To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
Blog > Komentarze do wpisu
A może nad morze?...

Jak się już niejednokrotnie przekonaliśmy, irlandzka pogoda bywa kapryśna i nieprzewidywalna. Zwykle pada, wieje i jest beeee, więc narzekamy na pluchę. Ale aktualnie jest „nie-zwykle”, bo aura zdecydowanie nas rozpieszcza! Od dobrego tygodnia żar wściekły z nieba się leje. Słoneczko grzeje, wiaterek wieje, lato! Nareszcie można było wyciągnąć z szaf letnie ciuszki, odsłonić nieco kochanego ciałka (nigdy dość) i złapać opaleniznę! Co też chętnie czynimy, łapiąc chwilę, bo już od jutra deszcz, deszcz, deszcz…

Sprawdziwszy weekendową pogodę, pędzikiem odwołaliśmy wszelkie towarzyskie zobowiązania i w sobotę rodzinnie wyjechaliśmy w plener. Naszym celem była początkowo plaża, ale udało nam się przekonać ojca rodziny do nadłożenia drogi i zahaczyliśmy też o tereny górzyste (i doliniaste). Odwiedziliśmy Glenariff Forest Park, słynny z malowniczych wodospadów i… rudych wiewiórek, szczególnie bliskich naszym polskim sercom, bo irlandzkie wiewiórki, zamieszkujące miejski park, są szare.
Niestety, z powodu pozimowych remontów, część malowniczej wodospadowej trasy była zamknięta dla zwiedzających, więc wiewiórek ostatecznie nie wytropiliśmy. Zeszliśmy za to do koryta górskiej rzeki, podziwialiśmy kilkudziesięciometrowe sosny szumiące nad naszymi głowami i maleńkie leśne dzwonki uśmiechające się z traw. Obfotografowaliśmy się na tle imponujących wodospadów i nawdychaliśmy leśnego powietrza jak dzicy. A pies Paszczak buszował w krzakach i aportował kłodę większą od siebie, u samego podnóża wodospadu. Oczywiście nie obyło się bez harcerskich wspominek i obozowych opowieści w wykonaniu Naczelnego Harcerza Rodziny, czyli ojca-rodziciela, a i ja dorzuciłam swoje trzy grosze…
Za trudy wędrówki po leśnych ostępach, dzielna rodzina została nagrodzona biwakowym posiłkiem w bardzo malowniczych okolicznościach, na polanie w widokiem na rozległą dolinę… Ech, piękne to było miejsce! Aż nie chciało nam się stamtąd ruszać, cóż, kiedy morze wzywało, plażowy pasek kusił, a stroje kąpielowe popiskiwały w torbach! Obiecaliśmy sobie jednak, że jak tylko „wiewiórkowy szlak” zostanie ponownie oddany do użytku, spakujemy sprzęt turystyczny i zakotwiczymy w tym lesie na dłużej. Da Bóg, jeszcze w te wakacje :) Póki co, okolicznościowy magnesik powiększył lodówkową kolekcję :)
Pożegnawszy góry, ruszyliśmy na poszukiwanie piaszczystych plaż. Wybór padł na Castlerock, gdzie faktycznie zakotwiczyliśmy na dłużej. Dzieciaki, przebrane zawczasu już w samochodzie, z miejsca pobiegły w kierunku zimnych fal (brrr!), a pies zwabiony patyczkiem rzuconym w głąb morza, zdecydowanie pokochał mokre okoliczności przyrody. I jeszcze puszczaliśmy latawca, i budowaliśmy zamki na piasku, i grillowaliśmy – generalnie spędziliśmy miłe popołudnie na plaży. I tylko piasek był wszechogarniający i wściubiał swój żółty nos w najskrytsze zakamarki turystycznej lodówki. Ale w końcu „sam człowiek tak chciał”…

Pozytywnie zmęczeni dotarliśmy pod wieczór do domu. Pies padł na swoje posłanie bez sił i ducha, reszta rodziny leniwie rozlazła się po kątach. I tylko niezmordowana Julka wskoczyła w czyste ciuszki i pognała na podwórko.
Ta to zawsze ma dodatkowe zapasy sił :)

Upalną niedzielę spędziliśmy już na własnym podwórku, strzelając z wodnych pistoletów, chlapiąc się w baseniku, wylegując z książką na słońcu i buszując w rozstawionym przez ojca namiocie.
Dla każdego coś dobrego, czyli relaks po relaksie ;)

*  *  *

Jakoś udało mi się w natłoku ostatnich wydarzeń zgubić gdzieś istotną informację. Otóż – mamy nowego członka rodziny! Jest biały, futrzasty, ma na imię Molly i… wcale nie jest psem :) Jest MISIEM! Jego mamusia – Julka – powołała go do życia w sklepie „Build-A-Bear” tuż przed Dniem Dziecka, na wycieczce dla maluchów. Miś ma certyfikat urodzenia, unikatowy numer, twarzowe ubranko, błyszczącą torebkę i różową komórkę :) A Julkowe siostry z miejsca się w nim zakochały! I, oczywiście, zażądały własnych misiów! Nie pomogły sugestie, że hello, może są już za stare?! Póki co stanęło na tym, że kobiety zbierają kasę (bo taki osobisty miś, a szczególnie jego akcesoria, jednak MAŁE CONIECO kosztują) i tworzą misie wirtualne na stronie producenta.
Zyskaliśmy na czasie…

*  *  *

Julka rozłożyła się na piknikowym kocu i westchnęła:
- Nooo, nareszcie ELAKS!
- A co to jest elaks? – spytaliśmy podstępnie.

- Elaks jest wtedy jak leżymy i się OPALUJEMY!

*  *  *

Rozmowy prosto z drogi.

- Ooo! – krzyknął Mati (widocznie widząc coś interesującego za szybą samochodu).
- Ooo! – krzyknęłam i ja, właściwie nie wiedzieć czemu.
- Co? – zainteresowała się Zuzka.
- Co? – zainteresował się Mati.
- Nie wiem! – przyznałam się bez bicia.

*  *  *

Wracaliśmy sobie do domu po męczącej górsko-plażowej wyprawie, podziwiając wiejskie okolice zachodniego Ulsteru, kiedy przez uchylone okna samochodu wpadł do środka „swojski” zapaszek obornika.
- Co tak śmierdzi?! – skrzywiła się Zuzka.
- To z pól. – odpowiedziałam, niejako usprawiedliwiając członków rodziny.
- A co jest SPUL?!

Właśnie – ktoś spotkał kiedyś SPULA?!

*  *  *

Matt walczy dzielnie z ostatnimi egzaminami SCSE – jeszcze cztery i wakacje!
- Na egzaminie z biologii było pytanie o nazwisko uczonego, który badał fermentację. I za nic nie mogłem sobie go przypomnieć! Ale pod koniec egzaminu mnie olśniło. Przypomniałem sobie reklamę piwa!
- Tak?! – zadziwiłam się nieco.
- Tak! PASTERYZOWANEGO!

I kto by pomyślał… 

*  *  *

Po dogłębnej analizie i obserwacji, Julka odkryła włosy na swoich nogach.
- Mamo, mamo, patrz! – krzyknęła. – DORASTAM! 

poniedziałek, 10 czerwca 2013, oszin13

Polecane wpisy

  • Obłupiamy z kasy!

    Atencion, atencion! Oficjalnie rozpoczynamy obłupianie z kasy - w szczytnym celu! Ostrzegaliśmy, że wskakujemy na parkiet, żeby zbierać pieniądze na SANDS? Ostr

  • Chroniczny stan zaganiania

    Kurcze blade, tak WIELE jest do opisania i tak MAŁO czasu, że aż żal. A do tego TAAAAKA długa lista rzeczy, które należałoby załatwić przed – lub wręcz za

  • Goniąc kormorany…

    Koniec sierpnia to już ‘smutny lata zmierzch’, jak mówił poeta. Za pasem szkoła, praca, nowe wyzwania i stare obowiązki. Cała ta nie-fejsbukowa szar