To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
Blog > Komentarze do wpisu
Czas relaksu

Nabiegaliśmy się z Pierwszym Mężem przez ostatnie miesiące, napracowaliśmy, teraz przyszedł czas na zasłużony urlop. Zabukowany zresztą pół roku temu :)
Za oknami czasem słońce, czasem deszcz, a my wypoczywamy, a raczej ‘wypoczywamy’.
Bo jak spędzają urlop ludzie tacy jak my? Czynnie, Panie Dzieju, czynnie, albowiem w tzw. czasie wolnym od pracy:
- jeździmy po okolicznych sklepach, organizując nowy sort mundurkowy dla starszych dziewczynek, bo Nowa Dyrekcja zarządziła wymianę spódniczek na ‘dłuższe i bardziej stosowne’;
- obdzwaniamy telefonami tutejsze kuratorium, próbując wyjaśnić palący problem opłat za szkolny transport, bo ‘nikt nic nie wie’;
- przekopujemy zasoby internetowe poszukując sposobu na zakwaterowanie naszego Synalka, któren właśnie otrzymał wyniki matury i potwierdzenie, że dostał się na studia. Trzebaby go teraz wypchnąć z domu i upchnąć gdzieś w świecie;
- rozpakowujemy, przepakowujemy i pakujemy z powrotem plecaki dziewczyn, które nieustannie gdzieś wyjeżdżają – tylko w tym tygodniu Oliwka była w Dublinie, Zuzka w Todd’s Leap, a dziś wybywają na weekend do Annalong. Dobrze, że mam suszarkę bębnową i nie waham się jej używać, bo bym chyba nie nadążyła z praniem;
- wymieniamy korespondencję z zaprzyjaźnionym Agentem Nieruchomości, próbując sfinalizować Nasze Śmiałe Plany – i wreszcie udało nam się ustalić jakąś konkretną datę w niedalekiej przyszłości ;)
- staramy się jak możemy dopracować wreszcie plan wakacyjnego wyjazdu, któren póki co wygląda dość mgliście (warto byłoby dodać do niego coś poza datami wyjazdu i hotelem);
- a w tzw. międzyczasie sprzątamy, segregujemy, wywozimy, sprzedajemy. I pakujemy, co już możemy, piętrząc stosy pudełek gdzie się da - ’ready to go’ :)

Za to codziennie rano, na dobry początek dnia, podczas porannej kawy, włączamy sobie ‘Lato z Radiem’, słuchając znanej z dzieciństwa poleczki i kojącego głosu Redaktora Czejarka.
I starych przebojów :)

 

*  *  *

Nie jest łatwo być astronomem-amatorem w Irlandii Północnej, gdzie niebo zasnute jest chmurami przez większość roku. A tu media trąbią o Nocy Spadających Gwiazd i namawiają by obserwować Perseidy. Ale jak, gdzie, pytam się?!
Ale jednak muszę się pochwalić, że w tym roku udało mi się zobaczyć spadającą gwiazdę – pierwszy raz od wielu lat! Psim swędem – dosłownie PSIM SWĘDEM, bo nikt inny, jak tylko mój własny pies, wyciągnął mnie z łóżka o drugiej nad ranem, żądając wypuszczenia na podwórko.
Od czasu do czasu zdarza mu się robić mi takie numery :)
Zwlokłam się niechętnie, powędrowałam na dół, otworzyłam drzwi. Pies wypadł jak strzała i jął buszować w trawie, a ja – marząca o powrocie do ciepłej poduszki – leniwie zerknęłam na niebo, zachmurzone jak zwykle. Ani śladu meteorów, psia ich mać!
Rzeczony pies nie miał ochoty wracać, ja wkurzałam się coraz bardziej, gdy wtem chmury rozstąpiły się na kilka chwil, a przez rozgwieżdżony nieboskłon przemknęła Perseida. Mimo wszystko uśmiechnęłam się do siebie i szybciutko pomyślałam życzenie – nie powiem jakie, ale powiem że powoli się spełnia :)

I jak tu nie kochać psów, zwłaszcza takich, które mogą nawet gwiazdkę z nieba załatwić! :)

*  *  *

W ramach wakacyjnej walki z nudą, Zuzka wysprzątała rodzinny samochód i zainkasowała 10 funtów za usługę. Pomknęła radośnie z banknotem na górę, by go zachomikować w sobie tylko znanym miejscu, a kiedy zaraz potem wróciła do kuchni, spytała:
- Mamo! Dałabyś mi 3 funty? Skoczę do sklepu i kupię sobie jakieś słodkości?
- Jak to?! A kasa, którą dostałaś przed chwilą?! – uprzejmie się zdziwiłam.
- A nie! – ochoczo odparła Zuzka – Tamtą kasę schowałam, bo oszczędzam!

Taaa, nie od dziś wiadomo, że własnoręcznie zarobione pieniądze mają ZDECYDOWANIE inną wartość!

*  *  *

- Mój kolega z Filipin – opowiedział nam ostatnio Tutek – pochwalił się, że jego kraj nawiedził tajfun! I nie mieli prądu!
- Ale z tego co wiem, z kolegą z Filipin kontaktujesz się przez kompa – zdziwiłam się nieco – więc jednak musiał mieć prąd!
- Ha! Kolega miał generator w pokoju! – pośpieszył z wyjaśnieniami Tutek – Ale był to jedyny generator w domu, więc musiał zdecydować czy podepnie do niego komputer czy lodówkę!
- I oczywiście wybrał komputer! – pojęłam intrygę.
- Tak, ale potem przyszła jego mama. I kolega już nie jest online!

W starciu ‘real vs. virtual’ 1:0 dla realu! :)

*  *  *

Tutek, jak zresztą i reszta rodziny, nie mógł się doczekać nadejścia 18 sierpnia i momentu otrzymania wyników matur. Im bliżej było magicznej daty, tym mniej pewnie się czuł.
- A co będzie jak nie zdam?! – martwił się – Powiedziałem mojej koleżance z Cambridge, że zbieram pieniądze, żeby uciec z domu w razie złych wyników.
- Ale przecież cokolwiek się stanie, nikt nie wyrzuci cię z domu, synu! – zapewniłam go, a widząc jego lekko zawiedzioną minę dodałam – Sorry bardzo!

Czasami mam wrażenie, że nasze dzieci nie pogardziłyby odrobiną rodzicielskiego hardcoru od czasu do czasu. Jakaś awanturka, groźba, karne zagonienie do wyrzucania gnoju… A tu nic z tych rzeczy – tolerancja, zrozumienie, otwartość… Ileż można!

*  *  *

Oliwka marudziła mi o smażone talarki.
- Sama obierz ziemniaki i pokrój je w plasterki – zaproponowałam.
Chcac, nie chcąc Oliwa zabrała się do roboty. Obrała ziemniaki, pokroiła, ja je przyprawiłam i hajda na patelnię! Oliwka nieco je przemieszała, po czym porzuciła, zniknąwszy w drzwiach wyjściowych. Kiedy wróciła na posterunek, ziemniaczki zdążyły już lekko się przypalić. Mimo wszystko, Oliwka pożarła je ze smakiem.
- O! – zauważyłam jak Oliwka wylizuje pusty talerz po ziemniaczkach. – Widzisz jak dobrze smakują własnoręcznie przygotowane talarki?
-To prawda - przyznała Oliwka - Ale powiem ci, że jak TY je przygotowujesz, TEŻ są niezłe!

Patrzcie ją! Raz coś usmażyła (teoretycznie) zjadliwego, i już zmieniałaby nazwisko na Ramsay!

*  *  *

Oliwka rozkręcała zabawkę na naszym łóżku – zabijcie mnie, nie wie dlaczego akurat tam – i zostawiła po sobie wypatroszoną skrzynkę narzędziową akurat na środku kołdry. Taką sytuację zastałam po wejściu do sypialni.
- Oliwo! Szujo! – ryknęłam sobie a muzom, bo po winowajczyni nie było ani śladu.
- Przepraszam! Zapomniałam! – dało się słyszeć gdzieś z ulicy, gdzie Oliwka właśnie bawiła się w najlepsze z koleżankami.

Matka to potrafi zaryczeć, jak zechce! :)

*  *  *

Zwykle to ja, jako domowy znawca kina światowego, polecam coś z klasyki swoim dzieciom. Tym razem jednak nasz Tutek, zareklamował nam film, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Obejrzałam – polecam. ‘Princess Bride’ (kręcony zresztą w Irlandii, m.in. na Cliffs of Moher).
A oto jeden z naszych ulubionych cytatów.

BDW – czy ktoś skojarzył gdzie jeszcze grał ‘Inigo’?
My z Zuzką tak! :)

piątek, 19 sierpnia 2016, oszin13

Polecane wpisy

  • Obłupiamy z kasy!

    Atencion, atencion! Oficjalnie rozpoczynamy obłupianie z kasy - w szczytnym celu! Ostrzegaliśmy, że wskakujemy na parkiet, żeby zbierać pieniądze na SANDS? Ostr

  • Chroniczny stan zaganiania

    Kurcze blade, tak WIELE jest do opisania i tak MAŁO czasu, że aż żal. A do tego TAAAAKA długa lista rzeczy, które należałoby załatwić przed – lub wręcz za

  • 20 lat, a może więcej…

    Przyznaję się bez bicia – wpadłam w szpony sagi ‘Millenium’ Stiega Larssona. Zachęcona zachwytami Pierwszego Męża ściągnęłam ją z półki i jedn