To znowu my - rodzina O. Tym razem w wersji eksportowej. Czas leci, dzieci rosną, a my staramy się zatrzymać chwilę i zanotować ich dziecięce mądrości i troski. Ku ich - ale szczególnie naszej - uciesze. Mamy nadzieję, że świat uśmiechnie się także...
Blog > Komentarze do wpisu
Miłość w erze elektronicznej

Jak to się zmienia rola matki przez wieki – można by rozprawę naukową napisać. Kiedyś matki musiały tylko dbać o ciepłe odzienie, codzienną strawę i zacerowane skarpetki. Dzisiaj - powinny znać się na komputerach, pendrivach, kartach pamięci i innych elektronicznych gadżetach, żeby móc rozwiązywać dziecięce problemy i zasłużyć na uznanie w ich oczach. Oczywiście sprawy dziurawych skarpetek i pustych brzuchów wcale nie straciły na aktualności. Stara się więc człowiek jak może, rozwija żeby nadążać za technologią i co zyskuje – bezcenną wiedzę, oddalone widmo Alzheimera i przede wszystkim jeszcze większą miłość dzieci. A wielka miłość potrafi zabić, jeśli wierzyć tanim romansidłom. I ja nawet tego doświadczyłam, na szczęście krótkotrwale i raczej teoretycznie. Oto historia:

Mateusz, jako uczeń renomowanego katolickiego gimnazjum, uczestniczy od czasu do czasu w mszach i obrzędach religijnych odbywających się w pobliskiej katedrze i odprawianych przez ich „znajomego” kardynała. Jedną z takich uroczystości była msza z okazji Wszystkich Świętych, pod koniec której przekazano uczniom komunikat. Mati (siedzący z tyłu i zdaje się średnio zainteresowany) usłyszał, że należy napisać na kartce dane osoby, która się kocha, włożyć kartkę do koperty i zostawić w kościele, a ksiądz obiecuje, że będzie się za wskazaną  osobę modlić. Mati bez większego namysłu napisał „Moja mama”, położył kopertę i wrócił do szkoły, gdzie chwyciwszy bardziej rozgarniętego kolegę dopytał się o powód zostawiania kartek. I okazało się, że owszem, trzeba było podać nazwisko osoby, która się kocha, ale aktualnie znajdującej się  na Łonie Abrahama! Matt przemyślał sprawę i następnego dnia zakradł się do katedry. Spośród stosu kopert wygrzebał własną i w ten sposób przywrócił mnie do życia, zanim dyrekcja szkoły zaczęła składać mu kondolencje z powodu śmierci matki.

wtorek, 25 stycznia 2011, oszin13

Polecane wpisy

  • Obłupiamy z kasy!

    Atencion, atencion! Oficjalnie rozpoczynamy obłupianie z kasy - w szczytnym celu! Ostrzegaliśmy, że wskakujemy na parkiet, żeby zbierać pieniądze na SANDS? Ostr

  • Chroniczny stan zaganiania

    Kurcze blade, tak WIELE jest do opisania i tak MAŁO czasu, że aż żal. A do tego TAAAAKA długa lista rzeczy, które należałoby załatwić przed – lub wręcz za

  • Goniąc kormorany…

    Koniec sierpnia to już ‘smutny lata zmierzch’, jak mówił poeta. Za pasem szkoła, praca, nowe wyzwania i stare obowiązki. Cała ta nie-fejsbukowa szar