To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
Blog > Komentarze do wpisu
Piegowate szczęście

Zapadłam się ostatnio blogowo pod ziemię i zdematerializowałam. Kwiecień wypadł był z blogowego kalendarza, ale wcale nie z naszego rodzinnego życia. Wręcz przeciwnie, tu przybrał nawet na intensywności! Głównie za sprawą Julki, w której od dłuższego czasu kluła się tajemnicza choroba, zajmując nam dnie i skracając noce, by wreszcie wykwitnąć… w postaci dziesiątków wyprysków na całym ośmioletnim ciele. Ospa wietrzna zapukała do naszych drzwi i na dwa tygodnie wyłączyła nas z życia publicznego. Szczęście w nieszczęściu, Julka była ostatnią z rodziny, która nie miała jeszcze ospowych ‘przyjemności’, ale byliśmy ostrożni – cała ‘bezpieczna’ reszta towarzystwa mogła złapać półpaśca! Nic takiego nam się jednak nie przydarzyło – i bardzo dobrze! Natomiast sama Juleńka, uwięziona w domu jak Roszpunka w wieży, z żalem oglądała przez szybę kolegów baraszkujących na podwórku i tęskniła za szkołą.
Ale ostatecznie kariera Roszpunki było kiedyś jej życiowym celem…

Mimo, że to Julka pozostawała zdecydowanie w centrum rodzinnej uwagi, życie toczyło się dalej, a reszta rodzeństwa też miała swoje ważne sprawki. Starsze siostry na ten przykład, dały w swojej szkole wiosenny koncert, w którym (jakżeby inaczej) uczestniczyliśmy. Z przyjemnością odnotowujemy, że poziom szkolnych koncertów rośnie z sezonu na sezon, a artyści zaskakują nas coraz bardziej wysmakowanym repertuarem (w tym roku na przykład Szopenem). Tym chętniej uczestniczymy w tych kulturalnych zlotach, wcale nie traktując ich jak torturę dla uszu :)
Natomiast Matt, starający się o pożyczkę studencką, walczył z formularzami, co rusz dosyłając potencjalnym pożyczkodawcom żądane dokumenty. Owocem tych starań była decycja stwierdzająca, że bank gotów jest zainwestować w świetlaną przyszłość naszego syna i pożyczy mu pieniądze na dalszą edukację. Szczęście w rodzinie i Tutikowym sercu!
Teraz trzeba jeszcze TYLKO zdać pomyślnie końcowe egzaminy, a pierwszy z nich już za trzy tygodnie!

*  *  *

Wraz z nadejściem wiosny, dała się odczuć w rodzinie piląca potrzeba odświeżenia wizerunków i zrzucenia nadmiernej ilości odwłosienia. Dokonaliśmy więc odpowiednich rezerwacji, po czym tłumnie odwiedziliśmy zakład fryzjerski, gdzie nadano naszym głowom nowe kształty. Zuzka zyskała zupełnie nową, nieco krótszą, za to bardziej wyprofilowaną fryzurkę, dzięki której zmężniała nam w oczach i wydoroślała. Oliwka, ze łzami w oczach, zgodziła się na obcięcie 3 cennych centymetrów zniszczonych włosów. Na pocieszenie zaserwowano jej usługi prostownicą – była BARDZO dumna z efektu! Tutek, uparcie odmawiający do tej pory ścięcia włosów ze względu na projekt filmowy, w którym występował, ostatecznie łaskawie zgodził się na zabieg. Po obcięciu niepotrzebnych elementów, z zarostu godnego Neandertalczyka udało się mistrzyni nożyczek wydobyć całkiem przystojnego faceta, w dodatku zupełnie kontentego z nowego wizerunku. I jeszcze mama zyskała nowy kolor na głowie (ku cichemu sprzeciwowi męża).
Tylko Julce chwilowo udało się uniknąć spotkania z nożyczkami – z powodu L4 – ale i ona kiedyś będzie musiała stawić się na wezwanie. A wtedy – „Weź Pan dłuto i młotek, i kuj po tej linii, jak mawiał Sofronow" ;)

*  *  *

Nasza Zuzanna ma kompletnego bzika. Na szczęście nie jest to bzik ogólnorozwojowy, a jedynie tematyczny, co napawa nas – rodziców – niejakim optymizmem. Bzikiem Zuzanny jest… Konkurs Piosenki Eurowizji. Szaleństwo zaczęło się niewinnie trzy lata temu od wspólnego oglądania transmisji jednym okiem, i od tego czasu jest już tylko gorzej! Konkurs odbędzie się dopiero za kilkanaście dni, a Zuzka zna już wszystkie piosenki-kandydatki, biogramy artystów i zakulisowe rankingi. Że o historycznym rysie imprezy nie wspomnę. A ponieważ namiętnie wyśpiewuje głośno co ciekawsze kawałki, cała rodzina mogłaby występować w eurowizyjnej edycji ‘Jaka to melodia?’ Uchyliwszy rąbka tajemnicy donoszę, że Zuzkowym faworytem jest póki co Ivan z Białorusi, ale obawiam się, że wizerunek wyżej wymienionego (a zwłaszcza obietnica wystąpienia na scenie nago, w towarzystwie wilków) góruje w tym wyborze nad talentem śpiewaczym ;) W każdym razie o godzinie ‘W’ – czyli dokładnie 14 maja wieczorem – Zuzka będzie z wypiekami na twarzy oglądać transmisję Eurowizji w domu swojej koleżanki, w towarzystwie kilku innych entuzjastek europejskich talentów.
Pozwólmy i innym rodzicom poznać huragan dziewczęcych ekscytacji :)

http://eurowizja.org/?p=13195

*  *  *

Nie od dziś wiadomo, że nikt cię tak nie przypilnuje jak rodzeństwo, młodsze lub starsze. Spróbuj zrobić coś podejrzanego, albo wręcz zakazanego – doniosą, zaraportują, wydadzą. Najbardziej poszkodowana w tej dziedzinie jest oczywiście Julka, której komputerowe wybory inwigilują co najmniej dwie pary dodatkowych oczu. I strofują na bieżąco lub dostarczają dowody zbrodni rodzicom.
Ostatnio Oliwka podsunęła mi pod nos swój telefon, prezentując niewyraźne zdjęcie.
- Mamo, zobacz co Julka ogląda na Youtube! – zażądała, wespół w zespół ze zmaterializowaną nagle nie wiadomo skąd Zuzką.
- Cóż to takiego? – zapytałam, bo z dostarczonego corpus delicti niewiele wynikało.
- To jest filmik o Minecrafcie i jest tam napis ‘SEX’! – triumfowała Oliwka. – Nie oglądałam tego, ale z pewnością nie jest to nic odpowiedniego dla Julki!
- A ja oglądałam! – wtrąciła się, jako adwokat we własnej sprawie, Julka – I mogę powiedzieć, że tam ŻADNEGO SEKSU NIE BYŁO!

I co szanowny Salomon na to? A no, aby wilk był syty i owca cała, podziękował siostrom za czujność oraz skierował zainteresowania Julki na bardziej ‘ośmioletnie’ filmiki w sieci. Tak prewencyjnie.

*  *  *

Ostatnia wizyta u okulisty skutkowała dwiema dobrymi wiadomościami – Zuzka jest nadal posiadaczką świetnego wzroku, więc nie grozi jej powiększenie szeregów okularników, zaś Oliwka zdobędzie nową parę okularów jedynie dla odświeżenia wizerunku, bez potrzeby instalowania mocniejszych szkieł.
Przy okazji rozmowy z optykiem, zapytałam o zagrożenie astygmatyzmem, realnie występujące w rodzinie po mieczu.
- O, nie ma się czego obawiać! – zapewniła nas pani doktor – Oliwka ma perfercyjnie sferyczne gałki oczne. Nie widziałam takich wiele.
Słysząc te słowa, Oliwka rozpromieniła się i spuchła z dumy. Miast udać się do stojaka z nowymi oprawkami, poleciała do czekającej na zewnątrz gabinetu Zuzki, z radosną wieścią:
- Mam perfekcyjnie sferyczne gałki oczne! I to nieczęsto się zdarza! Kiedyś umieszczę tę wiadomość w swoim CV!

Ciekawe jak często poszukują pracownika z ‘perfectly spherical eyeballs’ :)

poniedziałek, 02 maja 2016, oszin13

Polecane wpisy

  • Obłupiamy z kasy!

    Atencion, atencion! Oficjalnie rozpoczynamy obłupianie z kasy - w szczytnym celu! Ostrzegaliśmy, że wskakujemy na parkiet, żeby zbierać pieniądze na SANDS? Ostr

  • Chroniczny stan zaganiania

    Kurcze blade, tak WIELE jest do opisania i tak MAŁO czasu, że aż żal. A do tego TAAAAKA długa lista rzeczy, które należałoby załatwić przed – lub wręcz za

  • Goniąc kormorany…

    Koniec sierpnia to już ‘smutny lata zmierzch’, jak mówił poeta. Za pasem szkoła, praca, nowe wyzwania i stare obowiązki. Cała ta nie-fejsbukowa szar