To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
Blog > Komentarze do wpisu
Impreza i po imprezie

Uff, udało mi się przeżyć wczorajszą imprezę – i dom ciągle stoi! Na szczęście (sic!) nie wszyscy goście dopisali, ale i tak sześć wrzeszczących dziewczątek wystarczyło. Przez ponad dwie godziny udało im się „nieco” nabałaganić (popcornowa bitwa w rytmie Jonas Brothers musiała zostawić ślady!) Okazało się także, że do wypicia 6 szklaneczek soku da się użyć 150 słomek! Tort średnio je zainteresował, za to o pojemniki z bitą śmietaną regularnie się pobiły! Podczas zabawy w chowanego dały upust fantazji – właziły dosłownie wszędzie: do koszów z brudną i świeżo wypraną bielizną, łóżek i szaf, wciskały się pod Julkowe łóżeczko, kryły za wieszakami, w kabinach prysznicowych, pod zlewozmywakiem, a jedna utknęła na dłużej usiłując wcisnąć się do pralki! Zaczęłam już panikować, kiedy powolutku wyciągnęłyśmy ze środka jej długie 9-letnie nogi. Najbardziej rozbawiła mnie Sarah, która w szale poszukiwań zajrzała nawet do kosza na śmieci! Masakra! Ale summa summarum warto było – rozanielony wyraz twarzy mojej jubilatki i zapewnienia, że „była to najlepsza impreza na świecie” zatarły złe wspomnienia i zrekompensowały straty. Jak co roku…

Julka, wystrojona w odświętną suknię balową, usiłowała oczywiście również zauczestniczyć w imprezie. Starałam się jednak trzymać ją z dala od Zuzkowej sypialni, głównie z obawy o jej zdrowie i życie. Aby ją czymś zająć, włączyłam jej ulubiony film na dvd („Barbie i podwodna tajemnica”), skombinowałam kilka imprezowych balonów, wyciągnęłam z ukrycia permanentne mazaki i zaczęłyśmy obmalowywać balony. Musiałam przy tym bardzo uważać, żeby małoletnia artystka nie zmieniła przy okazji wyglądu kanap, ale jakoś udało mi ją uziemić, przynajmniej na kilka minut (dopóki impreza się nie rozlazła na cały dom). Jak się dzisiaj okazało, jednak nie byłam w stanie upilnować jej w 100%, albowiem światło dzienne ujawniło urokliwy zloto-srebrny rzucik namalowany na kamiennej obudowie kominka! Mam nadzieję, że długotrwałe szorowanie pozwoli komikowi odzyskać dawny blask.

Moi panowie są, jako się rzekło, w delegacjach. Starszy doleciał szczęśliwie do Polski na matczyne łono i aktualnie, o ile się orientuję, bawi na gościnnych występach u swoich teściów, a moich rodziców. Młodszy przysłał wczoraj smsa z wycieczki – z opisem wiejskiego obiadu! Cóż, jedni podziwiają przebogatą faunę i florę tamtejszej okolicy, drudzy skupiają się nad zawartością swojego talerza. Mam nadzieję, że chociaż po powrocie będzie miał więcej do opowiedzenia niż tylko szczegóły menu.

Mamy przed sobą mglisty dzień, zupełnie jak na Baker Street w Londynie. Może uda mi się namówić dziewczyny na spacer, chociaż szczerze przyznaję, że samej nie chce mi się ruszać z domu. Może pogram w scrabble i poleniwię się nieco. Należy mi się chyba!

niedziela, 23 stycznia 2011, oszin13

Polecane wpisy

  • Obłupiamy z kasy!

    Atencion, atencion! Oficjalnie rozpoczynamy obłupianie z kasy - w szczytnym celu! Ostrzegaliśmy, że wskakujemy na parkiet, żeby zbierać pieniądze na SANDS? Ostr

  • Chroniczny stan zaganiania

    Kurcze blade, tak WIELE jest do opisania i tak MAŁO czasu, że aż żal. A do tego TAAAAKA długa lista rzeczy, które należałoby załatwić przed – lub wręcz za

  • Goniąc kormorany…

    Koniec sierpnia to już ‘smutny lata zmierzch’, jak mówił poeta. Za pasem szkoła, praca, nowe wyzwania i stare obowiązki. Cała ta nie-fejsbukowa szar