To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
Blog > Komentarze do wpisu
20 lat, a może więcej…

Przyznaję się bez bicia – wpadłam w szpony sagi ‘Millenium’ Stiega Larssona. Zachęcona zachwytami Pierwszego Męża ściągnęłam ją z półki i jednym tchem przeczytałam dwa pierwsze tomy. A potem stwierdziłam, że jeśli teraz nie przerwę tego szaleństwa i nie napiszę czegoś na bloga, to dupa blada – trzeba będzie czekać aż łyknę trzeci tom! Piszę więc, choć nie obiecuję, że skończę, bo książka kusi, a dodatkowo właśnie odkryłam, że istnieją ekranizacje! Żal byłoby nie porównać… :)
Taki to już żywot mola książkowego!

*  *  *

Mamy w tym roku z Pierwszym Mężem specjalną okazję do świętowania. Dokładnie 20 lat temu spotkaliśmy się na ślubnym kobiercu w jednym z parafialnych kościółków. On - biedaczek – zdenerwowany do szpiku kości, w przykrótkim czarnym garniturze i ze zsuwającymi się z nosa okularami. Ja – cała w bieli, owinięta trzywarstwowym welonem i jakoś zdecydowanie pewna siebie. Zabrzmiało ‘Ave Maria’, wymieniliśmy obrączki. Były ‘kwiaty, gratulacje’ i weselne szaleństwo do białego rana, ale tuż przed północą – gromkie ‘Sto lat’ z ponad dwustu gardeł w kierunku Pana Młodego, z okazji urodzin. Tak to się zaczęło…

A potem studia, dzieci, praca, emigracja – ni stąd ni zowąd minęło 20 lat. I choć starsi jesteśmy NIECO, to przecież ‘w sercu ciągle maj!’ I niech nam tak zostanie - czego sobie wzajemnie życzymy na (co najmniej) następne 20 lat!

Bo każda okazja do zjedzenia tortu jest dobra! :)

 a

Tak więc, jako się rzekło, Pierwszy Mąż obchodził w lipcu okrągłą rocznicę zostania Pierwszym Mężem, ale jako Ojciec Rodziny, został tego samego dnia dodatkowo obsypany prezentami urodzinowymi. Pamiętająca progenitura, znająca aż nadto dobrze zaangażowanie Rodziciela w odkrywanie Drogi Miecza, skupiła się w swoich prezentach tematycznie na kendo. Ojciec otrzymał więc laurki okraszone wizerunkami kendoków, koszulkę ‘Keep calm and do kendo’ oraz parę nakolanników firmy KENDO. Żelowe nakolanniki wywołały u ojca niepohamowany napad śmiechu i nie bardzo mogliśmy zrozumieć dlaczego? W końcu założeniem ofiarodawcy, który wytropił i zakupił rzecz w internecie, było ułatwić Ojcu-Staruszkowi klęczenie w zbroi na twardej podłodze dojo!
Nieco skonsternowani czekaliśmy z konsumpcją tortu do czasu, aż rozbawiony Jubilat dojdzie do siebie i wtajemniczy nas w przyczynę wesołości. I wtajemniczył! Okazało się, że kendocy (w przeciwieństwie do iaidoków) rzadko klęczą, raczej kucają, więc siłą rzeczy nie produkuje się dla nich ochraniaczy na kolana. Natomiast firma KENDO, i owszem, sprzedaje żelowe nakolanniki, ale dla… brukarzy i dekarzy! I taki właśnie PROFESJONALNY SPRZĘT DEKARSKI otrzymał w prezencie nasz Jubilat!
Obśmiawszy się wstępnie jak norka, Ojciec oczywiście docenił ostatecznie dobre chęci Ofiarodawcy, gorąco zapewniając, że znajdzie dla ochraniaczy zastosowanie – choćby miał zakupić paczkę bruku i na siłę gdzieś go położyć!
Bo kto by pomyślał, że firma KENDO produkuje sprzęt DIY?! Weź tu, człowieku, zaufaj wyszukiwarkom internetowym!

A kiedy ojciec nacieszył się już pamięcią rodziny, kosztując nawet tortu, choć ze słodyczy to tylko piwo…, zabraliśmy go na rodzinne kręgle. I daliśmy mu wygrać! No, dobra - wygrał bo był najlepszy ;)

*  *  *

Korzystając z wakacyjnego spleenu, Zuzka postanowiła wreszcie rozprawić się z famą Gwiezdnych Wojen i obejrzała wszystkie siedem części an block. W kolejności premier. Oczywiście z miejsca wpadła po uszy w klimat i sypie teraz cytatami z filmu, jak z rękawa. Neofitka jedna!
A ja, będąc tylko NIECO starszą od rzeczonej sagi, zazdroszczę jej zachwytów… :)

I niech moc będzie z nami!

b

*  *  *

Od jakiegoś czasu świat szaleje na punkcie gry Pokemon Pro, a nasz Tutek jest jednym z entuzjastów. Gra polega na tym, że lata się po mieście z telefonem w ręku, szukając przy pomocy gps ukrytych pokemonów do kolekcji. Podobno gdzieś na świecie znaleziono przy okazji jakieś ciało i kilku ludzi przez przypadek wlazło tam gdzie nie powinno – na przykład komuś do domu…

To jednak nie jest ważne – ważne jest, że TRZEBA SIĘ RUSZAĆ! I tylko to mnie interesuje, z mojego rodzicielskiego punktu widzenia!

Z tego właśnie powodu, kiedy Mati – który właśnie namiętnie kolekcjonuje drużynę Pokemonów – zjawił się wieczorem z informacją: „Ech, jutro muszę przejść 2 kilometry, żeby osiągnąć kolejny poziom!”, tylko się uśmiechnęłam pod nosem.
Cała przyjemność była po mojej stronie, bowiem każdy powód jest dobry, żeby wyrwać go sprzed kompa.

Może być nawet Pikachu :)

 

OK, a teraz wracam do porzuconego Stiega Larssona i „Zamku z piasku, który runął”.
See u later! :)

czwartek, 14 lipca 2016, oszin13

Polecane wpisy

  • Obłupiamy z kasy!

    Atencion, atencion! Oficjalnie rozpoczynamy obłupianie z kasy - w szczytnym celu! Ostrzegaliśmy, że wskakujemy na parkiet, żeby zbierać pieniądze na SANDS? Ostr

  • Chroniczny stan zaganiania

    Kurcze blade, tak WIELE jest do opisania i tak MAŁO czasu, że aż żal. A do tego TAAAAKA długa lista rzeczy, które należałoby załatwić przed – lub wręcz za

  • Goniąc kormorany…

    Koniec sierpnia to już ‘smutny lata zmierzch’, jak mówił poeta. Za pasem szkoła, praca, nowe wyzwania i stare obowiązki. Cała ta nie-fejsbukowa szar