To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
Blog > Komentarze do wpisu
Takie tam facecje…

- Mamo! – wołają zgodnym chórem dziewczyny – pomóż nam! Coś dziwnego dzieje się z komputerem!
- Co takiego się dzieje? – pytam średnio zainteresowana sprawą.
- Próbujemy się zalogować na Club Penquin i nie możemy! Hasło nie wchodzi i pokazuje się jakiś komunikat!
Muszę dodać, że problemy z wpisaniem hasła są ciągłymi problemami dziewczyn – wybierają jakieś dziwne słowotwory i zapominają pisowni, albo wciskają capslocka, albo co innego. A komunikat to zwykle „Incorrect password. Try again”, co dziewczyny przyjmują ze świętym oburzeniem, bo przecież one NIE MOGŁY POMYLIĆ HASLA!
- Sprawdźcie czy capslock nie jest włączony i spróbujcie jeszcze raz – rzucam z kuchni i uważam sprawę za załatwioną. Nie do końca jednak, bo po chwili słyszę, jak Oliwka sylabizuje „Kiss – my – ass”.
- Oho – myślę - sprawa jest jednak poważna. Widocznie weszły przypadkiem na jakąś zakazaną stronę i faktycznie pokazał się im „interesujący” komunikat.
Wpadam więc przed komputer i co widzę – Oliwka najspokojniej w świecie wpisuje hasło do Club Pinquin. A hasło brzmi „Kiss my ass” właśnie!
- A co to za hasło? – pytam oburzona – Skąd je wzięłyście?
- A, jeden z użytkowników Club Pinquin napisał, że ma takie to i my sobie takie wybrałyśmy! – odpowiada spokojnie Zuzka.
- A wiecie co to znaczy? – musiałam zapytać.
- Nie, ale spodobało nam się – odparły niewinne latorośle, kompletnie nieświadome żartu internetowego „kolegi”.
Nie muszę chyba dodawać, że po wyjaśnieniu nieporozumienia małe kobietki – święcie oburzone – natychmiast zmieniły hasło na jakąś „hannemontane” czy „bratz123”. A rodzice dostali nauczkę, żeby jednak częściej kontrolować internetowe ścieżki, jakimi chadzają małoletnie umysły.

*   *   *

- Mamo, co to jest knebel? – pyta Zuza.
- Wiesz, jeśli porywacz nie chce, żeby porwany krzyczał to wkłada mu do ust knebel czyli taki kawałek materiału.
- Albo jabłko – dodaje z poważną miną Oliwka.

*   *   *

Julka pilnie przysłuchiwała się naszej rozmowie o idei polskich szkół za granicą.
- Julka, chciałabyś chodzić do polskiej szkoły? – zwrócił się do niej ojciec.
- Tak – poważnie odpowiedziała Julka.
- A do irlandzkiej też byś chciała? – spytałam z kolei ja.
- Tak – odpowiedziała bez mrugnięcia okiem Julka.
Podejrzewając, że ma jedną odpowiedż na wszystkie pytania, podstępnie rzuciłam kolejną propozycję:
- A do żydowskiej też?
- Nie – mruknęła Julka.
Czyli jednak jej odpowiedzi były przemyślane…

poniedziałek, 24 stycznia 2011, oszin13

Polecane wpisy

  • Obłupiamy z kasy!

    Atencion, atencion! Oficjalnie rozpoczynamy obłupianie z kasy - w szczytnym celu! Ostrzegaliśmy, że wskakujemy na parkiet, żeby zbierać pieniądze na SANDS? Ostr

  • Chroniczny stan zaganiania

    Kurcze blade, tak WIELE jest do opisania i tak MAŁO czasu, że aż żal. A do tego TAAAAKA długa lista rzeczy, które należałoby załatwić przed – lub wręcz za

  • Goniąc kormorany…

    Koniec sierpnia to już ‘smutny lata zmierzch’, jak mówił poeta. Za pasem szkoła, praca, nowe wyzwania i stare obowiązki. Cała ta nie-fejsbukowa szar