręce pielęgniarki i dokonując swej pierwszej donacji :)
Znaczek z pelikanem, który dostał na pamiątkę, wpiął dziś dumnie w klapę mundurka i przez cały boży dzień cierpliwie tłumaczył zainteresowanym kolegom cóż to za ptak i co oznacza.

Dobra robota! I 100 lat – tak w ogóle!!!

*  *  *

Tak się jakoś złożyło, że w ostatnim tygodniu w centrum rodzinnej uwagi występowała Oliwka – zwykle narzekająca, że jako „środkowe dziecko” jest pomijana i nikt nie liczy się z jej opinią. Zupełnie niesłusznie, ale to tylko NASZE skromne zdanie.

W czwartkowe popołudnie pojechaliśmy rodzinnie na dzień otwarty do Zuzkowej szkoły. Szkołę znamy zupełnie niezgorzej, ale od września St. Catherine’s College będzie też gimnazjum Oliwki. Postanowiliśmy więc dać jej szansę poczuć szkolną atmosferę razem z innymi siódmoklasistkami. Posłusznie powędrowaliśmy więc wyznaczonymi trasami, odkrywając kolejne pracownie i uśmiechając się do nauczycieli, a kiedy dotarliśmy do miejsca posiedzenia szkolnego chóru, nasza własna Zuzka zawyła nam „Happy” (nie solo – na szczęście).
Oliwka wyszła ze szkolnych murów zachwycona i – mimo że decyzja o wyborze szkoły zapadła już dawno temu – ostatecznie utwierdzona w postanowieniu wskoczenia od września w zielony mundurek.

Zaraz następnego wieczora nasza Ola wzięła udział w dorocznym Credit Union Quiz, reprezentując swoją szkołę już drugi raz z rzędu. Dla mnie samej, jako mamy rzesz utalentowanych latorośli, był to dokładnie czwarty konkurs z rzędu, bo w poprzednich latach dopingowałam też Zuzkę. 
Czteroosobowa szkolna ekipa, pod wodzą Oliwki, spisała się na medal – brązowy, dokładnie, zgarniając trzecie miejsce w konkursie i inkasując niebylejaką nagrodę w postaci 10 funtów na głowę. Ku uciesze beneficjentów, oczywiście. I Dyrektora szkoły też, jak sądzę.

Na sobotę mieliśmy zaplanowaną jeszcze jedną imprezę z Oliwkowym udziałem – mszę dla przyszłych konfirmantów. Z niejasnych dla mnie samej przyczyn, zapisałam w rodzinnym kalendarzu notkę, że msza odbędzie się o 11.30. Zgoniłam więc w sobotni poranek oporną rodzinę wcześniej z łóżek i wybraliśmy się do kościoła – tylko po to, by się dowiedzieć że rzeczona msza zostanie odprawiona o siódmej wieczorem!
Czyżby początki demencji dopadły matkę rodzicielkę?... Jeśli tak – biada rodzinie! :)

*  *  *

- Mamo, miałaś mi pokazać  film o fistaszku! – przypomniała się uprzejmie Julka.
- O czym?! – dopytałam się.
- No o fistaszku, który ugryzł jednego pana! – wyjaśniła Malutka.
- Dla Boga! Żarłoczne fistaszki?! – myślałam gorączkowo i w końcu mnie olśniło.
- Już wiem! To miał być film o Świstaku!
- No przecież mówię! – uśmiechnęła się Julka.
Proszę bardzo – dla wszystkich zainteresowanych, Świstak vel Fistaszek we własnej gryzącej odsłonie:


23:27, oszin13
Link Dodaj komentarz »