To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
Blog > Komentarze do wpisu
Chroniczny stan zaganiania

Kurcze blade, tak WIELE jest do opisania i tak MAŁO czasu, że aż żal. A do tego TAAAAKA długa lista rzeczy, które należałoby załatwić przed – lub wręcz zamiast – rozpisywania się na tematy okołorodzinne. Cokolwiek wybiorę, wyrzuty sumienia murowane, bo te ‘inne’ sprawy też są palące.
A skoro czasu brak - to krótko, na temat i ‘wężykiem, Jasiu, wężykiem’!

Po pierwsze primo – powinniśmy w zasadzie zmienić status z ‘2plus4’ na ‘2plus3’, albowiem (nareszcie) udało nam się wypchnąć z rodzinnego gniazda najstarszego pisklaka! Dorosły ten osobnik udał się był bowiem do miejscowości Derry/Londonderry (nazwa do wyboru w zależności od zapatrywań religijno-politycznych), by na tamtejszej filii Uniwersytetu Ulsterowskiego studiować magiczną sztukę tworzenia gier komputerowych. Zabrał się nam był z domu w kilkoma tobołkami, by zamieszkać w wynajętej kamienicy (chyba jednak nie u Baronowej Krzeszowskiej) razem z czterema innymi studenciakami. Początkowo dzwonił codziennie, później kilka razy w tygodniu, teraz sporadycznie – zakładamy więc optymistycznie, że krzywda mu się nie dzieje, a nie od dziś wiadomo, że ‘czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal’. Szczególnie rodzicielskiemu :)

I tylko nie możemy się nadziwić, że za każdym razem, kiedy otwieramy w domu lodówkę – WCIĄŻ JEST W NIEJ JEDZENIE!!!

*  *  *

Po drugie primo – szczęśliwie sfinalizowaliśmy ciągnące się miesiącami procedury finansowe i zakupiliśmy dom naszych marzeń! Liczyliśmy po cichu, że uda nam się dokonać przeprowadzki jeszcze w wakacje, ale gdzie tam! Pierwsze dni września spędziliśmy więc na równocześnym kursowaniu między dwoma domami, załatwianiu szkolnego trasportu dla dzieciaków, organizowaniu Tutkowej wyprowadzki do Derry i zmienianiu adresu korespondencyjnego na nowy w tysiącu miejsc. A wszystko to po godzinach pracy, bez krzty urlopu, który przecież wykorzystaliśmy w sierpniu.
Ale daliśmy radę – ‘bo jak nie my to kto?’ ;)
Na dzień dzisiejszy, jesteśmy już ‘well settled’, jak mawiają tubylcy. Pokoje zostały rozdzielone i zagospodarowane, meble porozstawiane, garaż wypełniony (wcale nie samochodem, haha), trawa z grubsza przycięta. Jeszcze ostatnie ustalenia co do dodatków i dekoracji – i domek powoli staje się naprawdę domowy.
Taki prawdziwie NASZ.
I Psa Paszczaka :)

*  *  *

Po trzecie primo – tańczymy! Wraz z Pierwszym Mężem zgłosiliśmy się bowiem do lokalnej edycji ‘Tańca z Gwiazdami’, by zbierać pieniądze na szczytny cel – w naszym przypadku wspomożenie organizacji SANDS, pomagającej rodzicom, którzy stracili dzieci pod poniec ciąży lub tuż po porodzie. Zbieranie kasy to wyzwanie logistyczne, natomiast nas czeka w najbiliższych miesiącach wysiłek bardziej realny - morderczy trening pod okiem doświadczonych trenerów tańca. Zamiast bowiem zamiatać parkiet w jakimś majestatycznym walcu, będziemy dawać z siebie 200% normy w kosmicznie energetycznej wersji jive’a! Chyba za dobrze rokowaliśmy podczas rozdzielania tańców ;)
Póki co musieliśmy wstrzymać się z nieco z treningami, bo dopadła mnie paskudna kontuzja stopy (my, tancerki turniejowe…), ale już wkrótce wracamy na parkiet.

A Wielki Występ już… w lutym!

Życzcie nam połamania obcasów – w zamian obiecujemy obłupić was z kaski na szczytny cel! Szczegóły wkrótce! :)

 

* * *

- Mamo, czy my nie mamy w domu jakiegoś zapasowego mundurka? – spytała pewnej soboty Oliwka.
- Mamy jeden, ale sporo większy. A co, potrzebujesz? – zainteresowałam się.
- Nie ja! Moja koleżanka! Jej mama oddała mundurek do czyszczenia w piątek po południu i będzie gotowy na poniedziałek, a to znaczy, że w poniedziałek rano moja kolezanka nie będzie miała czego założyć do szkoły! I strasznie się boi, że pani Dyrektor na nią nakrzyczy!
- Ale na pewno nie będzie aż tak źle! – zapewniłam zdroworozsądkowo – Powiedz koleżance, że pani Dyrektor z pewnością zrozumie jej wyjątkową sytuację.
- Ja jej jednak powiem, że Z PEWNOŚCIĄ będzie miała problem – nieoczekiwanie oświadczyła Oliwa.
- Dlaczego?!
- Bo jak będzie miała problem, to okaże się, że miałam rację. A jak nie będzie miała problemu – to jeszcze lepiej!

Drogi Oliwkowej logiki bywają czasem kręte, a nawet rozstajne…

*  *  *

W związku z nieoczekiwana wizytą Naszego Studenciaka, miałam na piątkowym obiedzie wszystkie czworo dieci przy stole.
- Ech, jak to miło – rozpływał się nad kuchenną sytuacją Mati – Ktoś woła cię na obiad, przychodzisz i ach, obiad czeka na stole!
- A co, w Derry nie wołają na obiad?... – spytałam retorycznie, uśmiechając się pod nosem.
- Nie. Tam najwyżej dzwonią do drzwi i dostarczają – wyjaśnił Matt – A potem żądają zapłaty!

‘Nie ma jak u mamy – cichy kąt, ciepły piec…’

sobota, 29 października 2016, oszin13

Polecane wpisy

  • Czas relaksu

    Nabiegaliśmy się z Pierwszym Mężem przez ostatnie miesiące, napracowaliśmy, teraz przyszedł czas na zasłużony urlop. Zabukowany zresztą pół roku temu :) Za okn

  • Cyrkowe lato

    W kwestii wakacji, przekroczyliśmy tylko co ich półmetek. W kwestii pogody, nie jest aż tak źle jak mogłoby być, a czasami nawet jest tak zaskakująco dobrze, że

  • 20 lat, a może więcej…

    Przyznaję się bez bicia – wpadłam w szpony sagi ‘Millenium’ Stiega Larssona. Zachęcona zachwytami Pierwszego Męża ściągnęłam ją z półki i jedn