To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
RSS
niedziela, 24 stycznia 2016
14 lat minęło...

...jak jeden dzień, chciałoby się rzec. Dopiero co nasza Zuzka była małym brzdącem – ‘królewną wszystkich dziewczynek’, jak mawiał jej starszy brat – a dziś co? Czternastoletni babiszon, z gustem muzycznym głęboko zakorzenionym w punk rocku, zawieszony między socjopatycznym Sherlockiem, demonicznym Lokim i zagadkowym Doktorem Who, z całą galerią ukochanych aktorów i postaci wiszącym na łóżkiem. Rozgadana, rozśpiewana, przebojowa. Fajna! I, oczywiście, kochamy ją do ostatniego kawałka, czemu dajemy wyraz codziennie, a na początku stycznia szczególnie, obsypując solenizantkę prezentami od serca.
W tym roku bezkonkurencyjna w tej dziedzinie okazała się Oliwka. Przez cały wieczór w skupieniu przeglądała zasoby internetowe, potem coś drukowała i wycinała w tajemnicy, by w dniu Zuzkowych urodzin wstać o czwartej rano (!) i przygotować niespodziankę. Wszystko po to, by Szanowna Starsza Siostra mogła po przebudzeniu zobaczyć Ołtarzyk, czyli rodzinne lustro wyklejone podobiznami jej ukochanych bohaterów w swoich najlepszych wcieleniach. Kogo tam nie było – i Sherlock, i Loki, i Jack Sparrow, i Merlin, a nawet Draco Malfoy i kilku innych, których (co przyznaję ze wstydem) nie do końca kojarzę. Zuzka była zachwycona tym wyrazem siostrzanej miłości, a Oliwce zaświeciły się z radości oczy, bo wszyscy lubimy jak nas doceniają. W tej sytuacji prezenty od reszty rodziny – jakkolwiek równie trafione – wypadły raczej blado, ale nie wzięliśmy tego do siebie :) Za to wszyscy z radością udaliśmy się na urodzinową wyżerkę do naszej ulubionej orientalnej restauracji, skąd, nieludzko obżarci, ledwo się wytoczyliśmy. Mimo dodatkowych kilogramów w żołądkach, udało nam się jeszcze dotoczyć do sklepu dla fanów fantastyki, skąd Zuzka triumfalnie wyniosła ostatnie prezenty – metaliczną podobiznę Cumberbatcha i pachnący świeżością ‘Silmarillion’ Tolkiena. Czyli – bez książki się nie obeszło! ;)

*  *  *

Zarażeni ideą wspierania lokalnych talentów, od trzech lat regularnie chadzamy na styczniowe panto do miejskiego teatru. W tym roku nie mogło być inaczej, choć przyznam, że tytuł przedstawienia – ‘Mother Goose’ – niewiele nam mówił. Zaryzykowaliśmy jednak - byliśmy wszak ‘pionierami ojczystej tradycji’, cytując O’Henrego. I nie zawiedliśmy się! Przedstawienie okazało się być rewelacyjne, a nasz znajomy listonosz, Eddie, grający Matkę Gąskę, przeszedł sam siebie w zabawianiu publiczności. Do tego genialna scenografia, świetne kostiumy, zabawna choreografia i genialna gra reszty zespołu. Czasem trudno było uwierzyć, że wszystko to w wykonaniu kompletnych amatorów, ćwiczących jedynie po godzinach pracy i szkoły. Szacuneczek i – brawo!
Już nie możemy się doczekać przyszłorocznego przedstawienia! Idziemy w ciemno!


* * *

Oliwka pojechała ostatnio na klubową wycieczkę do kompleksu trampolin, na ‘rozpustę’ w McDonalds dostając 8 funtów.
- I jak było? – spytałam, odbierając ją spod klubu.
- Świetnie! – odparła rozentuzjazmowana Ola. – Trampoliny były super! I wydałam wszystkie pieniądze!
- Jak to?! – zdziwiłam się, orientując się nieco w cenach fastfoodów – Wydałaś 8 funtów w McDonalds? Jak to zrobiłaś?
- No wiesz. – pospieszyła z wyjaśnieniem Oliwka – Alex miała ze sobą tylko 2 funty, ja miałam 8, więc... podzieliłyśmy się kosztami zamówienia!

A, to taki interes! Podział osiem do dwóch! Niby wszystko jasne, tylko zysku brak...

*  *  *

Stały Oliwkowy wielbiciel zapukał w niedzielne popołudnie do naszych drzwi.
- Jeszcze odrabiam lekcje! – poinformowała go Ola przez szparę w drzwiach. – Przyjdź o trzeciej!
Odprawiony z kwitkiem wielbiciel, posłusznie powędrował do domu, by o 14.53 zapukać ponownie. Zawołana z góry Oliwka, otworzyła, pogawędziła z wielbicielem przez chwilę i ponownie zamknęła drzwi.

- Oleńko, wpuściłaś go do środka? – spytałam zaintrygowana ciszą w przedpokoju.
- Nie! – odparła beztrosko Ola.
- Dlaczego? – zdziwiłam się. – Przecież skończyłaś już lekcje.
- Tak. – przyznała Oliwka. – Ale przyszedł za wcześnie! Dlatego kazałam mu poczekać za drzwiami 7 minut!

Jak widać, łaska Oliwkowa na pstrym koniu jeździ! Dobrze, że chociaż nie padało, bo jednak żal wielbiciela...

17:20, oszin13
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 stycznia 2016
Wydarzenie miesiąca

Do czego to doszło - żeby ekscytować się śniegiem?! W styczniu?! Ha, ale to przecież nie jest zwykły śnieg! Pierwszy w tym roku! Pierwszy w styczniu! Pierwszy (i jedyny) tej zimy! Już straciliśmy nadzieję na całą białą połać, odliczając powoli dni do wiosny, kiedy nagle z samego rana... ta-dam! Biały opad atmosferyczny! Dzieciaki oszalały, jeszcze przed wyjściem do szkoły naciągnęły czapki na uszy i hajda przed dom, szaleć na ślizgawkach! Zima nareszcie jest zimowa! Nie jest ciepło, ale o to właśnie w śnieżnym interesie chodzi, więc... YUPPI!
A do tego wszystkiego, dzisiaj są piąte urodziny naszego psa, co – przynajmniej według Julki – jest fantastycznym zbiegiem okoliczności! :)

*  *  *

Nowy Rok zaczął nam się całkiem miło, od... wywiadówki w Oliwkowej szkole. Niejednokrotnie już deklarowałam, że bardzo lubię chodzić na spotkania z nauczycielami – i trwam przy tej deklaracji. Spędzam popołudnie w niebotycznych kolejkach, przesiadając się z krzesła na krzesło, by po dotarciu do celu, móc delektować się krótkim acz treściwym zachwytem nad mądrością i roztropnością mojego dziecka. Żadnych krytycznych uwag, same superlatywy.
I tak razy cztery.
Nie inaczej było i tym razem. Choć raport z osiągnięciami Oliwki dostaliśmy już przed świętami i wiedzieliśmy czego się spodziewać po wywiadówce, nie mogłam sobie odmówić przyjemności osobistego zebrania laurów. A że laurów tych były całe naręcza, spędziłam doprawdy czarujące popołudnie uśmiechając sie do nauczycieli i puchnąc z dumy.
Matka Polka z Pierogami :)

*  *  *

Przy okazji wizyty u okulisty, skutkującej dwiema parami nowych patrzałek, Mati podzielił się ze mną refleksją rodem ze swojego wirtualnego ‘śfatka’.

- Kolega, z którym koresponduję, bardzo żałuje, że nie potrzebuje okularów.
- Akurat jest czego żałować! – zdziwiłam się.
- Mówi, że cała jego rodzina nosi okulary. A on nie! A bardzo by chciał!
- Przecież może kupić sobie takie fałszywe okulary. Bez szkieł korekcyjnych! – podsunęłam myśl.
- Też mu to powiedziałem, ale on się boi, że jak dziewczyny odkryją, że nosi fałszywki, wezmą go za HIPSTERA!

Nie miałam pojęcia z jakimi poważnymi problemami zmaga się współczesna młodzież...

*  *  *

Jako matka trzech dziewczynek, spodziewałam się (żeby nie powiedzieć wyczekiwałam), że prędzej czy później któraś z nich sięgnie po kosmetyki. Jednak ani Zuzka – mimo swoich prawie 14 lat – ani Oliwka (niewiele młodsza), nie przejawiły jeszcze kszty zainteresowania make-upem. Natomiast Julka, lat siedem, to ZUPEŁNIE inna bajka! Ta uwielbia grzebać się w kosmetykach i gdyby nie to, że szkoła zabrania, łaziłaby wymalowana na swój nieporęczny, siedmioletni sposób codziennie.
Znając dobrze zamiłowanie naszej rodzinnej modnisi do dobrego wyglądu, w zasadzie się nie zdziwiliśmy, gdy w Sylwestra, za minutę dwunasta, kiedy staliśmy z kieliszkami w dłoniach czekając na bicie Big Bena, Julka nagle krzyknęła:
- Czekajcie! Nie liczcie beze mnie! Zapomniałam!
I pognała przed lustro, by nałożyć na ust korale swoją ulubioną KRWISTOCZERWONĄ szminkę, wygrzebaną niegdyś spośród moich kosmetyków i zaanektowaną niezwłocznie (i bezpowrotnie).
Zdążyła wrócić akurat na bicie zegara.

Bo jak być Kopciuszkiem, to chociaż umalowanym! :)

*  *  *

- Mamo, mamo! Chodź i zobacz jakie biuro urządziłam sobie przy łóżku! – zawołała mnie Julka.
Poszłam, obejrzałam, pochwaliłam, bo i było za co. Różowy laptopik Barbie na środku, długopisy i ołówki ułożone na prawo, karteczki i stempelki na lewo. Wszystko w jak najlepszym biurowym porządku.
- O, Juleczko, jak pięknie! Kim ty będziesz jak dorośniesz? Pewnie jakąś sekretarką! – zasugerowałam, kojarząc biurową fascynację z miłością do makijażu.
- Sekretarką?  - zdziwiła  się Julka. - Nie! Ja bedę BIBLIOTEKARKĄ!

No i się doczekałam – Wamp Biblioteczny, Nowe Pokolenie!

*  *  *

Zauważyłam ostatnio, że codziennie podczas wieczornego czytania, Oliwka zajęta jest na swoim łóżku miętoleniem w dłoniach czego białego i miękkiego. I widać, że (cokolwiek robi), sprawia jej to żywą przyjemność (mam nadzieję, żę chociaż RÓWNIE wielką jak słuchanie).
- Co ty właściwie robisz, Oleńko? – zainteresowałam się wreszcie któregoś wieczoru.
- Eee, nic takiego. – odparła Oliwka ze stoickim spokojem, nie przerywając roboty. – Po prostu wydłubuję z mojego pluszowego słonia wypełnienie i wkładam je z powrotem!

Interesujące... Kto wie? Może Oliwka właśnie odkryła, że w przyszłości zostanie chirurgiem? Jeśli tak, następnym etapem wieczornych praktyk w pluszowym prosektorium będzie... zaszywanie pooperacyjnej dziury w zwłokach słonia!

*  *  *

- Mamo, w moim łóżku jest coś czarnego! – dokonał odkrycia Matt, po powrocie z łazienki.
- Spokojnie! – udzieliłam matczynej rady – Jeśli to dziewczyna, to pozwól jej zostać. A jeśli to pies, natychmiast wyrzuć!

Matt wrócił do sypialni, dokonał rekonesansu zawartości łóżka, a po chwili przez uchylone drzwi wynurzył się mokry i wilgotny nos Molly.

Czyli to jednak był pies - a nawet suczka!

*  *  *

Wróciwszy do szkoły po świąteczno-noworocznej przerwie, Julka spotkała się ze stęsknionymi koleżankami i zebrała towarzyskie ploteczki, którymi się ze mną natychmiast podzieliła.

- Mamo, wiesz co? Blathnaid mi powiedziała, że była na urodzinach u Joaba. I Joab tańczył na stole!
- Tak?
- Tak! I wiesz co?! Spodnie mu spadły!!! Ha, ha, ha!

Takie rzeczy?! Na urodzinach u siedmiolatków?! O tempora, o mores!



22:54, oszin13
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 stycznia 2016
Dzisiaj!

13:19, oszin13
Link Dodaj komentarz »